Notowania

komentarze walutowe
04.11.2008 09:32

Rynki czekają na prezydenta i... payrollsy

Z ekonomicznego punktu widzenia wybór prezydenta ma raczej drugorzędne znaczenie.

Podziel się
Dodaj komentarz

Początek tygodnia na rynkach finansowych okazał się relatywnie spokojny. Mimo bardzo słabych danych o aktywności w przemyśle w październiku (zwłaszcza w USA, ale również w Europie), rynki nie zareagowały nerwowo, a nawet zmienność ulegała zmniejszaniu.

Wygląda to tak, jakby inwestorzy łapali oddech przed tym co wydarzy się dziś, czyli wyborami na prezydenta USA. Z ekonomicznego punktu widzenia wybór prezydenta ma raczej drugorzędne znaczenie. Choć zakres kompetencji prezydenta jest bardzo duży (zwłaszcza gdy ma za sobą Kongres), historia pokazuje, że działania prezydentów w dziedzinie gospodarki są bardziej wypadkową bieżących wydarzeń, niż pewnych ugruntowanych poglądów i przekonań.

Dla przykładu Bill Clinton dość przypadkowo prowadził przez sporą część kadencji konserwatywną politykę fiskalną, a z kolei znakiem firmowym prezydenta Busha stały się nie niższe podatki a ogromny deficyt budżetowy. Tak więc, choć obecnie John McCain może być postrzegany przez niektórych jako bardziej konserwatywny w kwestiach fiskalnych, w rzeczywistości trudno przewidzieć linię polityki gospodarczej, którą przyszły prezydent będzie prowadził.

Tym niemniej, wyborom w USA towarzyszy niesamowita otoczka medialna, przez co emocje mogą udzielać się również inwestorom. Nie można wykluczyć, iż rynek będzie reagował w ten czy inny sposób na pierwsze zapowiedzi nowego prezydenta.

Te jednak nie padną szybko - wstępne wyniki dopiero jutro, o pierwszej w nocy naszego czasu podaje je kluczowy stan Virginia, a także Indiana, pół godziny później Ohio, zaś za kolejne pół godziny m.in. Floryda. Uważa się, że McCain do zwycięstwa potrzebowałby wygranych w Virginii, Ohio i na Florydzie.

Wskaźniki aktywności mogły pozostać w cieniu wyborów w USA, ale inwestorzy raczej szybko powrócą do tematu danych makroekonomicznych. A w tym tygodniu czeka nas jeszcze m.in. raport o zmianie zatrudnienia w USA. Dziś po tym względem będzie jednak spokojnie, o godzinie 11.00 mamy tylko inflację PPI w strefie euro, zaś o 16.00 zamówienia w przemyśle USA.

*Waluty - Stopy procentowe ponownie w dół *

Tydzień na rynku walut, podobnie jak na innych rynkach, rozpoczął się dość spokojnie. Notowania USDJPY były stabilne, ale dolar umacniał się wobec euro, pokazując siłę średnioterminowego trendu, choć już nie tak dynamicznie jak wcześniej. W tej sytuacji uwaga rynku skoncentrowała się na Banku Australii, który zdecydował się na trzecią z kolei obniżkę stóp procentowych.

Tym razem cięcie było większe niż oczekiwał rynek i wyniosło 75 bp. Stopy są obecnie najniższe od 3 i pół roku - główna stopa wynosi 5,25%. Decyzja nieco osłabiła notowania dolara australijskiego względem amerykańskiego, ale ma ona konsekwencje bardziej długoterminowe, zarówno w notowaniach do dolara, jak i jena. Jest bowiem kolejnym czynnikiem zniechęcającym do handlu typu ,,carry trade".

Decyzja ta pokazuje też, że banki centralne w krajach doświadczonych ostatnio silnym spadkiem wartości waluty (od lipca do październikowego minimum dolar australijski stracił do amerykańskiego ok. 40%, zupełnie jak waluta rynku wschodzącego, później zaś odrobił tylko ok. jednej piątej spadku) nie boją się impulsu inflacyjnego, uznając, iż ceny nie wzrosną z powodu słabnącego popytu (wcześniej podobnie postąpił bank Korei Południowej).

Warto również zwrócić uwagę na dość szybko powracający spokój na rynek złotego. Wczoraj można było oczekiwać spadku notowań złotego z tytułu spadków na parze EURUSD. Tymczasem notowania USDPLN były stabilne (pozostając głównie w przedziale 2,77-2,80), a EURPLN po porannym wzroście do 3,59 na koniec dnia obniżyły się do poziomu 3,51.

Surowce - Nie ma popytu na rynku ropy

Rynek ropy wykazuje się w ostatnich miesiącach wyjątkową słabością. To, że redukcja wydobycia ze strony OPEC nie będzie miała dużego wpływu na ceny było przewidywalne, większym zaskoczeniem jest natomiast obojętność notowań na odbicie na rynkach akcji.

W minionym tygodniu, techniczne odreagowanie na parze EURUSD (do 1,33) poderwało ceny ropy (gatunek Brent) do poziomu 66 USD za baryłkę, jednak wczoraj kosztowała ona ponownie mniej niż 60 USD. Powodem kolejnego spadku było nie tylko ponowne umacnianie się amerykańskiej waluty, ale także słabe dane o aktywności w przemyśle.

Te dane jednak nie miały takiego znaczenia dla rynków akcji, co pokazuje słabość popytu na ropie. Póki co, notowania baryłki oparły się o minimum z 28 października (59,42 USD) i mają jeszcze jedno wsparcie na poziomie rocznego minimum z 27 października (59 USD). Przełamanie tych poziomów zwiększy prawdopodobieństwo dalszych spadków w kierunku minimów z początku 2007 roku.

Tagi: komentarze walutowe, dziś w money, wiadomości, gospodarka, komentarz, kryzys
Źródło:
X-Trade Brokers
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz