Na naszym rynku podczas wtorkowej sesji w pewnym momencie WIG20 dotarł nawet do poziomu 3.500 pkt. Niestety, jak mawiają pokerzyści strach najwyraźniej ma większe oczy niż w rzeczywistości i krajowe byki same zrezygnowały z dalszego marszu w górę.
Nadal obawa przed spadkami na zachodzie powoduje, że inwestorzy nie chcą się bardziej angażować. Nie było również pod koniec sesji wiadomo, co ostatecznie powie szef FED.
Tymczasem Ben Bernanke nie dał żadnego znaku, a rynki w USA mimo to - a może właśnie dlatego - zamknęły się zyskując średnio 1,5 proc. Szef FED mówił przede wszystkim o zmniejszeniu deficytu rachunków bieżących i o niestabilności światowych finansów. Czyli właściwie nic nowego, choć oczekiwano jakiś konkretów dotyczących zbliżającego się posiedzenia FED.
Jeżeli więc rynki w Azji nie zepsują dobrych nastrojów, to mamy szansę na kontynuację rozpoczętych we wtorek wzrostów również na naszym parkiecie. Trudno oszacować na ile ten impuls wzrostowy pozwoli rynkowi wybić się na wyższe poziomy.
Czy uda się rynkowi pozostać na dłużej powyżej 3500 pkt.? Jako redakcyjny niedźwiedź uważam, że hossę mamy już za sobą, a ewentualne wzrosty nie będą miały charakteru ciągłego. Z pewnością dzisiaj możemy liczyć na wzrosty, ale w czwartek napływają kolejne dane z USA, które mogą wywołać ponownie spadki na rynkach akcji.