Notowania

ursus
27.08.2018 06:49

Prezes Ursusa idzie do prokuratury po spotkaniu w ministerstwie. "Moje wypowiedzi zostały zmanipulowane"

- Uzyskanie takiej wewnętrznej notatki nie jest możliwe, ale na szczęście znalazłem na wycieraczce przed wejściem do firmy kopię tej notatki. Ktoś życzliwy, nie wiem kto, chciał żebyśmy dowiedzieli się jak ta notatka wygląda i ją nam podrzucił - mówi w rozmowie z money.pl prezes Ursusa Karol Zarajczyk. Przedsiębiorca złożył zawiadomienie do prokuratury na działania urzędników w ministerstwach.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Krzysztof Olszewski/WP)
Prezes Ursusa Karol Zarajczyk twierdzi, że urzędnicy działali na niekorzyść jego firmy

Polska w ramach tak zwanej pomocy rozwojowej udziela rządom afrykańskich krajów kredytu, a te za otrzymane pieniądze kupują wyprodukowane u nas traktory. Ursus miał szansę na kolejny duży projekt, ale na razie nic z tego nie wyszło. Prezes Karol Zarajczyk złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Adam Janczewski, money.pl: Złożył pan zawiadomienie do prokuratury w sprawie notatki sporządzonej przez jednego z urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych. O co poszło?

Karol Zarajczyk, prezes Ursus SA: Notatka dotyczy naszej ekspansji w Afryce. Aby Polska udzieliła kredytów afrykańskim krajom w ramach pomocy rozwojowej OECD, potrzebna jest trójresortowa opinia: Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii oraz właśnie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W związku z personalnymi zmianami w departamencie współpracy rozwojowej MSZ, udałem się z moim dyrektorem sprzedaży zagranicznej, aby przedstawić naszą firmę nowym kadrom.

Mam różne doświadczenia z przeszłości i wiedziałem, że mogą być jakieś próby naciągnięcia mojej wypowiedzi. Prezentowaliśmy naszą działalność w Etiopii, Tanzanii i planowaną działalność w Zambii. Po spotkaniu powstała notatka, która została przesłana do Ministerstwa Finansów. Moje wypowiedzi zostały w niej zupełnie przekręcone i zostały tak zmanipulowane, aby zdezawuować działalność Ursusa w Afryce i sparaliżować proces decyzyjny w sprawie finansowania projektu zambijskiego. Pozwoliłem sobie nagrać to spotkanie i miałem nosa.

Jakie zarzuty były zawarte w notatce?

To jest teraz przedmiotem dochodzenia prokuratury, ale głównym zarzutem w notatce było to, że my w krajach, w których jesteśmy obecni przy pomocy kredytów rozwojowych, nie prowadzimy tzw. działalności komercyjnej, nie ma tzw. follow-up. Przecież na ten moment follow-up nie jest możliwy, ponieważ mamy otwarte projekty rządowe, zarówno w Etiopii, jak i w Tanzanii.

Jak możemy realizować projekty z podmiotami rządowymi i równocześnie działać z podmiotami prywatnymi? Na spotkaniu mówiłem, że mamy bardzo dużo sygnałów komercyjnych. W Etiopii mamy co najmniej dwa zapytania w miesiącu od podmiotów komercyjnych, które chcą prowadzić sprzedaż naszych produktów. Jednak jeśli współpracuję z państwową spółką, to jak równocześnie mogę sprzedawać prywatnym podmiotom, które będą konkurować na rynku z moim partnerem?

Rozumiem, że uzasadniał pan to w ten sposób na spotkaniu w MSZ, z którego powstała notatka?

Dokładnie tak. Padło takie pytanie, więc wiedziałem, w którym kierunku to zmierza. Próbowano mnie podprowadzić w takim kierunku, żebym powiedział, że bez kredytów nie jestem w stanie funkcjonować. Jestem w stanie funkcjonować, mam wyselekcjonowanych potencjalnych partnerów na tych rynkach, tylko muszę skończyć projekty rządowe. Wyobraża pan sobie notatkę prezesa państwowej spółki National Development Corporation w Tanzanii do Ambasadora RP, w której pisze, że pan Zarajczyk "robi go w bambuko" i bokiem sprzedaje ciągniki na rynek tanzański, które on też oferuje?

Zobacz: Ursus tłumaczy się z blisko 20 mln straty

Poza tym urzędnik, który sporządzał notatkę, pozwolił sobie na finansową ocenę tego kredytu. Uznał, że ten jest nieopłacalny dla państwa polskiego, a nie wziął pod uwagę efektu ekonomicznego w kraju. Wyszedł w ogóle poza swoje uprawnienia i zakres obowiązków. Szeregowy urzędnik MSZ nie powinien wydawać rekomendacji finansowych do Ministerstwa Finansów w temacie zasadności ekonomicznej tych kredytów dla budżetu państwa. Efekt ekonomiczny trzeba zmierzyć i tym zajmuje się przecież Ministerstwo Finansów.

Jakie konsekwencje miała notatka?

Urzędnicy Ministerstwa Finansów mówili, że mają związane ręce, bo opinia z notatki na temat dalszej ekspansji w Afryce jest negatywna. No i wpadliśmy w klincz. Notatka była przygotowana po to, żeby zdewaluować nasze działania. Uzyskanie takiej wewnętrznej notatki nie jest możliwe, ale na szczęście znalazłem na wycieraczce przed wejściem do firmy jej kopię.

Jak to na wycieraczce?

Ktoś życzliwy, nie wiem kto, chciał, żebyśmy dowiedzieli się, jak ta notatka wygląda, i ją nam podrzucił. Stąd moja reakcja i złożenie doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do prokuratury, która po wstępnej analizie materiału wszczęła śledztwo. Podkreślam - wszczęła śledztwo. Gdyby się nie dopatrzyła znamion przestępstwa, to śledztwo nie byłoby wszczęte.

Jakiej kwoty ma dotyczyć projekt w Zambii?

Polska jest członkiem OECD i udziela kredytów rozwojowych. W przypadku Zambii to kredyt na rozwój rolnictwa na kwotę 100 mln dolarów. Państwo - biorca najpierw składa wniosek o kredyt, a później wskazuje projekt. Ówczesna premier Beata Szydło wyraziła zgodę. Urzędnicy Ministerstwa Finansów pod koniec roku nawet byli w Zambii i parafowali tekst umowy międzyrządowej. A urzędnicy niższego szczebla różnymi metodami, dezinformacją, próbują kierować ten projekt do utopienia.

Projekt w Zambii to nie jedyny, z którym macie problem.

Zambia to jest jedna część sprawy. Druga to Tanzania. Uzupełniliśmy już dokumentację w prokuraturze. Chodzi o bezpodstawne wstrzymanie w połowie 2017 r. płatności - również przez jednego z urzędników średniego szczebla. W tym wypadku Ministerstwa Finansów. Bez żadnej podstawy prawnej, bez żadnej regulacji, urzędnik chciał wstrzymać płatności, które nam się należały.

Fakt, że były mocno opóźnione, a sprzęt był dostarczony zgodnie z umową, faktury dawno zaakceptowane przez BGK. Pojawiła się tutaj jakaś próba uprzykrzenia nam życia. Powstało pismo, jednak urzędnik był tak nieostrożny, że wydał opinię jednoosobowo, bez podstaw prawnych. Uzupełniliśmy dokumentację prokuraturze, ponieważ zależy nam na obnażeniu skali pojedynczych osób, które mogą działać na szkodę polskiej firmy i polskiego eksportu.

Mówił pan w mediach, że nie lubią was w ministerstwach. Jak to pana zdaniem możliwe, że urzędnicy mogą polskiej firmie rzucać kłody pod nogi?

Czujemy poparcie polityków - prezydenta, ministrów, sekretarzy stanu. Jesteśmy wspierani politycznie na każdym kroku naszej działalności eksportowej. My staramy się realizować rządowy program i dywersyfikować eksport, wychodzić poza rynki europejskie. Później pojawiają się jakieś interesy, interesiki na poziomie operacyjnym - dyrektorów poszczególnych departamentów. Ten pracownik MF, który pozwolił sobie na jednoosobową decyzję, blokującą wypłatę środków zgodnie z zawartymi umowami rządowymi, jest wieloletnim pracownikiem resortu. Nie jest pracownikiem politycznym. Nie chcę używać za mocnych słów, ale pojawiają się pewne wątpliwości co do zasadności interesu działania tych ludzi. Wiadomo, że ministrowie są zajęci dużymi sprawami, związanymi z dużo większymi projektami. Jak kota nie ma, to myszy harcują.

Dlaczego pracownik Ministerstwa Finansów miałby działać w ten sposób?

Sprawą zajmuje się prokuratura i niech to pozostanie w jej kompetencjach.

Wspomniał pan, że macie zainteresowanie ze strony prywatnych przedsiębiorców. Czy w takim razie bez rządowej pomocy nie możecie prowadzić biznesu w Afryce?

Nie ma szans. Duże koncerny odsprzedały technologię do Chin i Indii, więc my się borykamy z konkurencją z tych państw. Ekspansja chińska i hinduska działa tak, że pojawiają się na rynku razem z finansowaniem. Siła nabywcza rolników w krajach afrykańskich dopiero się rodzi. Będzie bardzo duża za 10-15 lat, ale w tej chwili trzeba ją wspomóc.

Kiedy do rządu tanzańskiego przychodzi pan Chińczyk i przychodzi pan Polak, i ten drugi przychodzi z dobrym prostym sprzętem w dobrej cenie, ale nie ma za sobą finansowania, a przychodzi Pan Chińczyk z gorszej jakości sprzętem ale z finansowaniem, to wiadomo, na kogo pada wybór.

Rolnictwo w Afryce jest na progu rewolucji i jest duża szansa, by polskie firmy zajęły pozycję liderów. Sprzęt, który jest potrzebny w Afryce, sprawdził się podczas mechanizacji polskiej wsi. Na dwa miliony traktorów w naszym kraju wciąż jeździ milion starych Ursusów. Firmy z Afryki, które przyjeżdżają do nas, widzą, że to jest najlepsze rozwiązanie - prosty ciągnik mechaniczny, nie elektroniczny.

Jak dotychczas wyglądał eksport Ursusa do Afryki?

W latach 2013-2017 zrealizowaliśmy eksport wart 80 mln dolarów do Etiopii. W tej chwili jesteśmy w połowie eksportu do Tanzanii - z 55 mln dolarów zrealizowaliśmy 25 mln. Mieliśmy podpisane w ubiegłym roku porozumienie z Zambijczykami, którzy chcą projektu na 100 mln dol. To by była już bardzo mocna pozycja Ursusa w Afryce.

Te kwoty przeciętnej osobie niewiele mówią. Ile to jest pojazdów?

1900 ciągników do Etiopii, już 1200 do Tanzanii. Czekamy na zamówienie - ponad 3 tys. do Zambii. Dla polskich fabryk Ursusa to jest robota na najbliższe dwa lata. Rocznie jesteśmy w stanie obsłużyć 5 tys. sztuk, łącznie z rynkiem europejskim i polskim.

A jak wygląda eksport na naszym kontynencie?

Spółka Ursus SA ma bardzo ograniczone możliwości, jeżeli chodzi o płynność i dostawę traktorów na rynek krajowy. Poszły inwestycje, założyliśmy jakieś pozytywne decyzje. Ta odwaga inwestycyjna w związku z ogłaszanymi planami rządowymi chyba była za duża w moim przypadku. Teraz jesteśmy w trudnym momencie, stoimy przed bardzo trudnymi decyzjami. Jednak na rynki europejskie cały czas wysyłamy. Ursusy są bardzo popularne we wschodnich landach Niemiec, eksportujemy do Skandynawii, Szwecji, Norwegii, Czech, Słowacji, Węgier, Chorwacji, czy krajów Bałtyckich.

Nie mamy takich środków obrotowych, jakie byśmy chcieli. Jesteśmy poprzytykani jeżeli chodzi o możliwości finansowania produkcji, więc nie będzie oszałamiających wyników w najbliższym czasie.

31 sierpnia zbiera się walne zgromadzenie. Macie podjąć decyzję o emisji akcji. Jak to ma wyglądać?

Ma to być, nazwijmy to, emisja ratunkowa, która ma poprawić strukturę bilansu. Jest skierowana do firm, które z nami współpracują. W zamian za zobowiązania Ursusa wobec nich, dostaną akcje. Dopuszczalna jest zamknięta emisja do 10 proc. wartości kapitału, skierowana do 149 podmiotów, po cenie wyższej, niż obecne notowania.

Do jakich firm ma być skierowana?

Nie mogę zdradzać kuchni. Można sprawdzić w sprawozdaniach, które firmy są naszymi podwykonawcami. Zależy nam na czasie, dlatego jest to emisja 10 proc. bez prospektu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: ursus, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
27-08-2018

Zwrot kasy jest nieuchronny-jak śmierćJak to mówia o PIS-to jest partia-która rozdaje pieniądze za pożyczone od przyszłych pokoleń pieniadze.Dziś ludzie cieszą się z 500 plus, jutro bedą … Czytaj całość

27-08-2018

Łukasz"...1900 ciągników do Etiopii, już 1200 do Tanzanii. Czekamy na zamówienie - ponad 3 tys. do Zambii. ..." "Spółka Ursus SA ma bardzo ograniczone … Czytaj całość

27-08-2018

jajjPrzecież cały Ursus i jego prezez to drugie pokolenie służb PRL. Za PO zrobiono coś w rodzaju Uniwersalu za pieniądze polskiego podatnika. Cała … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (103)