Władze USA poczuły ulgę, gdy cena baryłki ropy Brent spadła z blisko 120 dolarów w poniedziałek w rejon 85-90 dol. w środę. Niemniej pik, spowodowany blokadą cieśniny Ormuz przez Iran, zaniepokoił administrację i dopiero po uspokajających komunikatach Trumpa oraz jego administracji rynek "zbił" ceny surowca.
Źródło serwisu Politico dowodzi, że to utwierdziło Waszyngton w przekonaniu, że skoki cen kluczowego dla gospodarek surowca mają charakter przejściowy i da się nimi zarządzać w krótkiej perspektywie.
"Mają od trzech do czterech tygodni, w których mogą to przeczekać, zanim ceny ropy staną się trwalszym problemem politycznym" — powiedziała serwisowi osoba z otoczenia Białego Domu.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Były urzędnik administracji Trumpa dodał natomiast, że władze potrzebują "spójnego, wielotygodniowego obrazu" cen ropy, zanim zmienią swoje podejście. — Na takich tymczasowych, drobnych wahaniach nie będą opierać swojej polityki — powiedział były urzędnik, znający "od kuchni" podejście Trumpa.
Nie zmienia to tego, że Amerykanie byli poddenerwowani, gdy wycena baryłki ropy poszybowała w rejon 120 dolarów. — W najgorszych momentach w niedzielną noc to było szalone. To zdecydowanie zaskoczyło mnie i absolutnie zaskoczyło ich — przyznało kolejne źródło z otoczenia prezydenta USA.
Rzecznik Białego Domu Taylor Rodgers powtórzył komentarz Trumpa, że wzrosty cen ropy i gazu są "krótkoterminowymi zakłóceniami". — Ostatecznie, gdy cele militarne zostaną osiągnięte, a irański reżim terrorystyczny zostanie zneutralizowany, ceny ropy i gazu ponownie gwałtownie spadną, potencjalnie nawet poniżej poziomu sprzed ataków – powiedział Rogers. "W rezultacie amerykańskie rodziny odniosą ogromne korzyści w dłuższej perspektywie".
źródło: Politico.eu