B2B pod lupą PIP. Inspektorzy będą sprawdzać fakty, nie papiery
B2B pod lupą PIP. Inspektorzy będą sprawdzać fakty, nie papiery
W wakacje Państwowa Inspekcja Pracy zyskała uprawnienia, by samodzielnie uznawać kontrakty B2B za umowy o pracę. Eksperci ostrzegają dziś, że urzędnicy nie będą już tylko czytać dokumentów, ale dokładnie sprawdzą, jak wygląda codzienna rzeczywistość w firmach. - Inspektor zweryfikuje, kto rozdaje zadania - przestrzega Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt.
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy
Lipcowe zmiany w uprawnieniach Państwowej Inspekcji Pracy oznaczają nowe wyzwania dla przedsiębiorców zatrudniających współpracowników na podstawie umów cywilnoprawnych oraz kontraktów B2B. Kluczowym elementem kontroli przestaje być sama treść zawartego porozumienia, a staje się nim faktyczny sposób wykonywania obowiązków.
Od 8 lipca inspektor pracy nie musi już iść do sądu. Po wcześniejszym poleceniu może sam, decyzją, uznać, że B2B jest w rzeczywistości etatem. I nie będzie się wczytywał w umowę, tylko sprawdzi, jak wygląda na przykład zwykły wtorek w firmie – mówi Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt, w rozmowie z money.pl.
Ekspert zwraca uwagę, że urzędnicy skupią się na praktycznych aspektach funkcjonowania przedsiębiorstwa.
– Inspektor zweryfikuje, kto wyznacza godziny, kto rozdaje zadania, czy kontraktor może wysłać kogoś w zastępstwie i czy ponosi jakiekolwiek ryzyko. Najczęstszy problem to nie zła umowa, tylko umowa, która jest fikcją. Kontraktor ma swoje biurko, stałe godziny i przełożonego, jak każdy etatowiec. Dlatego zamiast poprawiać wzór umowy, lepiej zrobić audyt tego, jak współpraca naprawdę wygląda – dodaje Piotr Juszczyk.
DLA CIEBIE
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5
Praktyka ważniejsza niż zapisy na papierze
Podobnego zdania są inni specjaliści zajmujący się prawem pracy. Nawet jeśli kontrakt formalnie gwarantuje wykonawcy dużą samodzielność, brak stałych godzin czy swobodę wyboru miejsca świadczenia usług, w obliczu kontroli decydująca będzie codzienna rutyna.
Trzeba patrzeć nie tylko na to, jaka jest treść umowy, ale również na to, jak ona faktycznie funkcjonuje. Może się okazać, że zasady, które ustaliliśmy, pozostały tylko na papierze – wskazuje Anna Wojciechowska, radca prawny i partner zarządzająca Kancelarii KTW Legal, cytowana w komunikacie Alliance Business Connect.
Przedstawicielka kancelarii podkreśla, że szczególną uwagę należy zwrócić na sytuacje, w których model współpracy ewoluuje wraz z upływem czasu.
– Jeżeli kontraktor zaczyna pojawiać się w biurze w stałych godzinach, zostaje włączony w zespół i pracuje na podobnych zasadach jak pracownicy, warto ponownie ocenić przyjętą formułę współpracy. Model, który na początku rzeczywiście miał charakter cywilnoprawny, z czasem może ewoluować – wyjaśnia Anna Wojciechowska.
Trzy obszary oceny stosunku pracy
W ocenie stosunku pracy kluczowe są trzy obszary: podporządkowanie, ryzyko gospodarcze oraz osobiste świadczenie pracy. Sztywne godziny, stałe miejsce wykonywania zadań, bieżący nadzór przełożonego czy brak realnej możliwości wskazania zastępstwa to czynniki, które przesuwają relację biznesową w stronę klasycznego etatu.
Z kolei swoboda w przyjmowaniu zleceń, odpowiedzialność za końcowy efekt oraz możliwość świadczenia usług dla innych klientów potwierdzają cywilnoprawny charakter współpracy.
Interpretacja urzędowa nie zawsze chroni
Eksperci radzą, aby firmy wdrożyły wewnętrzne audyty i odpowiedziały sobie na pytania dotyczące faktycznej samodzielności współpracowników. Szczególnego nadzoru wymagają działy, w których osoby na etatach i kontraktach B2B wykonują identyczne zadania w ramach jednej struktury organizacyjnej.
Przedsiębiorcy mają również możliwość zabezpieczenia się poprzez wystąpienie o indywidualną interpretację do Głównego Inspektora Pracy. Rozwiązanie to wymaga jednak niezwykłej precyzji i prawdomówności przy opisywaniu stanu faktycznego.
– Interpretacja Głównego Inspektora Pracy za 40 zł to dobre narzędzie, ale nie złoty środek. Chroni przed karami tylko wtedy, gdy opis we wniosku w stu procentach zgadza się z rzeczywistością. Wiąże PIP, ale trafia też do ZUS i skarbówki. Kto opisze swój model ładniej, niż wygląda w praktyce, sam się podkłada – podsumowuje Piotr Juszczyk w rozmowie z money.pl.
Zajmuje się dziennikarstwem od 15 lat. Specjalizuję się w tematyce makroekonomicznej, choć bliskie są mi również kwestie społeczne i technologiczne. Wierzę, że sztuczna inteligencja nie zabiera pracy, lecz ją transformuje. Swoimi analizami pomagam czytelnikom zrozumieć złożone zjawiska gospodarcze i ich wpływ na codzienne życie. Śledzę najnowsze trendy technologiczne, badając ich konsekwencje dla społeczeństwa i rynku pracy.