Notowania

dziś w money
06.03.2009 17:35

Waluty: Światowe nastroje coraz gorsze

Pierwsze dni marca po raz kolejny potwierdziły, iż o zmianach nastrojów na krajowym rynku walutowym w dużo większym stopniu, niż podstawy fundamentalne poszczególnych państw, decydują czynniki globalne.

Podziel się
Dodaj komentarz

Złoty rozpoczął tydzień od relatywnie dużego osłabienia, które wywindowało kurs EUR/PLN z poziomu 4,6400 do 4,7700. Wydarzeniem stojącym za poniedziałkowym wzrostem kursu był szczyt przywódców państw członkowskich Unii Europejskiej, który odbył się w zeszłą niedzielę. Inwestorzy oczekiwali, że efektem spotkania będzie wystosowanie pomocy dla gospodarek unijnych szczególnie dotkniętych przez kryzys. Żadne konkretne rozwiązania nie zostały jednak przedstawione. Odrzucono także propozycję Węgier, zakładającą wsparcie w wysokości 180 mld EUR dla wschodzących gospodarek UE.

Bez echa w ostatnich dniach przeszły natomiast lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne jakie napłynęły z kraju - wzrost PKB w czwartym kwartale 2008 roku wyniósł 2,9% wobec prognozowanych 2,8% rok do roku. Kolejny dzień upłynął na rynku złotego pod znakiem konsolidacji, środa zaś przyniosła umocnienie. Nieco więcej optymizmu i idącą za tym zniżkę kursu EUR/PLN wniosło na rynek wystąpienie jednego z przedstawicieli Banku Światowego - T. Laursen'a. Ekonomista wypowiedział się pozytywnie odnośnie kondycji Polski na tle innych krajów Środkowo - Wschodniej Europy, zaznaczając iż ,,podczas gdy część wschodnioeuropejskich członków Unii popadła w recesję, polska gospodarka prawdopodobnie wzrośnie w tym roku w granicach 1 - 2 procent. Jej fundamenty są bardzo zdrowe a rząd działa zgodnie z podręcznikowymi zasadami." Laursen podkreślił również, że dotychczasowe osłabienie złotego jest efektem rozprzestrzeniania się awersji do ryzyka i nieufności
inwestorów do regionu rynków wschodzących, a w średnim terminie polska waluta będzie się umacniać.

Aprecjacja złotego nie trwała jednak długo, gdyż już następnego dnia kurs EUR/PLN wrósł z poziomu 4,6500 do 4,7400. Swój udział w czwartkowych zwyżkach miało sprawozdanie budżetowe Ministerstwa Finansów, według którego między styczniem a lutym tego roku deficyt budżetowy wzrósł do 5,5 mld złotych. Dużo ważniejszym czynnikiem była jednak konferencja prezesa Europejskiego Banku Centralnego po ogłoszeniu decyzji odnośnie obniżki stóp procentowych.

* [ Forex: sprawdź kursy walut online ]( http://www.money.pl/pieniadze/forex/ )

Koszt pieniądza w strefie euro został zmniejszony o 50 punktów bazowych, do poziomu 1,5%, co okazało się zgodne z prognozami rynkowymi. Sama obniżka nie miała znacznego wpływu na zachowanie rynku, jednak późniejsze wystąpienie J.C. Tricheta mocno ochłodziło nastroje w Europie. Trichet oświadczył, że w obliczu pogłębiającej się recesji ECB ,,bada i rozważa" kolejne niestandardowe kroki mające na celu pobudzenie europejskich gospodarek, nie wykluczając przy tym kolejnych cięć stóp procentowych, nie chce jednak wskazywać żadnych konkretnych rozwiązań. Niestety do tej pory ani seria kolejnych obniżek kosztu pieniądza, ani hojne udostępnianie bankom źródeł płynności nie powstrzymało recesji, jak również nie zwiększyło znacząco dostępu do kredytów. Obawy inwestorów o kondycję Starego Kontynentu pociągnęły za sobą chwilową wyprzedaż zarówno euro jak i innych europejskich walut, w tym złotego. Piątek był za to stosunkowo spokojnym dniem, a kurs EUR/PLN po raz kolejny wszedł w fazę konsolidacji.

Niezwykle istotnym dla krajowego rynku walutowego faktem było to, iż przejściowej aprecjacji złotego towarzyszyło osłabienie innych walut regionu m.in. węgierskiego forinta, zaś w przypadku deprecjacji złotego inne waluty traciły nieco silniej. Może to oznaczać, iż inwestorzy zagraniczni w końcu zaczynają dostrzegać różnice pomiędzy poszczególnymi krajami Środkowo - Wschodniej Europy, na tle których, biorąc pod uwagę podstawy fundamentalne, Polska wypada naprawdę dobrze. Gdyby tendencja ta się utrzymała, prognozowane przez Bank Światowy średnioterminowe umocnienie złotego zapewne stałoby się faktem.

W minionym tygodniu na globalnych rynkach obserwowaliśmy dalsze pogorszenie nastrojów. Główne światowe indeksy giełdowe kontynuowały dynamiczne spadki, schodząc na kilkuletnie, bądź nawet kilkunastoletnie minima. Zniżki te, z uwagi na dotychczasową dodatnią korelację pomiędzy sytuacją na parkietach a kursem EUR/USD, zwiększały presję spadkową w notowaniach wartości euro względem dolara. Tym razem jednak spadki kursu tej pary walutowej w ślad za giełdami były ograniczone. W krótkich chwilach stabilizacji nastrojów obserwowaliśmy nawet w jej notowaniach dynamiczne odreagowania, co można traktować jako pierwszy sygnał odwracania się tendencji na rynku eurodolara. Jednak na stwierdzenie, że taka zmiana tendencji właśnie następuje, jest obecnie zdecydowanie za wcześnie.

W ostatnich dniach po raz kolejny na pierwszy plan wyszły obawy o stan sektora finansowego w USA. Amerykańska firma ubezpieczeniowa - AIG ogłosiła, iż w IV kw. 2008 r. osiągnęła stratę 61,8 mld USD - największą w historii sektora korporacyjnego w USA. Dodatkowo zwróciła się o dalszą pomoc do państwa, które jest już jej większościowym udziałowcem. Podmiot ten traktowany jest przez rząd jako ,,zbyt duży, by upaść" dlatego po raz kolejny otrzymał wsparcie, tym razem w wysokości 30 mld USD. Jednak równocześnie amerykańskie władze (przede wszystkim monetarne) wyraziły swe głębokie niezadowolenie ze sposobu w jaki spółka ta w ostatnim czasie była zarządzana. Dopóki nie zostanie znacząco zaostrzony nadzór nad kluczowymi amerykańskimi instytucjami finansowymi (w głównej mierze nad podejmowanym przez nie ryzykiem), tego typu sytuacje, jak w przypadku AIG, mogą się powtarzać. Do tego czasu również działania pomocowe rządu będą prawdopodobnie przynosić ograniczoną korzyść, zwiększając
jedynie i tak już olbrzymi deficyt budżetowy USA.

W ostatnich dniach ponownie głośno zrobiło o problemach innej amerykańskiej spółki, która jest zbyt duża, by upaść, a mianowicie o General Motors. Audytorzy tego podmiotu wyrazili swe głębokie obawy o to, czy będzie on w stanie w najbliższym czasie kontynuować działalność. GM przeżywa poważne problemy, przede wszystkim ze względu na znaczący spadek sprzedaży samochodów na całym świecie. Szczególnie jest on widoczny w USA, gdzie sprzedaż aut w lutym osiągnęła najniższy poziom od 1981 r. Upadek GM z pewnością byłby potężnym wstrząsem dla amerykańskiej gospodarki, dlatego rząd może zdecydować się na kolejne działania wspierające. Póki co jednak, analizuje on program restrukturyzacji przedstawiony przez spółkę w lutym. Od jego oceny uzależnione będą dalsze losy spółki.

Jak wynika z powyższych przykładów, olbrzymie wydatki poniesione w ostatnim czasie przez amerykański rząd na ratowanie sektora finansowego oraz niektórych podmiotów z realnych sektorów gospodarki nie przyniosły większego efektu. Władze Stanów Zjednoczonych nie zważają jednak na ten fakt i zamierzają kontynuować tego typu działania. Już teraz mówi się o rozszerzeniu pakietu pomocy dla sektora finansowego, który do tej pory opiewał na kwotę 700 mld USD. W ostatnim czasie to właśnie wsparcie udzielone instytucjom finansowym okazało się najmniej efektywne. Dopóki znajdować się będą chętni na amerykańskie obligacje, których sprzedaż pozwala finansować tego typu działania, dolar powinien pozostawać stosunkowo silny. Jeśli jednak popyt na nie osłabnie, deprecjacja amerykańskiej waluty może być naprawdę silna. Być może właśnie inwestorzy zaczynają brać pod uwagę ten scenariusz, co tłumaczyłoby brak większego spadku kursu EUR/USD na
skutek silnej zniżki na giełdach i zapowiedzi dalszego luzowania polityki pieniężnej w strefie euro (w minionym tygodniu stopy proc. obniżono tam o 50 pb).

Tagi: dziś w money, komentarze walutowe, wiadomości, gospodarka, komentarz, kryzys
Źródło:
TMS Brokers
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz