Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Firmy stać na podwyżki. Zarabiają coraz więcej

Firmy stać na podwyżki. Zarabiają coraz więcej

Fot. wsdot/Flickr (CC BY-NC-ND 2.0)

Średnie wynagrodzenie w Polsce rosło w tym roku w czteroprocentowym tempie. To dużo? Raczej niezbędne minimum. Firmy mają z czego płacić więcej pracownikom, bo i zarabiają coraz więcej.

Wynagrodzenia wzrosły w Polsce w pierwszym kwartale o 4,1 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Może się to wydawać dużo, ale porównując z poprzednimi latami trudno mówić o rewelacji.

Patrząc do 2010 roku wstecz, średni roczny wzrost zarobków był na poziomie 3,9 proc. Pieniądze, jakie pracownikom oferują firmy, co prawda idą w górę, ale już od długiego czasu w podobnym, stałym tempie. Jedyne co nam poprawiało humory w ostatnich dwóch latach to spadek cen. Dzięki temu realnie mogliśmy za nasze pensje kupić trochę więcej.

Może firm nie stać na większe podwyżki i dają tyle, ile mogą, by móc dalej się rozwijać? Przyjrzeliśmy się ich zyskom. Kwoty, które przedsiębiorstwa zarabiają to przecież szansa na to, że pracownicy będą docenieni dodatkowymi pieniędzmi.

Zyski firm ostro w górę. A podwyżki takie jak wcześniej

Firmy produkcyjne, handlowe i usługowe (tzw. sektor niefinansowy) zarobiły na czysto w pierwszym kwartale 29 mld zł - podał ostatnio GUS. Te statystyki dotyczą prawie 17 tys. średnich i dużych przedsiębiorstw, tj. takich, które zatrudniają co najmniej 50 pracowników. W ciągu roku ich zyski netto wzrosły o 4,5 mld zł, czyli o 17,5 proc.

W całym ubiegłym roku było jeszcze lepiej - wyniki netto tej grupy firm rosły o aż 19,5 mld zł, czyli o 21 proc.

Trochę gorzej pierwsze trzy miesiące bieżącego roku skończyły się dla banków, których zyski spadły o 0,4 mld zł. W 2016 roku banki zarobiły o 9 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Zysk netto firm niefinansowych i banków (mln zł)
firmy niefinansowebanki
2005 60 631 9 204
2006 81 287 10 697
2007 102 176 13 674
2008 76 534 13 658
2009 92 608 8 278
2010 89 446 11 420
2011 103 950 15 539
2012 82 117 15 445
2013 92 107 15 394
2014 90 159 15 864
2015 91 541 12 788
2016 111 063 13 876
1 kw. 2016 25 447 3 199
1 kw. 2017 29 901 2 843
Źródło: GUS

 

Jeśli przyjrzeć się danym z ostatniej dekady, to widać, że najszybciej pensje Polaków rosły w latach, gdy zyski przedsiębiorstw szły ostro w górę. Ostatni nominalny wzrost wynagrodzeń powyżej 5 proc. był w 2011 roku, gdy zyski firm niefinansowych rosły o 16 proc., a banków o 36 proc. Przedtem bardzo dobra dla wzrostu wynagrodzeń była końcówka roku 2007 - wtedy w ciągu dwóch lat zyski netto firm niefinansowych poszły w górę o aż 69 proc., a banków o 49 proc.

Statystyki pokazują, że firmy mają obecnie pieniądze - zarabiają przecież więcej. Do tego bezrobocie zeszło do rekordowo niskich poziomów. W kwietniu wyniosło według statystyk GUS 7,7 proc. Jeśli przełożyć to na statystyki unijne to prawdopodobnie zeszło już poniżej 5 proc.

Coraz więcej przedsiębiorstw zgłasza zresztą niedobór pracowników jako barierę rozwoju - w badaniach GUS w kwietniu taki problem zgłaszało już 14,9 proc. firm, podczas gdy rok temu zaledwie 7,1 proc.

Ekonomiści informują, że mamy już właściwie rynek pracownika. Tymczasem po tempie wzrostu wynagrodzeń widać, jakby firmy jeszcze o pracownika wcale nie walczyły - nie próbują zachęcić go zwiększając tempo wzrostu wynagrodzeń.

Rośnie co prawda liczba przedsiębiorstw, dla których koszty zatrudnienia są barierą wzrostu - w ostatnich badaniach GUS uważało tak 53 proc. a rok temu 51,6 proc. Jednak wzrost zysków pokazuje, że nie jest im trudno tę barierę pokonać.

Ukraińcy kontra emigracja wracająca po Brexicie

Część przyczyn stosunkowo ostrożnych podwyżek wynagrodzeń wynika z zalewu rynku pracy przez pracowników z Ukrainy. Według najnowszych statystyk ministerstwa kierowanego przez Elżbietę Rafalską, w ubiegłym roku pracodawcy złożyli w urzędach pracy aż 1,3 mln oświadczeń o zatrudnieniu Ukraińców - rok wcześniej było to 763 tys. Do tej liczby trzeba doliczyć 103 tys. osób z Ukrainy z pozwoleniami na pracę.

Ukraina jest w uprzywilejowanej grupie krajów, dla których obywateli pozwolenie na pracę w Polsce nie jest wymagane i mogą pracować sześć miesięcy w roku właśnie tylko na podstawie oświadczenia.

Ogółem w Polsce pracuje 9,1 mln osób. Ukraińcy stanowią więc już pokaźną część rynku. Dzięki temu, wciąż dysponując względnie tanią siłą roboczą, część firm może liczyć większe zyski i więcej przeznaczać na rozwój.

Koniunktura na tańszego pracownika z Ukrainy wkrótce może się jednak skończyć. 26 kwietnia Rada UE na szczeblu stałych przedstawicieli zatwierdziła rezolucję Parlamentu Europejskiego z 6 kwietnia o wpisaniu Ukrainy na listę państw, których obywatele nie potrzebują wiz na pobyt do 90 dni w strefie Schengen (raz na pół roku). Wystarczy, żeby mieli paszport biometryczny. Ruch bezwizowy wejdzie w życie prawdopodobnie pod koniec czerwca.

Krótkoterminowe wizy nie oznaczają jeszcze pozwolenia na pracę, a podróże mogą być tylko w celach turystycznych lub biznesowych. Ale trzeba być przygotowanym na to, że spora część z obecnie pracujących u nas spróbuje pracy na czarno w Niemczech, czy Francji, szczególnie w sezonie zbiorów.

Ukraińcy rekompensowali ubytek naszych emigrantów na krajowym rynku pracy. Jak podawał ostatnio GUS za granicą przebywało w 2015 r. 2 mln 397 tys. Polaków, w tym 2,1 mln w Europie. Większość z tej liczby to zapewne osoby dorosłe, ale jest też część dzieci, więc na polskim rynku pracy ubyło prawdopodobnie mniej niż 2 mln Polaków, a przybyło 1,4 mln Ukraińców.

Brexit może spowodować, że 850 tys. Polaków pracujących na Wyspach będzie musiało wrócić do kraju. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych szacuje, że do wyjazdu w związku z opuszczeniem Unii może być zmuszonych od 120 nawet do 400 tys. Polaków. Efekt dla rynku pracy i w związku z tym wynagrodzeń w Polsce byłby dużo mniejszy niż przyjazd 1,4 mln Ukraińców.

Pod warunkiem, że wyjeżdżający z Wielkiej Brytanii w ogóle chcieliby przenosić się z powrotem do Polski, ale wybrali by inne kraje Wspólnoty. A nawet ci wracający, przyzwyczajeni przez kilka lat do innych zarobków, nie zgadzali by się z pewnością łatwo na płace na poziomie minimalnej.

gospodarka, wynagrodzenia, zyski firm
Czytaj także
Polecane galerie
Kuba
2017-05-31 16:34
Bzdura wzrosły tylko do
chody prezesa i elit z warszawy
Normalny
2017-05-29 23:14
Ktoś się chyba czegoś naćpał zdrowo. Ludzie z UK wrócą do Polski ? Owszem po resztę bagaży w drodze do Holandii, Niemiec, Irlandii i innych krajów.
księgowy
2017-05-29 21:42
U mnie podwyżka, a owszem ,ale przyglądamy się wydajności. Zmiany są konieczne z każdej ze stron.Jesli prace zaczynamy o 6 tej to jestem przygotowany o 6 tej na stanowisku i rozpoczynam pracę, nie o 6.20 czy 6.45 po zrobieniu kawy i oplotkowaniu dnia wczorajszego .Jak kończę o 14 tej to maszynę wyłączam o 13.45 a nie o 14 tej stoję przy czytniku kart by odbić kartę. To mała dygresja , należy poprawić wydajność pracy, jakość parku maszynowego i zmniejszyć obciążenia. Proszę wszystkich wypowiadających się aby postulowali aby kolejna zmiana najniższej krajowej była na tym samym poziomie obciążeń zus a całość podwyżki poszła do pracownika. Dla mnie tylko tyle, bo podział Państwo 69% z podatkiem a pracownik 31% to dziwna korzyść, I stara złośliwa prawda ..otwórz swoją firme i spróbuj. Dziękuję wszystkim moim współpracownikom, szczerze dziękuje
Pokaż wszystkie komentarze (10)