Na cmentarzach zaczyna brakować miejsca. Branża apeluje o pilne zmiany

Pogrzeb w Polsce kosztuje od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Na cmentarzach zaczyna brakować miejsca, a branża pogrzebowa wciąż działa na podstawie ustawy z 1959 r. – Prawo nie przystaje do rzeczywistości – powiedział PAP prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego Krzysztof Wolicki.

All Saints' Day In Gdansk
A general view of the Lostowicki Cemetery in Gdansk, Poland is seen on 1 November 2018  Christian people celebrate All Saints Day (Wszystkich Swietych), pay respect to the dead family members, lay flowers and lit candles on their graves. All Saints' Day on 1 November and All Souls' Day on 2 November are when millions of Poles visit the graves of loved ones, often travelling hundreds of kilometres to their home towns  (Photo by Michal Fludra/NurPhoto via Getty Images)
NurPhoto
gdansk, poland, all saints day, all souls day, people, cemetery, candle, candles, tradition, christianity, Human Interest, Poland Na cmentarzach zaczyna brakować miejsca - alarmuje branża pogrzebowa
Źródło zdjęć: © getty images | Michal Fludra
Katarzyna Kalus

Zbliża się Wszystkich Świętych, kiedy miliony Polaków odwiedzą groby bliskich. Tymczasem organizacja pochówku staje się coraz większym wyzwaniem finansowym, a zarządzanie cmentarzami – organizacyjnym i prawnym. Polska się starzeje, umiera więcej osób, niż się rodzi, a przepisy regulujące działalność pogrzebową w znacznej części pamiętają czasy, kiedy dominowały pochówki ziemne, a kremacja należała do rzadkości.

Według Polskiej Izby Branży Pogrzebowej koszt pogrzebu w mniejszych miejscowościach wynosi przeciętnie 7–10 tys. zł, natomiast w dużych aglomeracjach może sięgać 30 tys. zł. Ostateczny rachunek zależy przede wszystkim od opłat cmentarnych, rodzaju pochówku, ceny trumny lub urny oraz kosztów ceremonii.


WIDEO
Skoro Polacy zarabiają wiecej, to dlaczego uważają, że biednieją? Analityk odpowiada

Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego, zastrzegł w rozmowie z PAP, że trudno mówić o jednej średniej cenie pogrzebu. Różnice między miejscowościami a nawet poszczególnymi cmentarzami są ogromne.

Na wsi, gdzie rodzina ma już grób, a opłaty cmentarne są niewielkie, pochówek może kosztować 3–5 tys. zł. W Warszawie, jeśli trzeba kupić miejsce, zapłacić za wykopanie grobu, trumnę, kwiaty i obsługę ceremonii, rachunek może wynieść około 15 tys. zł. A jeśli ktoś wybierze prestiżowy cmentarz i kosztowny nagrobek, wydatki mogą być dużo wyższe – wyliczył.

Jak wskazał, sama trumna kosztuje zazwyczaj od około 1200 do 4500 zł. Do tego dochodzą opłaty za przewiezienie, przechowanie i przygotowanie ciała, obsługę ceremonii, kwiaty, oprawę muzyczną, a często również stypę.

Od 1 stycznia 2026 r. zasiłek pogrzebowy wynosi 7 tys. zł, wobec wcześniejszych 4 tys. zł. Czy taka kwota wystarcza na godny pochówek? – To zależy od miejsca. Na wsi może spokojnie wystarczyć. W Warszawie samo miejsce pod grób ziemny na Cmentarzu Północnym kosztuje ponad 3 tys. zł. Jeśli doliczymy wykopanie grobu i trumnę, praktycznie cały zasiłek jest już wydany. A przecież to dopiero część kosztów – zauważył Wolicki.

Cmentarze się zapełniają. Pochówki urnowe coraz ważniejsze

Zmienia się także sposób, w jaki Polacy żegnają zmarłych. Jeszcze w latach 90. kremacje stanowiły zaledwie ułamek wszystkich pochówków. Obecnie szacuje się, że spopielanych jest około 40 proc. zmarłych, a w dużych miastach udział pochówków urnowych bywa jeszcze wyższy.

Czy kremacja oznacza oszczędność? Zdaniem Wolickiego niekoniecznie. – Przy tradycyjnym pochówku kupujemy trumnę i chowamy ciało. Przy kremacji trzeba zapłacić za trumnę kremacyjną, która kosztuje około 600–800 zł, urnę za mniej więcej 400 zł i samo spopielenie, czyli kolejne około tysiąca złotych. Oszczędność pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy urnę można dochować do istniejącego grobu albo wybrać mniejsze, tańsze miejsce urnowe – wyjaśnił.

Kremacja pozwala też lepiej wykorzystywać przestrzeń cmentarzy. W jednym grobie można pochować kilka urn, podobnie jak w niszy kolumbarium. Ma to coraz większe znaczenie, ponieważ w wielu miastach możliwości rozbudowy nekropolii są ograniczone.

Cmentarze będą się zapełniały, bo ludzie umierają. Nie wszędzie jest możliwość wyznaczenia nowych terenów. Dlatego pochówki urnowe stają się coraz ważniejsze – powiedział Wolicki.

Według wstępnych danych GUS w pierwszych trzech kwartałach 2026 r. w Polsce zmarło około 305 tys. osób, o 3 tys. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie urodziło się zaledwie 176 tys. dzieci, o 6 tys. mniej niż przed rokiem. Oznacza to, że liczba zgonów przewyższyła liczbę urodzeń o 129 tys. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa rośnie znaczenie usług pogrzebowych, a także problem zapewnienia miejsc pochówku i utrzymania cmentarzy.

W Polsce funkcjonuje ponad 12 tys. cmentarzy, zajmujących łącznie ponad 16 tys. hektarów. W dużych aglomeracjach znalezienie terenu pod nową nekropolię jest coraz trudniejsze. Problemem są nie tylko ceny gruntów, ale także sprzeciw mieszkańców, którzy nie chcą cmentarzy w sąsiedztwie swoich domów.

Wolicki poinformował, że w Polsce działają obecnie 93 krematoria, a kolejne są budowane. Jego zdaniem ich liczba będzie rosła wraz z zainteresowaniem kremacją.

Rośnie zainteresowanie świeckimi mistrzami ceremonii

Zmiany zachodzą również w samych ceremoniach. Polska Izba Branży Pogrzebowej zwróciła uwagę, że rodziny coraz częściej pytają o możliwość transmisji pogrzebu przez internet, aby w pożegnaniu mogli uczestniczyć bliscy mieszkający za granicą. Rośnie także zainteresowanie świeckimi mistrzami ceremonii i mówcami pogrzebowymi.

O ile jednak zwyczaje pogrzebowe się zmieniają, o tyle prawo pozostaje niemal w miejscu. – Pracujemy na ustawie z 1959 r., która w dużej mierze powiela rozwiązania jeszcze z 1932 r. To przepisy tworzone dla zupełnie innego świata. Największym problemem jest brak jasnego określenia, kto i na jakich zasadach może prowadzić zakład pogrzebowy – podkreślił Wolicki.

Jak wyjaśnił, obecnie do rozpoczęcia działalności pogrzebowej wystarczy zarejestrowanie firmy. Nie ma obowiązku posiadania własnej chłodni, odpowiedniego zaplecza technicznego ani zatrudniania wykwalifikowanych pracowników.

– Żeby otworzyć budkę z hot-dogami, trzeba spełnić określone wymagania sanitarne, mieć odpowiedni lokal i wyposażenie. A zakład pogrzebowy może założyć praktycznie każdy, nawet jeśli nie dysponuje żadną infrastrukturą. Mówimy przecież o działalności związanej z przechowywaniem i transportem ludzkich zwłok – zauważył.

Jego zdaniem brak szczegółowych wymagań sprzyja nieuczciwej konkurencji. Przedsiębiorcy inwestujący w chłodnie, specjalistyczne samochody i profesjonalny personel ponoszą znacznie większe koszty niż firmy korzystające z usług podwykonawców, których działalność trudniej kontrolować.

Podobne zastrzeżenia zgłasza Polska Izba Branży Pogrzebowej. Według jej szacunków szara strefa w sektorze może powodować straty dla finansów publicznych sięgające około 6 mld zł rocznie. Izba wskazuje, że kolejne ekipy rządzące zapowiadały uporządkowanie przepisów, ale dotychczas nie doprowadziło to do kompleksowej reformy.

Niejasne przepisy dotyczące opłat na cmentarzach

Osobnym problemem są opłaty cmentarne. Wolicki zwrócił uwagę, że obowiązujące przepisy nie odpowiadają współczesnym realiom utrzymywania nekropolii. Spory dotyczą między innymi opłat za korzystanie z infrastruktury cmentarnej, wywóz odpadów czy utrzymanie alejek.

– Cmentarz trzeba utrzymać, zapewnić wodę, wywozić śmieci, remontować alejki. To wszystko kosztuje. Tymczasem przepisy dotyczące pobierania opłat są niejasne i prowadzą do sporów sądowych – powiedział.

Nierówności występują również między poszczególnymi rodzajami grobów. W przypadku grobów ziemnych opłatę za zachowanie miejsca wnosi się zasadniczo na kolejne 20 lat. Natomiast za wielomiejscowe groby murowane płaci się tylko raz, wprawdzie trzy razy więcej niż za grób ziemny, ale opłata nie jest ponawiana.

– Uważam, że zasady powinny być jednakowe. Niezależnie od tego, czy jest to grób ziemny, murowany czy miejsce w kolumbarium, opłaty za utrzymanie powinny być regulowane w podobny sposób – ocenił Wolicki.

Dyskusja o reformie prawa pogrzebowego obejmuje także możliwość przechowywania urn w domach i rozsypywania prochów poza cmentarzami. Obecne przepisy wymagają pochowania prochów w miejscach do tego przeznaczonych.

Jednak Wolicki sceptycznie odnosi się do pomysłu przechowywania urn przez rodziny. – Już dziś zdarzają się konflikty o to, kto ma prawo decydować o grobie. A co będzie, jeśli urna stanie się przedmiotem rodzinnych sporów albo dziedziczenia? Kto zdecyduje, gdzie mają znajdować się prochy? – spytał.

Inaczej ocenia możliwość rozsypywania prochów w specjalnie wyznaczonych miejscach. Jego zdaniem takie rozwiązanie mogłoby mieć sens, pod warunkiem jasnego określenia zasad i poszanowania woli zmarłego.

"Zmarłemu nie pomoże drogi granit"

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego zwrócił też uwagę na inny problem: rosnące koszty utrzymywania grobów i ogromne ilości odpadów powstających na cmentarzach, szczególnie w okresie Wszystkich Świętych.

– Przybywa sztucznych kwiatów, plastikowych zniczy i ozdób. Dla zarządców cmentarzy są to przede wszystkim tony śmieci, które trzeba zebrać i wywieźć. A przecież pamięć o zmarłym nie zależy od tego, ile zniczy postawimy ani jak drogi będzie pomnik – powiedział.

Wolicki wspominał cmentarze w Skandynawii, gdzie dominują skromne nagrobki i naturalne kwiaty, a odwiedzający skupiają się bardziej na pielęgnowaniu pamięci niż na wystawności grobów.

– U nas często ważniejsze jest to, czy pomnik kosztował 5 czy 50 tys. zł. Tymczasem zmarłemu nie pomoże ani drogi granit, ani tysiąc zniczy. Powinna liczyć się pamięć o człowieku, a nie to, ile pieniędzy wydaliśmy na jego grób – podsumował.

Wybrane dla Ciebie