Deficyt 2010. Kwota rekordowa, ale było gorzej

Najwyższy deficyt mieliśmy w 2002 roku. Stanowił ponad 21 procent wydatków państwa.

Obraz
Źródło zdjęć: © kprm.gov.pl

Jeżeli prognozy Jacka Rostowskiego okażą się prawdziwe, to przyszłoroczny deficyt budżetowy będzie rekordowy pod względem kwoty od 1990 roku, a więc od początku obowiązywania zasad gospodarki rynkowej w Polsce.

[

Obraz

Gomułka: Rząd może podać dowolną wielkość deficytu ]( http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/gomulka;rzad;moze;podac;dowolna;wielkosc;deficytu,93,0,528477.html )Na przestrzeni ostatnich 19 lat jedynie raz udało się, by dochody budżetu państwa były wyższe od wydatków. W 1990 roku - choć ówczesny minister finansów Leszek Balcerowicz zakładał niedobór w kasie państwa - nadwyżka budżetowa wyniosła 2,44 bln starych złotych, a więc 244 mln teraźniejszych złotych.

Od 1991 roku we wszystkich kolejnych latach do budżetu wpływało już jednak mniej środków niż wynosiły wydatki. Dotychczas rekordowo wysoki niedobór, w wysokości ponad 41 mld złotych, zanotowano w 2004 roku.

Obraz

w 2009 roku ustawa budżetowa, 2010 prognoza MF
źródło: sprawozdanie z wykonania budżetu NIK, MF

W 2002 roku najgorzej było z budżetem

Porównywanie deficytów w ujęciu kwotowym jest jednak niemiarodajne. Nie odzwierciedla bowiem inflacji, która w latach 90. była dwucyfrowa, a także poziomu wydatków i wpływów budżetowych oraz tempa wzrostu gospodarczego.

Dlatego najczęściej używanym miernikiem skali deficytu jest jego relacja do Produktu Krajowego Brutto. Pokazuje bowiem ile procent dochodu narodowego w danym roku on stanowił.

Okazuje się więc, że w tym ujęciu przyszłoroczny niedobór w kasie państwa nie będzie rekordowy. Gdyby w 2010 roku faktycznie zabrakło w budżecie 52,2 mld złotych stanowiłoby to 3,8 procent PKB. To mniej niż w latach 2001-2004, gdy deficyt przekroczył nawet poziom 5 proc. PKB (w 2002 roku).

_

Obraz

_źródło: sprawozdanie z wykonania budżetu NIK, MF

Jeszcze wyższy był ten wskaźnik w 1992 roku, gdy w budżecie zabrakło ponad 6,91 mld złotych, a więc 6 procent ówczesnego PKB. Aby osiągnąć ten poziom w 2010 roku różnica pomiędzy wpływami a wydatkami musiałaby wynieść - przy założeniu, że PKB wyniesie około 1,37 bln złotych - około 82 mld złotych.

Przyszłoroczny deficyt nie będzie także rekordowy, jeżeli się go przyrówna do sumy wydatków budżetowych. Zakładając, że pozostaną one na poziomie zapisanym w nowelizacji tegorocznego budżetu, czyli 300,1 mld złotych, to oznaczać to będzie, że zostaną one pokryte w 17,4 proc. deficytem.

_

Obraz

_źródło: sprawozdanie z wykonania budżetu NIK, MF

Najwięcej, bo ponad co piąty złoty wydawany z kasy państwa, był finansowany w ten sposób w 2002 roku. Także w pozostałych latach z okresu 2001-2004 w większym stopniu posiłkowano się deficytem.

Rekordowym pod tym względem, ale in plus, był rok 1997, gdy tylko na niecałe 4 proc. wydatków nie wystarczyło środków z wpływów budżetowych.

Mało się zarabia, ale nadal dużo się wydaje

Wysokość deficytu budżetowego jest ściśle powiązana z tempem wzrostu gospodarczego.

Gdy w 1997 roku nasza gospodarka rosła w rekordowym tempie 7 procent, mieliśmy najniższy deficyt w relacji do PKB. W 2001 i 2002 roku rozwijaliśmy się o w tempie około 1 procent rocznie. W efekcie deficyt w relacji do PKB urósł o ponad 100 proc. i sięgnął wartość około 5 procent PKB. W latach ponownego wzrostu koniunktury z 2006-2008 deficyt spadł do poziomu nawet poniżej 2 procent w relacji do PKB.

Zależność ta ma istotne znaczenie w przypadku naszej gospodarki, a to ze względu na to, że aż około 80 procent całej kwoty wydawanej z kasy państwa ma sztywny charakter - są one gwarantowane zapisami w ustawach.

111 proc.

o tyle wzrósł deficyt w 2001 roku w porównaniu do 2000 rokuSpowolnienie gospodarcze automatycznie przekłada się na spadek wpływów do budżetu - firmom maleją zyski, więc płacą niższe podatki dochodowe, obniża się konsumpcja niższe są więc dochody z tytułu podatków pośrednich.

W tej sytuacji by sfinansować wydatki rząd ma do wyboru: obniżać wydatki, zwiększać wpływy, najczęściej poprzez podwyżkę podatków oraz prywatyzację (w tym i przyszłym roku z tego tytułu ma wpłynąć do kasy państwa ponad 36 mld złotych)
, lub posiłkować się deficytem.

Pierwsze i drugie rozwiązania są trudne do zrealizowania - w dużym stopniu wymagają zmian legislacyjnych i są niepopularne w społeczeństwie. Najprostszym więc sposobem jest zwiększanie deficytu.

Latami będziemy spłacać te długi


Jest to jednak drogi sposób finansowania niedoborów w budżecie. Z racji tego, że nigdy od 1990 roku nie mieliśmy nadwyżki budżetowej, deficyt jest pokrywany emisją obligacji oraz bonów skarbowych.

Jak wynika z analizy Money.pl tylko tegoroczne zwiększenie deficytu o 9 mld złotych będzie nas kosztować 7,1 mld złotych, co oznacza, że każdy statystyczny Polak zapłaci prawie 190 złotych z tytułu tych pożyczek.

Koszt przyszłorocznego będzie jednak jeszcze wyższy. Z racji jego wysokości inwestorzy będą oczekiwać wyższego oprocentowania obligacji i bonów skarbowych. Jest wielce prawdopodobne, że choć pożyczymy 52,2 mld złotych, to w sumie będziemy musieli oddać grubo ponad 100 mld złotych w ciągu 20 lat.

| KOMENTARZ |
| --- |
| *Arkadiusz Droździel, Money.pl *

Obraz

W latach prosperity nikt nie przejmuje się za bardzo zbyt wysokimi i często nieracjonalnymi wydatkami z kasy państwa. Problem się zaczyna, gdy gospodarkę dopada zadyszka. W takiej sytuacji znalazł się obecny rząd. Musi skądś wytrzasnąć kilkadziesiąt miliardów złotych, by dopiąć przyszłoroczny budżet. Najrozsądniej byłoby obniżyć wydatki, względnie zwiększyć wpływy. Tą drogą jednak nie pójdzie. I to nie dlatego, jak tłumaczy minister finansów, że podwyższanie podatków i cięcie wydatków zablokuje wetem prezydent, ale ze względu na fakt, że deficyt to najprostszy i najtańszy politycznie sposób zasypania dziury w budżecie. A przecież w przyszłym roku mamy wybory prezydenckie i samorządowe. Radykalne i niepopularne decyzje zapewne miałyby więc duży wpływ na ich wynik, bo przeciętny Kowalski straciłby na tych działaniach. W czasie kampanii wyborczej nie może sobie pozwolić żaden polityk. Deficytu bezpośrednio natomiast
nikt nie odczuje, ale przez lata koszt jego obsługi będzie nas znacznie więcej kosztował niż potencjalne straty związane z podwyżką podatków lub niższymi transferami z budżetu. |

Czytaj w Money.pl
*Megaprywatyzacja. Kto kupi KGHM? * Jeśli Skarb Państwa pozbędzie się swoich pakietów spółek z GPW zyska na tym 17,5 mld złotych. O realizację planów będzie jednak ciężko. Czytaj w Money.pl
Raport Money.pl
*Sami ratujemy naszą gospodarkę. Kupując * Naszą gospodarkę ratujemy sami, bo nie przestraszyliśmy się recesji i cały czas robimy duże zakupy w sklepach. Izolacja naszego kraju i niski udział eksportu w PKB również nam pomagają. Czytaj w Money.pl
Wybrane dla Ciebie