Złote czasy już minęły. Dziś food trucki to ciężki biznes

Przed twoim biurem parkuje ciężarówka, w której obsługują cię uśmiechnięci i wyluzowani ludzie. Odjeżdżają po kilku godzinach, a ty zastanawiasz się, czy aby nie marnujesz czasu w korporacji, bo przecież sam umiesz i lubisz gotować. To zastanów się jeszcze raz.

Sprzedaż to tylko jeden z etapów pracy właścicieli food trucków. Cała "kuchnia" tego zawodu pochłania dużo czasu i pieniędzy.
Źródło zdjęć: © EAST NEWS
Hubert Orzechowski

- Nasza praca nie zaczyna się wraz z otwarciem klapy ani nie kończy z jej zamknięciem – mówi money.pl Janusz z Warszawy, który w food truckowym biznesie siedzi już cztery sezony. – Serwowanie jedzenia trwa zwykle od 11 do 15. To fakt. Ale przecież trzeba zrobić zatowarowanie, przygotować jedzenie, samochód... Pochłania to mnóstwo czasu, zwłaszcza w sezonie.

A ten w Polsce trwa krótko, bo pół roku – wiosnę i lato. To wtedy jest najwięcej festiwali i zlotów. To wtedy także ludzie chętniej wychodzą z biur, aby zjeść na zewnątrz. Dla food truckowców to czas żniw - tyle że coraz trudniejszych.

Nasi rozmówcy wskazują na dwie przyczyny tego stanu rzeczy. – Rynek jest przesycony. I w konsekwencji popsuty – twierdzi w rozmowie z money.pl Michał, właściciel food trucka z dalekowschodnim jedzeniem. Jego zdaniem uliczne jedzenie padło ofiarą własnej popularności.

Siła złudzenia

- Mnóstwo ludzi zobaczyło ten biznes w akcji, a właściwie tylko jedną jego stronę. Zetknęli się z truckami przede wszystkim na festiwalach bądź zlotach. Zobaczyli więc produkt finalny. Pomyśleli sobie: fajny i lekki zarobek, bo przecież eventy te trwają przez kilka godzin. Więc sami postanowili otworzyć coś swojego – opowiada.

Pomysł na biznes: Food Truck

W dodatku, jak twierdzi Michał, przeważnie nie jest to jedzenie najwyższej jakości i najwyższych lotów. – Jakieś kebaby, hot-dogi.... A założeniem food trucka jest przecież, że będą to dania podobne do tych, które otrzymujemy w "normalnej" restauracji – zaznacza.

- Jeśli ktoś pójdzie do takiego food trucka i zapłaci 12-15 zł za danie, które nie będzie mu smakować, to się zrazi i nie przyjdzie już do tych, którzy oferują porządne jedzenie za 25 zł – wykłada swoją teorię.

Nowi adepci biznesu mają jeszcze jedną cechę, która denerwuje food truckowych weteranów. – Na forum piszą np., że chcą sprzedawać burgery. I w związku z tym pytają, czy ktoś nie zna jakiegoś dobrego dostawcy przyrządzonego mięsa – opowiada Janusz. – Ręce opadają. Przecież po pierwsze, szanujący się food truck z burgerami samemu przyrządza swoje kotlety, a nie kupuje gotowe. A po drugie, dobry dostawca to największa tajemnica każdego szefa kuchni. Ściśle strzeżona i szanowana przez innych – dodaje.

Innym problemem, na który zwracają nasi rozmówcy, jest nadpodaż eventów związanych z food truckami. Chodzi o wszelkiego rodzaju zloty i festiwale. Kiedyś były domeną głównie dużych i średnich miast. Teraz food trucki docierają do coraz mniejszych miejscowości i miasteczek.

Więcej znaczy gorzej

To tylko pozornie dobre. Rozdrobnienie imprez i ich nadmiar powoduje, że przedsiębiorcom food truckowym coraz trudniej na nich zarobić. Ostro w górę poszły choćby ceny za udział w eventach. – Trzy lata temu za weekend zlotu pod galerią handlową w mieście na południu Polski płaciłem 300 zł. Właściciele centrum handlowego byli jeszcze zadowoleni, że mogą sobie zrobić taką promocję. Obecnie ten sam event kosztuje od 1000 zł w górę. Plus VAT – opowiada Janusz.

A to dopiero początek kosztów uczestnictwa. Do tego trzeba doliczyć choćby ceny benzyny i noclegu. Nie da się na nich oszczędzić. Zwłaszcza nocleg musi być tuż obok festiwalu. To bowiem nie tylko miejsce do spania, ale często i zaplecze food trucka, gdzie znajduje się choćby dodatkowa butla z gazem.

Do tego dochodzą kary i niekorzystne umowy. Niektóre wymagają od właścicieli samochodów z jedzeniem, aby o ewentualnym wycofaniu się z udziału w imprezie informowali z miesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli nie, tracą pieniądze. Jeśli więc komuś popsuje się nagle auto, to ma potężny kłopot.

Czasy, kiedy food trucki były witane z otwartymi ramionami, np. przez organizatorów festiwali muzycznych, bo rozwiązywały problem z zapewnieniem dostępu do jedzenia, dawno minęły. Teraz na ulicznym jedzeniu każdy chce zarabiać. – Ostatnio za weekend organizatorzy festiwalu zażądali ode mnie 4 tys. zł. Zupełny absurd – mówi Michał.

– Organizatorzy zlotów food trucków to zupełnie inna bajka – mówi Janusz. Jego zdaniem to obecnie jedyna gałąź biznesu food truckowego, która autentycznie zarabia. Co ciekawe, ludzie, którzy stoją za popularnymi imprezami food trucków często nawet nie są zupełnie związani z tym biznesem, tj. sami nie prowadzą tego typu działalności. Żyją tylko z organizacji food truckowych imprez.

Janusz jest przedstawicielem starszego pokolenia food truckowców. Załapał się jeszcze na ostatnią chwilę food truckowego eldorado. – Denerwujemy się strasznie. Ciężko na tym zarobić – stwierdza. Tym bardziej, że zyski spadają, a koszty wcale nie maleją.

Koszty? Worek bez dna

Aby uświadomić sobie, jakie są koszty prowadzenia takiej działalności, wystarczy spojrzeć na pieniądze, które pochłania rocznie sama eksploatacja samochodu ciężarowego. A truck to przecież absolutna podstawa tego biznesu. Samo ubezpieczenie samochodu to ok. 2,5 tys. zł. Dodatkowo naprawy i amortyzacja mogą pochłonąć nawet 10 tys. zł. – Nie miałem roku, żebym na auto wydał mniej niż 7 tys. zł. To jest specyficzny rodzaj samochodu. Nikt przecież normalnie nie kupuje takiego pojazdu, aby nim się dobrze jeździło. Podstawa to to, czy można go dobrze dostosować do potrzeb swojej kuchni – mówi Janusz.

Do tego dochodzą inne koszty stałe, np. ZUS. I okazuje się, że już tylko składki na ubezpieczenie (poza pierwszymi dwoma latami, kiedy to obowiązuje niższa stawka dla przedsiębiorców zaczynających działalność) i wydatki na samochód generują koszty stałe w wysokości 25-30 tys. rocznie. – A żeby zarobić na cały rok, mamy w praktyce tylko sześć miesięcy – dodaje Janusz.

Czy ten biznes ma więc same wady? Na pewno nie. Nasi rozmówcy podkreślają, że jedną z największych zalet jest po prosu środowisko food truckowców. To ludzie z pasją, niesamowicie zżyci i bardzo się wspomagający. – Jak widzę na trasie food trucka, który ma jakieś kłopoty, to od razu się zatrzymuję – twierdzi Janusz.

Ponadto dochodzi do tego wolność i bycie własnym szefem. No i bardzo specyficzny styl życia i pracy. Który jednak ma coraz wyższą cenę.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie
Chińczycy ostrzą sobie zęby na fabryki Stellantisa w Europie. Rozmowy trwają
Chińczycy ostrzą sobie zęby na fabryki Stellantisa w Europie. Rozmowy trwają
Nowe konta inwestycyjne. Rząd przyjął projekt ustawy
Nowe konta inwestycyjne. Rząd przyjął projekt ustawy
Upadł rząd w Rumunii. W tle duże reformy fiskalne
Upadł rząd w Rumunii. W tle duże reformy fiskalne
Nowe taryfy za energię. Oto plan rządu dla firm
Nowe taryfy za energię. Oto plan rządu dla firm
Ministerstwo zawiesza licencję znanego doradcy. Jest oświadczenie
Ministerstwo zawiesza licencję znanego doradcy. Jest oświadczenie
Miliardy z SAFE. Polska będzie pierwszym krajem z podpisaną umową
Miliardy z SAFE. Polska będzie pierwszym krajem z podpisaną umową
Brytyjskie sankcje uderzają w rekruterów. Wysyłają migrantów do walk. "Barbarzyństwo"
Brytyjskie sankcje uderzają w rekruterów. Wysyłają migrantów do walk. "Barbarzyństwo"
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 05.05.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 05.05.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 05.05.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 05.05.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 05.05.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 05.05.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 05.05.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 05.05.2026
Problemy giganta. Chińska marka aut spada ósmy miesiąc z rzędu
Problemy giganta. Chińska marka aut spada ósmy miesiąc z rzędu