Notowania

Fed powinien raczej podnosić stopy

Money.pl analizuje, jaki wpływ na światowy system finansowy miały interwencje przeprowadzone przez banki centralne.

Podziel się
Dodaj komentarz

Europejskie gospodarki mają się dobrze, ale nie można tego powiedzieć o USA. Presja inflacyjna jest tam silna. Czy odczują to rynki na starym kontynencie?

Banki centralne na całym świecie przeprowadziły w ostatnich dniach interwencje na ogromną skalę.

Europejski Bank Centralny, Fed, Bank Japonii, Bank Kanady, Bank Australiiwstrzyknęły do swoich systemów finansowych miliardy dolarów. Mimo to nie udało się opanować sytuacji. Dopiero, kiedy Fed obniżył o 50 punktów swoją stopę dyskontową, zobowiązując się, że banki komercyjne będą mogły pożyczać od niego pieniądze za cenę nie wyższą od 5,75 proc., poskutkowało.

Przeciwnicy interwencji argumentują, że nagłe zwiększenie podaży pieniądza zwiększy inflację. Dodają, że pieniądze nie powinny być rozdawane nieroztropnym bankom po promocyjnej cenie, lecz po wyższej, tak aby w przyszłości wyciągnęły nauczkę i nie wciągały innych do dołka.

Zaskakujące posunięcie Fed, który niespodziewanie obniżył stopę dyskontową, sprawiło, że giełdy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki gwałtownie poszły w górę. Co sprawiło, że inwestorzy uznali, że kryzys finansowy jest już za nimi.

Jeszcze tego samego dnia, w piątek, powrót entuzjazmu poprzedziły największe od sześciu lat spadki na japońskiej giełdzie. Te jednak miały już bardziej lokalne przyczyny. Niespodziewane umocnienie się jena uderzyło w japoński eksport, przede wszystkim w wiodące w indeksie Nikkei firmy samochodowe - Toyota, Honda i Nissan.

Japońskie kłopoty nie miały jednak znaczenia dla amerykańskich inwestorów, którzy uwierzyli, że Fed nie będzie zaniedbywał swojej roli pożyczkodawcy ostatniej instancji i wspomoże banki tracące płynność finansową. Nawet kosztem inflacji. Europa tylko na to czekała.

Czy Fed strzelił sobie w stopę?

Fed obniżył, przed regularnym posiedzeniem planowanym na 18 września, stopę dyskontową o 50 punktów bazowych. Fed nie poprzestał na obniżeniu oprocentowania. Przedłużył też okres, na jaki mogą korzystać z tzw. okienka dyskontowego banki do 30 dni. W uzasadnieniu amerykański bank centralny argumentował, że zaostrzenie warunków kredytowania "może ograniczyć wzrost gospodarczy".

Stopa dyskontowa pozwala bankom pożyczać pieniądze bezpośrednio od banku centralnego a nie od siebie. Jeśli warunki będą bardziej atrakcyjne, mogą wybrać tę drogę, zamiast wymieniać się pieniędzmi między sobą, co pozwoli ograniczyć koszty pożyczek krótkoterminowych.

A to właśnie było przyczyną narastającej w zeszłym tygodniu paniki. Największa firma udzielająca kredytów w USA - Countrywide Financial - nie była w stanie zapewnić sobie krótkoterminowego finansowania. Merrill Lynch rekomendował nawet pozbywanie się jej akcji, tłumacząc, że w przypadku dalszego zaostrzenia warunków kredytowania, Countrywide może zbankrutować. Co stało się po piątkowej decyzji Fed? Czysta magia - akcje firmy zyskały 13 proc.

Wydawałoby się, że Fed uratował cały giełdowy świat z opałów. Jednak niektórzy mają wątpliwości. "Fed stąpa po kruchym lodzie", pisze na swoim blogu Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. "Bank centralny już nie tylko pompuje na rynek pieniądz, ale też obniża maksymalną cenę udzielanych przez siebie pożyczek", dodaje.

Zdaniem Jankowiaka, taka działalność jeszcze bardziej prowokuje banki do ryzykownych inwestycji. "To tak, jakby rozdawał uczestnikom rynku karty kredytowe bez limitu, bez zafiksowanego terminu spłaty, ale za to z subsydiowaną stopą procentową, przyjmując na dodatek w zamian, w formie zabezpieczenia, wątpliwej jakości instrumenty oparte o sypiący się segment _ sub-prime _ rynku nieruchomości".

Jeśli pieniądze pożyczona "w promocji" zostaną zwrócone, decyzja Fed okaże się dobra. Ale co, jeśli tak się nie stanie? Banki centralne w trakcie ostatniego kryzysu udowodniły, że zawsze można liczyć na koło ratunkowe od pożyczkodawcy ostatniej instanscji.

Problem polega na tym, jak zauważa Jankowiak, że taka działalność promuje tzw. _ moral hazard _, czyli skłonność do nieodpowiedzialnych ryzykownych inwestycji, podejmowanych z przeświadczeniem, że zawsze bank centralny wyciągnie nas z tarapatów. "Wzrosty na giełdzie po interwencji Fed nie powinny nas w takiej sytuacji bynajmniej cieszyć, a westchnienia ulgi są stanowczo przedwczesne", przestrzega Jankowiak.

Przyszłość zależy od realnej gospodarki

W kulminacyjnym momencie giełdowo-finansowych zawirowań, pod koniec zeszłego tygodnia, do akcji wkroczyli politycy. Ministrowie finansów największych państw Europy: Londynu, Paryża i Berlina zapewniali, że ich gospodarki mają się doskonale. Wtórowała im Zyta Gilowska.

Francuski minister gospodarki Christine Lagarde oznajmiła, że w jej kraju nie ma kryzysu system finansowego, a gospodarka i banki mają się świetnie: "To nie jest krach, tylko brutalna korekta na rynkach", powiedziała w wywiadzie dla gazety "Le Parisien". "Brytyjska gospodarka jest silna i stabilna", wtórował jej minister finansów Alastair Darlin w brytyjskiej telewizji Sky.

Natomiast niemiecki minister finansów Peer Steinbrueck uspokajał, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie ma planów zwołania nadzwyczajnego spotkania państw G7 przed planowanym na październik szczytem. Chociaż zdecydowanych działań domagał się prezydent Francji Nicholas Sarkozy.

To prawda. Europejskie gospodarki mają się dobrze, ale nie można tego powiedzieć o USA. Od kilku miesięcy Fed powtarzał, że największym jego zmartwieniem jest presja inflacyjna. Jak podkreśla Jankowiak problem amerykańskiej gospodarki polega na szybko rosnących jednostkowych kosztach pracy. Powoduje to w połączeniu z innymi czynnikami, że nawet przy niskim tempie wzrostu gospodarczego presja inflacyjna może być silna. Dlatego Fed powinien raczej podnosić stopy. Inflacja ze spowalniającą gospodarką, to nie najlepsze połączenie.

Tagi: bank centralny, giełda, wiadomości, gospodarka, raport, raporty, porady
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz