Notowania

Polska może słono zapłacić za nieprzyjmowanie uchodźców. Twarde stanowisko może kosztować miliardy zł

Na nieformalnym szczycie UE w Salzburgu wrócił pomysł finansowego obciążania członków Wspólnoty, którzy odmawiają przyjmowania uchodźców. Włosi, Hiszpanie i Grecy mają już dość i proszą o wsparcie. W takiej atmosferze i przy słabnącej pozycji Polski wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam płacić.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Xinhua/Photoshot/Reporter)
KE już dwa lata temu rozważała wprowadzenie kar finansowych dla państw nie przyjmujących uchodźców.

Na nieformalnym szczycie UE w Salzburgu wrócił pomysł finansowego karania członków Wspólnoty, którzy odmawiają przyjmowania uchodźców. Włosi, Hiszpanie i Grecy mają już dość i proszą o wsparcie. W takiej atmosferze i przy słabnącej pozycji Polski wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam płacić.

Znany ze swoich bezpośrednich wypowiedzi szef włoskiego rządu Giuseppe Conte, wychodząc ze spotkania ws. uchodźców, był wyraźnie zadowolony z wykuwanego tam porozumienia. Przekonywał dziennikarzy, że Wspólnota jest już blisko osiągnięcia kompromisu w sprawie współfinansowania przez wszystkich jej członków ciężaru związanego z napływem uchodźców.

W jego ocenie ponownie brana jest pod uwagę możliwość wprowadzania swoistych opłat za odmowę przyjmowania imigrantów. Włoski premier zapewniał też, że grupa państw, która chce głosować za takim rozwiązaniem, jest coraz większa.

Afrykanie idą do Europy. Ryzykują życiem, a potem żałują

Pytany o szczegóły Conte, wykazał się tu już większą ostrożnością i zadeklarował tylko, że prace nad tym rozwiązaniem trwają i trwać będą nadal.

- We Włoszech, Hiszpanii czy na wyspach greckich sytuacja jest już bliska wrzenia i to, że trzeba coś zrobić z tą sytuacją jest pewne. Cały czas przypływają też nowi uchodźcy. Przy poprzednim podejściu do relokacji nasze możliwości przyjęcia uchodźców określono na 10 tys., jednak Polska nie przyjęła żadnego uchodźcy - mówi Jacek Białas z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Uchodźcy nie, ale...

Jak podkreśla nasz rozmówca, należy też zwrócić uwagę, że z jednej strony nie chcieliśmy respektować decyzji UE o relokacji uchodźców, a z drugiej strony w przypadku klęsk żywiołowych w Polsce liczymy na solidarność Europy. Przy takiej postawie trudniej będzie nam obronić się przed tworzącym mechanizmem.

Tym bardziej, że polskie stanowisko w tej sprawie potwierdził w środę wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański. Minister powtórzył, że nasz rząd oczekuje wcielenia w życie zasady dobrowolności przyjmowania uchodźców.

Przypomnijmy też, że omawiana w Salzburgu koncepcja nie jest zupełnie nowa. KE już dwa lata temu rozważała wprowadzenie kar finansowych dla tych członków UE, którzy jak Polska, Węgry czy Czechy, nie chcą przyjmować uchodźców.

W tamtym podejściu do relokacji uchodźców proponowano bardzo wysokie kary. Z projektu wynikało, że trzeba będzie płacić 250 tys. euro za jednego nieprzyjętego emigranta.

Skoro jak przekonuje Białas, w ówczesnych obliczeniach nasza zdolność przyjęcia uchodźców szacowana była na 10 tys., teraz może być wyżej oceniana. Bo przecież cały czas przybywali nowi, a i polskie PKB rośnie. Według danych Frontexu do sierpnia było to niecałe 90 tys. i liczba ta spada. Szczególnie jest to widoczne w porównaniu z rokiem 2017, kiedy uchodźców przypłynęło całe 40 proc. więcej.

Astronomiczna suma

Przyjmijmy zatem, że w odniesieniu do jednak ciągle rosnących potrzeb, KE stwierdziłaby, że możemy przyjąć około 11 tys. uchodźców. Przy takim założeniu, rachunek za ich nie przyjęcie, wyniósłby okrągłe 2,75 mld euro czyli 11,8 mld zł.

Warto jednak nadmienić, że przy takim scenariuszu, nie byłaby to kwota jednorazowa, a jedynie wystarczająca na 5 lat. Wszystko dlatego, że te ćwierć miliona euro to po prostu średni koszt utrzymania jednego azylanta przez pięć lat. Rocznie oznaczałoby to 2,36 mld zł.

Czy rzeczywiście może to kosztować aż tyle? Już przed dwoma laty pojawiały się głosy krytyczne wobec tych wyliczeń. Najgłośniej protestowały Węgry i Polska.

Jak argumentowali politycy, podstawą tych rachunków była zapewne stopa życia na Zachodzie Europy, stąd ta, jak nazywali ją nasi posłowie - astronomiczna suma. Tamtejszą propozycję próbowaliśmy również osłabić, zwracając uwagę na to, że już teraz ponosimy spore koszty związane z ochroną europejskich granic, jako kraj na wschodniej granicy UE.

Unia w rozkroku

- Wcześniej proponowana kwota 250 tys. euro, którą przeliczano na nieprzyjętego uchodźcę, wydaje mi się mocno przesadzona. To kwota zaporowa - zgadza się z tą opinią Białas.

W jego ocenie obecne propozycje idą bardziej w kierunku stworzenia stałego mechanizmu ustalania które państwo powinno przyjąć uchodźców, jeśli państwa znajdujące się na granicy będą przeciążone. W takiej sytuacji, te które odmawiają, płaciłyby swoistą kontrybucję.

- Z drugiej strony na forum UE pojawiają się też propozycje zamykania granic i rozpatrywania wniosków uchodźczych składanych przez cudzoziemców w krajach pozaeuropejskich np. w Libii - dodaje Jacek Białas, wykazując też jak wiele tu może się jeszcze zmienić.

Nasi rozmówcy nie podejmują się określenia jaki może pojawić się przelicznik w omawianym właśnie nowym rozwiązaniu. Na razie w tej kwestii brakuje jeszcze szczegółów.

Jednak jak podkreśla Wojciech Wilk ekspert ONZ od zarządzania kryzysowego i prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, trudno nie odnieść wrażenia, że to ciągle łatanie problemu, a nie próba jego rozwiązania.

Lepiej zapobiegać

- W przypadku tego typu opłat jestem przekonany, że Unia musi wreszcie odnieść się do przyczyn migracji z Afryki, a nie szukać tylko metod na rozprowadzanie emigrantów po Europie - mówi money.pl Wilk.

W jego ocenie bardziej sensowne jest wspieranie działań, które mogłyby obniżać poziom bezrobocia w Afryce, czyli coś, co generuje tak naprawdę tę falę uchodźców, oprócz konfliktów i wojen rzecz jasna.

- Dla mnie jako osoby, która zajmuje się pomocą w Afryce od ponad 15 lat, kwota za dziesięciu nieprzyjętych uchodźców, czyli na poziomie 2,5 mln euro, pozwoliłoby stworzyć coś naprawdę efektywnego. Za tę pieniądze można byłoby wybudować strefę wspierającą zatrudnienie przemyśle czy usługach, w której pracę mogłoby znaleźć 100-150 osób - mówi Wilk.

Te osoby wraz z rodzinami - w ocenie eksperta - nie dołączyłyby do grup uchodźców. To najlepiej pokazuje, że koszty pomocy w Europie są nieporównywalnie wyższe, od tego ile ta sama pomoc może kosztować w Afryce.

- KE szczyci się nowymi danymi, które pokazują, że liczba uchodźców zaczęła spadać. To daje nam złudne poczucie stabilizacji i tworzy wrażenie, że kryzys minął. Tymczasem w Afryce poziom bezrobocia i braku nadziei na lepsze życie - czyli czynniki napędzające migracje - wcale nie spada. Sytuacja ta będzie się tylko pogarszać wraz ze wzrostem liczby ludności. Według ostrożnych analiz liczba mieszkańców Afryki, w niektórych krajach podwoi się lub nawet potroi - przekonuje prezes PCPM.

Dobrym przykładem jest tu pogrążona w kryzysie Nigeria, która do 2100 roku będzie miała już 750 mln mieszkańców i będzie trzecim najbardziej zaludnionym krajem świata.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez * *dziejesie.wp.pl

Tagi: kryzys migracyjny, uchodźcy, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-09-2018

AdamChore pomysły chorej UE. NIE chcę ani islamskich migrantów, ani zboczonych pracowników z Indii.

20-09-2018

jx2Sprawdźcie lepiej ile włoska mafia zarabia na przemycie ludzi przez Morze Środziemne.

20-09-2018

MarK" W takiej atmosferze i przy słabnącej pozycji Polski wszystko wskazuje na to, że przyjdzie nam płacić." Co za niedorozwinięty redaktor takie … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (1099)