wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Rządowi brakuje 25 mld złotych. Zabierze...

Rządowi brakuje 25 mld złotych. Zabierze...

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News

Rząd będzie musiał szybko znaleźć nawet 25 mld złotych. Zdaniem ekonomistów, o tyle mniejsze będą w tym roku wpływy, od zapisanych w ustawie budżetowej. Nie mając możliwości zwiększenia deficytu w kasie państwa, ministrowie zabiorą pieniądze na emerytury, budowę dróg oraz na nowe uzbrojenie dla armii. Zrobią to, tak by na papierze wszystko wyglądało zgodnie z przepisami.

- Cięcia budżetowe nie będą miały negatywnego wpływu na obywateli - taką deklarację w publicznym radiu złożył wczoraj Paweł Graś. Ministrowie zostali zobowiązani do poszukania oszczędności, ale tak, by nie zostały zagrożone takie sektory jak emerytury, renty czy pomoc społeczna. Dodał, że nie ucierpią także inwestycje z uwagi na zatwierdzony już budżet unijny na lata 2014-2020, który wymaga od Polski własnego wkładu finansowego.

Ani Kancelaria Premiera, ani Ministerstwo Finansów nie chciały ujawnić, gdzie dokładnie rząd będzie szukał oszczędności, by załatać dziurę we wpływach do kasy państwa. - Odpowiedzi na to pytanie udzieli państwu Ministerstwo Finansów - usłyszeliśmy w biurze prasowym premiera. Tam powiedziano nam, że musimy czekać do przyszłego tygodnia. Wtedy premier Donald Tusk ujawni, co dalej z budżetem państwa na 2013 rok.

Powtórka sprzed pięciu latZapowiada się na powtórkę z rozrywki, czyli z końca 2008 i z początku 2009 roku, kiedy to Donald Tusk wzywał na dywanik kolejnych ministrów i kazał im raportować, na czym zamierzają zaoszczędzić, by ratować kasę państwa. Podobnie jak teraz, wtedy też szukano blisko 20 mld zł oszczędności. Największe cięcia dotknęły MON i MSWiA. Armia dostała o blisko 2,5 mld zł mniej niż jej wcześniej obiecano, a na pozostałych mundurowych i administracji państwowej zaoszczędzono ponad 2 mld zł.

Jak będzie teraz? Pewne jest, że finanse publiczne znów wyglądają fatalnie. Dziura w kasie państwa sięgnęła w maju 87 proc. wartości założonej na ten rok. Tymczasem wpływy podatkowe są znacznie poniżej zakładanych wartości. Na koniec maja powinny przekroczyć 122 mld zł, a tymczasem były o ponad 14 mld zł niższe i wyniosły 107,8 mld zł.

Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Finansów.

Dziura w kasie państwa rosła trzykrotnie szybciej niż założono w budżecie. Choć jej przyrost między kwietniem i majem wyraźnie wyhamował to i tak na koniec maja zamiast około 60 proc. rocznej wartości sięgnęła 87 proc.limitu wyznaczonego w ustawie budżetowej na ten rok.

Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Finansów.

- Z dużym prawdopodobieństwem można szacować, że wpływy do kasy państwa będą co najmniej o 20 mld zł niższe od planowanych - mówi Money.pl prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów i główny ekonomista BCC. - W pesymistycznym scenariuszu może to być dziura sięgająca nawet 25 mld zł - dodaje zaraz. Opinię tę podziela prof. Dariusz Filar, członek Rady Ekonomicznej przy premierze. - Mimo iż wpływy do budżetu w maju wyraźnie się poprawiły, to i tak w całym roku będą niższe o ponad 20 mld zł niż założył rząd - mówi Filar.

Czytaj więcej Jan Krzysztof Bielecki dla Money.pl: Wiemy komu zabrać pieniądze Szef doradców ekonomicznych Donalda Tuska ujawnia finansowe plany rządu. Mówi, co czeka OFE.

Ich zdaniem rząd znalazł się pod ścianą, podatków nie może podnieść, nie może też zwiększyć deficytu, ponieważ złamałby ustawę o finansach publicznych.- Wiadomo, że mamy przekroczony pierwszy próg ostrożnościowy, wynoszący 50 proc. W tej sytuacji budżet zaplanowany na kolejny rok, nie może mieć relacji pomiędzy deficytem a dochodami gorszej niż w poprzednim roku. Jako, że dochody wyglądają, jak wyglądają, a deficyt wystrzelił mocno w górę, rząd nie może wykonać manewru z nowelizacją budżetu i zapisaniem o jego zwiększeniu. Jedyne wyjście to cięcie wydatków - tłumaczy prof. Dariusz Filar.

Maciej Reluga główny ekonomista BZ WBK, a także członek Rady Gospodarczej przy premierze, jako na szansę dla rządu wskazuje wyższy niż zapisano w budżecie wzrost wpływów poza podatkowych. Chodzi tu przede wszystkim o zysk z NBP oraz wpływy z dywidendowe ze spółek Skarbu Państwa. W ustawie założono, że zysk z banku centralnego nie przekroczy 500 mln zł, tymczasem z zapowiedzi jego przedstawicieli, wynika, że sięgnie aż 5,3 mld zł.

- Rząd czeka z decyzjami do przyszłego tygodnia, licząc właśnie na te pieniądze, ale też na informacje o wpływach do kasy państwa na koniec czerwca. Może się okazać, że dobra tendencja z maja się utrzyma i pieniędzy z podatków wpłynie więcej niż w pierwszych miesiącach tego roku. Można się spodziewać nacisków na spółki, pozostające pod kontrolą Skarbu Państwa, by odprowadzały do budżetu jak najwięcej pieniędzy w postaci dywidend - mówi ekonomista.

Eksperci zgodnie twierdzą jednak, że te środki nie wystarczą na zasypanie dziury w kasie. Jako główną przyczynę kłopotów rządu, wskazują kryzysowe wyhamowanie wzrostu polskiej gospodarki i nierealne założenia przyjęte przez resort finansów przy konstruowaniu tegorocznego budżetu. - Już jesienią ubiegłego roku, zdecydowana większość ekonomistów ostrzegała, że te założenia są zbyt optymistyczne, ale rząd nie chciał ich słuchać - mówi Maciej Reluga. Wskazują też na udział w budżecie wydatków sztywnych. Przed dziesięcioma laty ich poziom stanowił niewiele ponad 66 proc. wszystkich wydatków budżetowych, a w tym roku stanowi już prawie 80 proc. - Tych wydatków rząd nie może ruszyć bez zmiany szeregu ustaw, a to w tym roku jest już nierealne - argumentuje prof. Stanisław Gomułka.

Na rządzie mści się brak reform strukturalnych, między innymi przeciąganie reformy KRUS, ale przede wszystkim ciągły wzrost wydatków związanych z rozrostem administracji. Z danych GUS wynika, że mamy już 443,1 tys. urzędników, i to licząc bez tych pracujących w ubezpieczeniach społecznych i zatrudnionych w MON. Oznacza to blisko trzykrotny wzrost w porównaniu ze stanem z początku lat 90., wtedy w administracji pracowało niespełna 170 tys. osób. Utrzymanie tak szybko rosnącej armii urzędników kosztuje już blisko 20 mld zł.

Rząd zabierze emerytom, samorządom i żołnierzom

Rząd ma kilka możliwości na zasypanie dziury we wpływach do kasy państwa. Pierwsza możliwość to zwiększenie deficytu połączone z jednoczesnym wypychaniem go z budżetu. - Rząd obiecał, że postara się nie ograniczać wydatków na inwestycje na drogi i inną infrastrukturę współfinansowanych przez Unię Europejską. Zamiast wydawać gotówkę może za to jeszcze bardziej zapożyczyć Krajowy Fundusz Drogowy - tłumaczy prof. Stanisław Gomułka. To może dać kilkaset milionów, a nawet kilka miliardów złotych.

Rząd najprawdopodobniej jeszcze mocniej przykręci śrubę samorządom. - Ograniczy wypłatę pieniędzy przewidzianych na inwestycje współrealizowane przez miasta i gminy. Oznacza to, że samorządowcy będą musieli jeszcze bardziej się zadłużyć - wyjaśnia Gomułka. Jak wskazuje, te cięcia już tak naprawdę zaplanowano, aktualizując w tym roku Program Konwergencji. - To oznacza, że mniej pieniędzy niż przewidziano, pójdzie na drogi, oczyszczalnie czy inne projekty infrastrukturalne - mówi były wiceminister finansów.

Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Finansów, MON

Kolejne źródła to obcięcie transferów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz sięgnięcie do Funduszu Rezerwy Demograficznej. - Zamiast przekazać pieniądze ZUS-owi na wypłatę emerytur, każe się Zakładowi te pieniądze pożyczy. Na papierze będzie można pochwalić się ograniczeniem wydatków budżetowych - mówi prof. Dariusz Filar.

Jeżeli chodzi o Fundusz Rezerwy Demograficznej, to mimo iż już w maju rząd do niego sięgnął, to wciąż jest z czego podbierać. Mimo niedawnej wypłaty w wysokości 2,5 miliarda złotych, suma zgromadzona w Funduszu wzrośnie w bieżącym roku o około 1,3 miliarda złotych i wyniesie 17,7 miliarda złotych.

Wreszcie budżet MON. W tym roku na armię, zgodnie z zapisem w ustawie, mówiącym, że wydatki na armię mają stanowić 1,95 proc. PKB z poprzedniego roku, przewidziano wydać ponad 31 mld zł.

- Może tak się stać, zresztą już tak było kilka lat temu, że część tych wydatków, szczególnie na modernizację uzbrojenia czy inwestycje, zostanie przesunięta na przyszły rok. Oczywiście problem nie zniknie, a tylko przesunie się na przyszły rok. Jednak wtedy, jak planuje rząd, zmieniona już będzie ustawa o finansach publicznych i nie będzie w niej już mowy o pierwszym, 50-procentowym progu oszczędnościowym. Wtedy też poziom deficytu będzie można podnieść z maksymalnej dziś kwoty 35 mld do 55 mld zł - tłumaczy prof. Stanisław Gomułka.

Czytaj więcej w Money.pl
OFE czy ZUS? Sprawdź, kto lepiej pomnaża twoje pieniądze
Money.pl przeanalizował, jak w ciągu ostatnich kilkunastu lat radziły sobie instytucje odpowiedzialne za nasze emerytury.
Ministerstwo zapowiada wielką prywatyzację. Zobacz, co pójdzie pod młotek
Resort skarbu sprawę trzyma w tajemnicy. Money.pl zdradza, jakie akcje trafią na GPW.
Chude miesiące rządu, czyli obniżka i stagnacja
W tym miesiącu rząd nie wprowadził w życie żadnej ustawy. Kolejny też nie zapowiada się najlepiej.
deficyt, rząd, budżet, wydatki, cięcia, donald tusk, paweł graś
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
2013-08-11 18:45
Obniżmy podatki dla najbogatszych obywateli i instytucji do 35%. Wpłynie to ożywczo na gospodarkę i nie będzie deficytu.
Mózgi ołowiane szkoda mi Was bo źle się modlicie a tylko Bóg daje Życie. Płaczę nad Wami krwawymi łzami bo tylko one są dobrym atramentem na opisanie rozpaczy, której skosztujecie.
Przedsiębiorcy, obywatele i firmy, które nie inwestują w gospodarkę lokalną i krajową, łaski nie robią - 70% do 75% podatek dochodowy. Ja na wyjazd na wakacje muszę oszczędzać cały rok, na samochód 10 lat.
Polecam lekturę http://pl.wikipedia.org/wiki/Finlandia
bukajj2
37.47.178.* 2013-08-05 22:34
Czy wy oczu nie macie ? czy nie widzicie kogo wybraliście ? to zobaczcie jest na zdjęciu !!!
2013-08-05 15:18 Pan Forumowicz (ponad 500 wypowiedzi)
Emeryci! wiem, że trudniej ale zapamiętajcie kto wam gotuje ten los! Nieudaczników wywalajcie na śmietnik!
Zobacz więcej komentarzy (110)