Notowania

ofe
20.04.2019 20:10

Likwidacja OFE. Bartosz Marczuk odpowiada opozycji i wyjaśnia wybór stojący przed Polakami

"Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni" – tą sienkiewiczowską frazą Pana Zagłoby trzeba określić to, co politycy PO mówią w sprawie przedstawionego w tym tygodniu planu prywatyzacji pieniędzy Polaków zgromadzonych w OFE - pisze dla money.pl Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP)
Bartosz Marczuk odpowiada za wdrożenie PPK w PFR (Fot: Radek Pietruszka)

Było tak. Mamy rok 2013. Ówczesny rząd decyduje, że połowa pieniędzy zgromadzonych w OFE znika z kont ich uczestników. Przypomnijmy, że robi to bez pewności czy te pieniądze nie są prywatną własnością Polaków – dopiero w listopadzie 2015 r. Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie, że są to środki publiczne. Nota bene w reakcji na wnioski do TK złożone przez ówczesnego Prezydenta i Rzecznika Praw Obywatelskich.

Skok na pieniądze z OFE. Rząd zabiera nam 150 miliardów złotych

Jeśli zatem Kowalski miał wtedy na koncie w II filarze 20 tys. z dnia na dzień zostało mu 10 tys. Co prawda rząd obiecał, że te pieniądze przeksięguje na jego rachunek w ZUS, ale nie taka była wcześniej umowa. Kowalski miał mieć swój własny rachunek emerytalny w systemie kapitałowym.

Po co robi to rząd? Bo pali się mu grunt pod nogami w finansach państwa. W 2013 r. dług publiczny wynosi już 922 mld zł, tj. blisko 56% PKB. A limit w konstytucji to 60% PKB. Nacjonalizacja pieniędzy z OFE pozwala obniżyć go jednorazowo w 2014 r. do kwoty 867 mld, tj. 50,4% PKB. Choć od razu trzeba dodać, że już w 2015 r. dług wraca do poziomu 923 mld. Czyli już po roku jest nominalnie wyższy niż w 2013 r. Pieniądze zatem rząd przejął i wydał. W efekcie nie ma ani OFE, ani niższego długu. Zostają za to wyższe zobowiązania państwa wobec przyszłych emerytów z tytułu przeksięgowania ich składek do ZUS. Ale o to ówczesny rząd troszczyć się nie musi.

Rząd majstruje przy OFE. Minister przekonuje: to nie likwidacja

Taka operacja powoduje nie tylko faktyczną likwidację II filaru - zwłaszcza, że rząd wprowadza jeszcze domyślne uczestnictwo wyłączenie w ZUS i tzw. suwak, czyli przenoszenie pozostałych w OFE pieniędzy z OFE do ZUS przed przejściem na emeryturę. Oznacza to także zerwanie umowy społecznej z Polakami. Ogromnie podkopuje to zaufanie do państwa i całego systemu emerytalnego.

OFE przechodzi do historii. Na zdj. premier Mateusz Morawiecki
OFE do likwidacji. Co z pieniędzmi zebranymi przez Polaków?

Jest tak. W 2019 roku rząd mówi, że to co zostało w OFE, tj. 162 mld zł, zwróci Polakom na ich prywatne, indywidualne konta emerytalne (IKE). Czyli zamiast nacjonalizacji, jak było poprzednio, jest prywatyzacja. Daje też ubezpieczonym wybór, którego 6 lat temu nie było. Jeśli chcą mogą przenieść pieniądze do IKE (wtedy zapłacą 15% opłaty przekształceniowej, by nie zapłacić 15% podatku przy przejściu na emeryturę) lub przenieść te pieniądze do ZUS.

Co oznacza to dla wspomnianego Kowalskiego, który ma jeszcze 10 tys. w OFE? Może on przenieść te pieniądze do IKE i zostaną mu one pomniejszone o 1,5 tys. zł do 8,5 tys., a następnie będą inwestowane na jego prywatnym rachunku na rynku.

Może też przenieść 10 tys. do ZUS, liczyć na to, że będą one waloryzowane wskaźnikiem (ustalanym w Sejmie) i w wieku emerytalnym otrzymać je jako emeryturę, od której zapłaci 18% podatku. Z punktu widzenia obciążenia w stosunku do państwa jest to dla niego neutralne.

Ale ma wybór – sprywatyzować te pieniądze czy przenieść do ZUS. To o niebo lepszy scenariusz niż w 2013 r. tym bardziej, że rząd – mając już orzeczenie TK w ręku – może pieniądze Kowalskiego znacjonalizować i wydać je tu i teraz nie martwiąc się kto wypłaci powstałe z tego tytułu zobowiązania ZUS w przyszłości.

Rozumiem dziennikarzy, ekonomistów, ekspertów którzy podnoszą krytykę dotyczącą np. a dlaczego opłata przekształceniowa teraz, a nie podatek przy wypłacie albo dlaczego jeśli będzie to na prywatnym IKE to muszę czekać z wypłatą do wieku emerytalnego (tu akurat odpowiedź jest proste: gdyby odbyła się masowa wyprzedaż aktywów na giełdzie najbardziej stratni byliby przyszli emeryci, których oszczędności bardzo by stopniały). Ale doprawdy nie jestem w stanie zrozumieć chóralnego ataku na to rozwiązanie polityków PO, tym bardziej że część z nich była bezpośrednio zaangażowana w 2013 w operację przejmowania OFE. Jeśli ma się tyle na sumieniu w tej sprawie to czy powinno zabierać się głos i krytykować rozwiązanie o niebo uczciwsze, lepsze, dające więcej wolności i podmiotowości obywatelom, a także mające horyzont o wiele bardziej długoterminowy niż grabież z 2013 r.? Doprawdy czasem lepiej jest milczeć.

Ministerstwo Miłości czy Ministerstwo Prawdy. Tak nazywały się w powieści Georga Orwella "1984" instytucje, w których odpowiednio torturowano lub uprawniono ordynarną propagandę. Z takim samym odwróceniem znaczeń mamy do czynienia przy okazji dyskusji wokół planów obecnego rządu dotyczących OFE. Choć projekt przewiduje prywatyzacje pieniędzy opozycja krzyczy: kradzież. Choć projekt przewiduje wolność wyboru, opozycja krzyczy: grabież. Choć projekt przewiduje oderwanie polityków od decydowania o losie dużej kwoty pieniędzy, opozycja krzyczy: skok na kasę.

Doprawdy trudno to nawet komentować. Myślę, że Polacy – świetny i mądry naród – nie da się nabrać na szytą tak grubymi nićmi propagandę.

Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, odpowiedzialny za wdrożenie Pracowniczych Planów Kapitałowych

Tagi: ofe, ike, emerytury, oszczędności emerytalne, gospodarka, wiadomości
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-04-2019

nackFakty są takie, że znowu będę miał mniej pieniędzy. I tyle w temacie. Od tych pieniędzy już zapłaciłem podatek (w momencie, gdy je zarobiłem), a teraz … Czytaj całość

20-04-2019

rrfJak ktoś ukradnie 15% to jest lepszym złodziejem?

20-04-2019

EPJednym słowem jest dobrze lub przeciwnie - jeszcze lepiej!... I tylko forsy na koncie coraz mniej...

Rozwiń komentarze (308)