Notowania

Ukryty rachunek za węgiel, czyli pan płaci i pani też płaci. 1054 zł rocznie

Polskie górnictwo dostaje miliardy złotych wsparcia. Od wszystkich. Każdy Polak dokłada 1045 złotych rocznie. I tak już od dwudziestu lat. Kolejni premierzy i kolejne ekipy tylko dosypują pieniędzy. Problemów jednak nie rozwiązują.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Shutterstock/PRUSSIA ART)

86 zł z kieszeni każdego podatnika. Tyle wędruje w ciągu roku na dopłaty do rent i emerytur górniczych. Każdy z nas z własnej kieszeni finansuje też restrukturyzację górnictwa. To 99 zł. W ciągu roku około 50 zł wsparcia wędruje z naszych rocznych rachunków za energię elektryczną. To i tak ledwie drobne. 806 zł w ciągu roku płaci każdy podatnik za zniszczone przez branżę zdrowie i środowisko. W sumie 1045 zł.

To ukryty rachunek za węgiel - wynika z raportu przygotowanego przez Urszulę Siedlecką, Aleksandra Śniegockiego i Zofię Wetmańską, ekspertów Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (WISE Institute). Analitycy przeanalizowali blisko trzy dekady górnictwa w Polsce.

Premierzy polskich rządów na ratowanie branży przeznaczyli już ponad 230 miliardów złotych. To cena za wsparcie od 1990 do 2016 roku. Do końca 2018 licznik zbliży się już do 250 mld zł. Co roku wsparcie dla górnictwa i elektroenergetyki wynosi średnio po 8,5 mld zł rocznie. Ile to pieniędzy? To koszt budowy czterech Stadionów Narodowych w Warszawie. I to każdego roku. To 212 dodatkowych kilometrów autostrad. Również co roku.

I jak twierdzą eksperci WISE, składają się na to wszyscy Polacy. Dorzucają jednak zdecydowanie więcej w ukrytych kosztach. To zwiększone wydatki na zdrowie, to cena zniszczonego środowiska. Rocznie to blisko 30 mld zł. W ciągu ostatnich dwudziestu lat każde polskie gospodarstwo domowe wykładało w tym czasie 5,5 tys. złotych rocznie. Od siebie, dla górnictwa.

A będzie jeszcze drożej. Jak wskazuje WISE, do 2030 roku możemy na energetykę węglową wyłożyć dodatkowe 150 mld zł. Rachunek, gdyby oczywiście taki istniał, wystawiany każdemu podatnikowi urośnie o blisko 1/3. - Górnictwo i elektroenergetyka węglowa subsydiowane są zarówno w sposób bezpośredni z budżetu państwa, jak i dzięki pośredniemu finansowaniu przez społeczeństwo - analizują autorzy raportu. Na co składa się rachunek? Głównie to trzy składowe: system emerytalny górników, restrukturyzacja kopalni oraz ukryte koszty środowiskowe.

Umorzenia, dotacje, emerytury

Jak państwo wspomaga górnictwo? Najważniejszym - i najbardziej kosztownym - jest bezpośrednie dofinansowanie kopalni. Na liście są dotacje na działalność, pomoc finansowa przy restrukturyzacji i stawianiu kopalni na nogi, ale również umarzanie niespłaconych długów, czy niezapłaconych składek emerytalnych. Do tego są liczne umorzenia opłat za szkody górnicze. W sumie od lat 90-tych branża dostała w ten sposób blisko 81 mld. Na tym jednak nie koniec. Państwo pokrywa również z budżetu koszt preferencyjnych świadczeń emerytalnych.

Z punktu finansowego wygląda to tak: każda złotówka wpłacona przez górnika do ZUS, zwiększa zobowiązanie emerytalne systemu wobec niego od 1,5 do 1,8 zł. Górnik dostaje więcej niż pracujący w innej branży. Dodatkowo statystyczny górnik pobiera swoje świadczenia od roku do dziewięciu lat dłużej niż standardowy uczestnik systemu powszechnego. I w ten sposób z systemu do branży powędrowało 86 mld zł w ciągu dwóch dekad.

Pod względem wydatków solidarne są wszystkie rządy od 1990 roku. Tylko dwa lata były wyjątkowe. To rok 1990, kiedy restrukturyzacja i przekształcenia kopalń się zaczęły i rok 2003, czyli moment na chwilę przed wejściem Polski do UE. Mówiąc wprost: najwięcej pieniędzy na górnictwo i górników wyłożył Tadeusz Mazowiecki i Leszek Miller. W efekcie wsparcie przekraczało 2,5 proc. PKB. O takich pieniądzach polska nauka mogła tylko pomarzyć. Pozostali dokładali po równo - i mniej.

Efekty? Wciąż niewielkie. Warto dodać, że od kilku lat cyklicznie rośnie import rosyjskiego węgla. W 2015 roku było to 4,7 mln ton, dziś już blisko 8 mln ton. Biorąc pod uwagę pierwsze półrocze 2018 roku - ściągniemy blisko 10 mln ton rosyjskiego węgla. Na drugim miejscu jest węgiel kolumbijski, dalej czeski i amerykański. Co druga wwieziona do Polski tona przejeżdża przez Braniewo. To brama rosyjskiego węgla do Polski.

Polski węgiel w liczbach

Jak wynika z raportu Instytut Badań Strukturalnych, w ciągu dwóch dekad liczba zatrudnionych przy wydobyciu węgla kamiennego zmalała. Z 400 tys. pracujących do niespełna 100 tys. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie według danych GUS - to 7,1 tys. zł (koszt pracy jednego człowieka to blisko 9 tys. zł).

Ile węgla jest w Polsce? Około 60 miliardów ton. Bardziej obrazowo? To miliard wagonów wypchanych po brzegi węglem. Po całym kraju jeździ ledwie 58 tys. węglarek (wagonów do przewożenia węgla), więc do przewiezienia takiej masy potrzeba około 1700 przejazdów całego kolejowego taboru.

Gdyby polscy górnicy mieli wydobyć każdy kilogram węgla kamiennego w kraju, potrzebowaliby na to 860 lat. To tylko teoria. Zdecydowana większość z tych zasobów nigdy nie będzie wydobywana. Bo jest to nieopłacalne. Kopalni nie można przenieść, a zanim się zwróci, w wielu miejscach zasobów już nie będzie.

Dziś około 15 proc. wszystkich zasobów węgla w Polsce stanowią te opłacalne. Jak zaznacza Państwowy Instytut Geologiczny, tak na dobrą sprawę węgla kamiennego w Polsce wystarczy na maksymalnie 40 - 50 lat. Gdyby z wydobycia wycisnąć każdy możliwy kilogram i przeanalizować podziemia - do ugrania mamy maksymalnie sto lat. Prezydent Andrzej Duda mówiący podczas kongresu klimatycznego w Katowicach, że Polska ma zasoby na najbliższe 200 lat mocno się pomylił.

- Brak zrozumienia istoty podawanych wielkości pozwala domniemywać o niewyczerpanym bogactwie surowców mineralnych, np. węgla kamiennego i brunatnego. Stosowana w Polsce klasyfikacja zasobów w niewielkim stopniu odzwierciedla wartość ekonomiczną złoża, a zupełnie nie uwzględnia środowiskowych i społecznych skutków wydobywania i użytkowania węgla w przyszłości. Trwające aktualnie w Polsce dyskusje o przyszłej polityce energetycznej ujawniają takie właśnie niedostatki wiedzy - zaznaczają w analizie zasobów dr Andrzej Kassenberg i dr Michał Wilczyński z Fundacji im. Heinricha Bölla.

Jak wynika z danych Państwowego Instytutu Geologicznego, największe ilości węgla kamiennego wydobyto w naszym kraju w 1979 roku. Wtedy co roku spod ziemi wyjeżdżało nawet 200 mln ton. Z danych Instytutu wynika jednak wprost, że od tego czasu ilość wydobywanego surowca spada.

Problem polskiego węgla

Po polski węgiel trzeba sięgać coraz głębiej - w Polsce średnia głębokość kopalni wynosi niespełna 700 m, a maksymalna ponad 1200 m. Średnia głębokość kopalń w Chinach wynosi 460 m, a w Indiach tylko 150 m. Im głębiej, tym drożej.

- Wydobycie węgla z głębokich poziomów jest nieuzasadnione z kilku powodów. Wraz z głębokością gwałtownie rośnie zagrożenie wybuchem metanu, zagrożenie wstrząsami tektonicznymi oraz wysokie temperatury skał. Na głębokości poniżej 1000 metrów występuje też szkodliwy dla ludzi mikroklimat, który osłabia percepcję i koncentrację pracowników, a przez to powoduje spadek efektywnego wykorzystania czasu pracy i wydajności oraz potęguje ryzyko zaistnienia nieszczęśliwych wypadków czy nawet katastrof górniczych - zaznaczają badacze. I co ważniejsze, przeciwdziałanie kosztuje gigantyczne pieniądze. I nie daje żadnych gwarancji bezpieczeństwa.

Wątpliwości nie pozostawia Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią w Polskiej Akademii Nauk. Polska nie jest potęgą pod względem produkcji węgla kamiennego. Wyprzedza nas na przykład Kolumbia i Kazachstan. Daleko nam do takich krajów jak RPA, Rosja, Indonezja, Australia, USA czy Indie. W porównaniu do Chin nie jesteśmy nawet mniejszym bratem. Wydobywamy 43 razy mniej węgla kamiennego w ciągu roku (dane za 2016 rok).

I znów w Australii kopalnie podziemne odpowiadają za ledwie 20 proc. wydobycia. W USA? Podobnie. W Indiach większość kopalni to również odkrywki. Polska pod względem metody wydobycia bliska jest Chinom. Nie tylko metoda jest istotna, ale sposób. Naukowcy Polskiej Akademii Nauk wskazują, że choć Polska ma dwa razy większą liczbę ścian niż USA, to wydobywa dwa razy mniej. Pod względem wydajności jesteśmy daleko w tyle. Mowa i o państwowych kopalniach, i o prywatnej Bogdance. Ona jednak może się pochwalić dwa razy lepszymi wynikami niż należące do Skarbu Państwa spółki.

I tutaj dochodzimy do sedna. Polskie górnictwo od 2015 roku inwestuje wyraźnie mniej niż w poprzednich latach. Pieniądze są jedynie na najbardziej potrzebne wydatki.

"Strategiczne przedsięwzięcia inwestycyjne są odraczane w czasie, co jest zjawiskiem negatywnym" - ocenia PAN. Nakłady (w przeliczeniu na wydobycie) są dwa razy niższe niż dziesięć lat temu. W co przestały inwestować kopalnie? Na przykład w ochronę środowiska. A trzeba dodać, że cała branża w 2017 roku zarobiła - 3,6 mld zł netto.

Po czterech latach na minusie, to jeden z lepszych wyników. To efekt nie dobrego zarządzania, czy modernizacji. To efekt światowych cen. Po raz pierwszy od 5 lat średni a cena sprzedaży węgla była wyższa od kosztów wydobycia. W takiej sytuacji zysk był pewny.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: polski węgiel, węgiel w polsce, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska
Źródło:
WP Money
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
05-12-2018

SzczurKiedy to towarzystwo górnicze ktoś w końcu rozpieprzy. Tylko szantaż od kilkudziesięciu lat. A normalni ludzie w tym czasie szukali roboty pracowali … Czytaj całość

04-12-2018

kelo10 elektrowni atomowych by za tą kasę postawili ........ !!!!!! okradają podatników ...

05-12-2018

BAZYLISZEKNO NIESTETY GÓRNICTWO TO SAME STRATY BO CHOĆ ROLNICY PŁACA MAŁE SKŁADKI ALE DZIEKI ROLNIKOM ŻYJA MASARNIE ,SKUPY ,ZAKŁADY NAWOZOWE .CAY POTENCJAŁ … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (460)

Wybrane dla Ciebie