PPWK

skomentuj
Jarg / 2007-06-29 19:55
Witam

Ponieważ nastąpiła "fundamentalna" modernizacja poznikały stare wątki spółek, w tym PPWK, w którym był wklejony artykulik "PPWK short story" :-)... ale na szczęście zachował się w archiwum moich postów. Wątek branżowy tej spółeczki wypada zacząć właśnie od niego...

Tekst opublikowany pierwotnie na forum komentarzy giełdowych 23.10.2006

Zainspirowany przez Lojkę postanowiłem napisać "kilka zdań" na temat spółki PPWK - czwartego obok Agory, Muzy i WSIPu wydawcy obecnego na GPW, a moim skromnym zdaniem najbardziej perspektywicznego i godnego uwagi.

Weekendowy "upadek" mojej sieci osiedlowej spowodował, że publikuję tekst dopiero teraz, co jednak zaowocowało znaczącym przyrostem treściowym artykułu (wena!).
Postanowiłem przytoczyć kilka ciekawych faktów z historii firmy w czasie jej obecności na giełdzie, gdyż stanowią one interesujący aspekt funkcjonowania spółek giełdowych w ogóle.
Relacje panujące w firmie pamiętam z okresu pracy w PPWK. Posiłkowałem się także artykułami prasowymi, których kilka zachowałem w szpargałach :-).
Nie będę przytaczał zbyt wielu danych liczbowych dotyczących bilansów finansowych, ponieważ można bez problemu znaleźć je na stronach www.
Tekst zawiera zapewne kilka nieścisłości, lecz nie wypaczają one treści. No cóż, starość nie radość :-)))

NIEWYKORZYSTANA SZANSA

W momencie wejścia na giełdę w styczniu 1996 PPWK była postpaństwowym molochem kontrolującym ok. 70% rynku publikacji kartograficznych (atlasów szkolnych, ogólnogeograficznych, historycznych, atlasów i map samochodowych, planów miast, map turystycznych itp.). W prospektach emisyjnych z 1994 i 1996 można było przeczytać m.in. że "celem emisji jest zdobycie kapitału, koniecznego do przeprowadzenia prac, związanych z poprawą pozycji spółki na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. 40 procent wpływów z emisji spółka przeznacza na zakup nowych maszyn i urządzeń drukarskich, 30 procent na prace, związane z komputeryzacją opracowań kartograficznych. Spółka planuje stały wzrost przychodów oraz rozwój sieci
dystrybucji, w związku z czym istnieje konieczność rozbudowy parku transportowego". Pięknie.
Realizacja tego planu zapewniłaby firmie dominującą pozycję na rynku jeszcze przez wiele lat. Konkurencja, choć agresywna, była wówczas dość rozdrobniona i w istocie słaba. Wystarczyło dobrze wykorzystać środki pozyskane z przeprowadzonych z sukcesem emisji.
Nikt jednak nie potrafił tego zrobić. Ówczesny zarząd firmy (m.in. prezes A. Melion i
dyrektor finansowy Ziaziula) składał się z ludzi nie mających nowoczesnego wykształcenia ekonomicznego, a także (a może przede wszystkim) talentu do biznesu. Nie brali oni pod uwagę propozycji młodszej kadry zarządzającej np. z-cy dyrektora finans. Rafała Berlińskiego, nie mówiąc już o nas - kierownikach i redaktorach merytorycznych. Wskutek tego kupowano urządzenia niepotrzebne albo systemy komputerowe tak zaawansowane i drogie, że zupełnie niedostosowane do specyfiki produkcji wydawnictwa, a przez to nierentowne. Firma kupiła także udziały w Warszawskiej Drukarnii Akcydensowej (oddając przy tym wyłączność na druk swoich wyrobów co spowodowało wzrost kosztów druku o 20-30%) oraz pakiet akcji Muza S.A.

OFIARA SPEKULACJI

Pomimo niezbyt optymistycznych wyników kurs akcji spółki zaczął intensywnie rosnąć osiągając we wrześniu 1997 maximum na poziomie 33 zł. Okazało się, że firma padła ofiarą grupy spekulacyjnej (tzw. "spółdzielni poznańskiej") bodaj pierwszej tego typu afery ujawnionej na GPW. O ile pamiętam, wydano nawet kilku osobom wyroki w zawieszeniu.

"CICHE" PRZEJĘCIE

Widząc nieskuteczność swoich działań zarząd firmy zdecydował zwrócić się w 1999 do firmy konsultingowej BTW Consulting o przygotowanie programu naprawczego. Prezesi BTW (Błaszczyński, Tobolewski, Wandzel) natychmiast zauważyli potencjalną atrakcyjność PPWK jako inwestycji, której atutami były:

1. Cenne aktywa w postaci nieruchomości w Warszawie i we Wroclawiu, w dodatku wycenione w bilansie za ułamek wartości rynkowej.
2. Bardzo słaby i niezorganizowany akcjonariat, wywodzący się głównie z pracowników, którzy przejęli spółkę od Skarbu Państwa na zasadzie leasingu pracowniczego.
3. Całkowity brak zadłużenia.

Prawdopodobnie porozumieli się wówczas z managerami zarządzającymi portfelami klientów w CA IB Investments Management. Ci skupili w połowie 1999 pakiet ponad 1 mln akcji spółki płacąc po 7-9 zł za papier. W czerwcu 2000 CA IB dysponowało 38,5 % ogólnej liczby akcji spółki, dających 26,4% głosów na WZA. Ponieważ posiadaczami tych akcji było blisko 90 klientów CAIB IM, nie istniały wymogi informowania o przekroczeniu progu 5 % na WZA, ani też ogłaszania wezwania do sprzedaży akcji. Stąd też w raportach okresowych znaleźć można było do połowy 2000 jako gł. akcjonariuszy jedynie M. Mikołajczaka (9,8%) i A. Melion (6,6%).

Największe zmiany personalne w spółce zaszły w 1999. W dniu 30 kwietnia 1999 WZA wybrało całkowicie nową Radę Nadzorczą, jednocześnie ograniczając liczbę jej członków z 8 do 5. Doszło także do zmian w zarządzie. Odwołano prezes Alinę Melion, dyrektora handlowego Piotra Trochimiuka i dyrektora finansowego Kazimierza Brzózkę. Na stanowisko prezesa powołany został Jacek Błaszczyński (BTW), wiceprezesa: Rafał
Berliński.

Nowy zarząd zabrał się ostro do pracy. Czyszczono bilans. Przygotowywano do sprzedaży nieruchomości spółki i rozpoczęto skup własnych akcji w celu wzmocnienia pozycji zarządu.

Sens zmian personalnych był prosty: zarządzanie spółką przejął Jacek Błaszczyński z BTW Consulting, zaś Rada Nadzorcza została obsadzona przez ludzi zwiazanych z CA IB, które było wówczas największym akcjonariuszem. Od zarządzania PPWK odsunięto starą kadrę, przydzielając do pomocy J. Błaszczyńskiemu - Rafała Berlińskiego.

Warto wspomnieć, że BTW Consulting zasłynęła po raz pierwszy przy próbie przejęcia BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank, jako doradca strony niemieckiej.

O KROK OD UPADKU

Niedługo potem pojawiły się rozdźwięki w zarządzie BTW. Tobolewski i Wandzel
chcieli zapewne doprowadzić do spieniężenia najcenniejszych elementów PPWK, natomiast Jacek Błaszczyński "odkrył" w sobie powołanie do zarządzania mającą perspektywy firmą, wskutek czego panowie wzięli "rozwód".

Błaszczyński nie okazał się jednak "Karkosikiem" rynku wydawniczego, chociaż kilka jego pomysłów zaowocowało w późniejszych latach. Z firmy odchodzili w tym czasie najlepsi pracownicy. Do nieporozumień dochodzilo w zarządzie spółki, w wyniku których w maju 2001 Rafał Berliński złożył rezygnację (mniej więcej w tym samym czasie ja także pożegnałem się z firmą). W wyniku złych decyzji prezesa sytuacja PPWK nieustannie ulegała pogorszeniu (nie będę rozpisywał się o szczegółach). Faktem jest, że już na początku 2002 r. zobowiazania krótkoterminowe spółki przekraczały 38 mln zł, a kurs akcji osiągnął minimum na poziomie 1,33 zł.

13 sierpnia 2002 zniecierpliwiona RN odwołała Jacka Błaszczyńskiego ze stanowiska prezesa, powołując jednocześnie na to stanowisko Rafała Berlińskiego.
W międzyczasie Berliński był dyrektorem finansowym w WKRA S.A.

JAK FENIKS Z POPIOŁU

Nowy prezes natychmiast podjął starania mające na celu wyciagnięcie firmy z kłopotów.
Dogadanie się z wierzycielami wymagało szybkiego zdobycia śroków finansowych co stanowiło nie lada problem. Spółce zdążyli już wyrosnąć goźni konkurenci (m.in. DEMART i WIKING na rynku atlasów szkolnych). W zaistniałej sytuacji zarząd z Berlińskim na czele podjął na pod koniec 2002 decyzję o sprzedaży NOWEJ ERZE całego segmentu wydawnictw szkolnych (podręczników, atlasów i map sciennych wraz z zespołem redakcyjnym) za 12 mln zł. Było to bardzo dobre posunięcie. Rynek wydawnictw edukacyjnych kurczy się nieustannie przede wszystkim na skutek pogłębiajacego się niżu demograficznego. Poza tym środowisko wydawnicze
uznało tę cenę za wyjątkowo wygórowaną. Nie ucierpiała przy tym spoistość firmy, ponieważ 85% oferty szkolnej powstawało w oddziale wrocławskim (sprzedano po prostu cały oddział).
Do 2005 sytuacja finansowa spółki systematycznie się poprawiała, a gdy w tym samym roku sprzedano spółkę zależną PPWK Geoinvent ("dziecko" prezesa Błaszczyńskiego) koncernowi Tele Atlas za 2,9 mln euro - odzyskała w pełni płynność finansową.

PRZYSZŁOŚĆ

Moim zdaniem - jak najlepsza.
Pomimo tylu perypetii (w wyniku których spółka przeszła całkowitą metamorfozę), PPWK
zachowała dominującą pozycję na rynku kartografii użytkowej. W swojej bogatej ofercie
posiada zarówno wysokiej jakości wydawnictwa drukowane (atlasy miast, plany miast, mapy ścienne oferowane pod marką COPERNICUS), jak również cyfrowe wydawnictwa kartograficzne, oparte na najnowszych technologiach z wykorzystaniem systemów GIS i GPS (Navigo – Cyfrowa Mapa Samochodowa Polski). Wystarczy wspomnieć, że (wg. prezesa) sprzedaż kartografii turystycznej wzrosła w 2005 r. o 90%. I nic w tym niezwykłego. Wg. dostępnych źródeł liczba turystów odwiedzających np. Wrocław wzrosła z 0,5 mln w 2004 do 3,5 mln (prognoza) w 2006.
Spółka posiada wysokowykwalifikowaną kadrę pracowników rekrutującą się głównie z
Politechniki Warszawskiej. Niewątpliwym atutem PPWK jest jej prezes Rafał Berliński -
sprytny i błyskotliwy manager. Firma prowadzi obecnie nabór pracowników.
Pewnym mankamentem z punktu widzenia inwestora giełdowego jest niska płynność akcji spółki, ale nie są też one przewartościowane. Zdecydowanie mogę polecić akcje PPWK jako średnio lub długoterminową inwestycję.

Pozdrawiam,
Jarg
skomentuj
Wpisy na forum dyskusyjnym Money.pl stanowią wyraz osobistych opinii i poglądów ich autorów i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych. Money.pl nie ponosi za nie odpowiedzialności.

PODOBNE WĄTKI NA FORUM

Najnowsze wpisy