Notowania

dziś w money
16.07.2008 08:47

Spadek ceny ropy uruchomił realizację zysków

Wczoraj wydarzeniem była przecena na rynku ropy. W czasie sesji cena spadała nawet o ponad 10 dolarów (licząc od szczytu) - zbliżyła się do 136 USD.

Podziel się
Dodaj komentarz

Wczoraj wydarzeniem była przecena na rynku ropy. W czasie sesji cena spadała nawet o ponad 10 dolarów (licząc od szczytu) - zbliżyła się do 136 USD.

Sesję zakończyła spadkiem o 4,4 proc. (138,5 USD). To był bardzo tajemniczy spadek. W żadnym przypadku nie przekonują mnie powody podawane w komentarzach, ale dla porządku je przytoczę. Podobno przecenę wywołał Ben Bernanke twierdząc, że wzrost gospodarczy w USA jest zagrożony.

Mówiono też, że winny jest OPEC, który obniżył prognozy popytu na lata 2008 - 2009. Od kiedy to jednak rynek ropy przejmuje się prognozami wzrostu gospodarczego i oczekiwaniami co do wielkości popytu? Ja takich reakcji od lat nie widziałem. Najbardziej zabawne jest to, że widziano również w słowach prezydenta Busha powód do obniżenia ceny ropy.

Rzeczywiście wspomniał coś o zrezygnowaniu z zakazu wierceń przybrzeżnych, ale to musi zatwierdzić Kongres, który za takim rozwiązaniem nie jest. Według mnie mogą być tylko dwa (może trzy...) powody przeceny: osuwająca się cena doprowadziła do uruchomienia potężnych zleceń stop albo jakiś duży bank inwestycyjny likwidował swoje pozycje (albo jedno i drugie razem).

Trend wzrostowy ocalał, ale jeśli padnie poziom 135,50 to powstanie formacja podwójnego szczytu i wygenerowany zostanie sygnał sprzedaży.

Dużo mówiło się o wystąpieniu Bena Bernanke, szefa Fed. To, co dało się wyłowić nie brzmiało optymistycznie. Stwierdził, że sytuacja jest niezwykle niejasna, a zagrożenia zarówno dla wzrostu gospodarczego jak i inflacji rosną.

Zmieniona została prognoza inflacji na ten rok. Już nie wzrośnie o 3,1 - 3,4 proc., a 3,8 - 4,2 procent. W zasadzie można powiedzieć, że spadek inflacji i powrót do wzrostu gospodarczego Fed przesunął na 2009 rok. Jedynym pozytywem było to, że Bena Bernanke stwierdził, iż amerykańskie banki mają wystarczające kapitały, żeby przetrwać obecny kryzysy.

I właśnie to ostatnie stwierdzenie posłużyło do odwrócenia kierunku indeksów, które od początku sesji gwałtownie spadały. Każdy pretekst (bo przecież nie realny powód) był dobry na wyprzedanym rynku. Duży spadek ceny ropy bardzo się w tej sytuacji bykom przydał.

Gracze uwierzyli szefowi Fed, mimo że przecież doskonale wiedzieli, że jego słowa o dobrej sytuacji banków są całkowicie bez pokrycia. Nie wiem, czy przypadkiem bardziej bykom nie pomogła inna informacja. SEC (komisja papierów wartościowych w USA) poinformowała, że pilnie doprowadzi do ograniczenia krótkiej sprzedaży na akcjach Fannie Mae i Freddie Mac oraz banków, które mają uprawnienia do transakcji z Fed. Kuriozalna decyzja... Niedługo w USA będą informowali o tym co można, a co nie można kupować.

To wszystko, co na mocno wyprzedanym rynku wymusiło realizację zysków z posiadanych krótkich pozycji, a to z kolei doprowadziło do dramatycznego zwrotu i wzrostu indeksu NASDAQ. Szeroki rynek, mierzony indeksem S&P 500, jednak zamknął się kolejnym pokaźnym spadkiem. Ten zwrot na NASDAQ nie jest niczym szczególnym, ale przy odrobinie szczęścia może się przerodzić w dłuższą zwyżkę.

W Polsce okazało się, że dane makro były dla złotego korzystne. W czerwcu w Polsce inflacja (CPI) wzrosła o 4,6 procent (oczekiwano 4,5 procent), a przeciętne wynagrodzenie o 12 procent (oczekiwano 11 proc.). Zatrudnienie jednak wzrosło tylko o 4,8 proc. (oczekiwano 5,4 proc.).

Te ostatnie dane na razie tylko ostrzegają, że dynamika wzrostu zatrudnienia spada. Dane uzupełnił profesor Dariusz Filar z RPP stwierdzając, że Rada powinna podwyższyć stopy procentowe już na najbliższym posiedzeniu. Stwierdził też, że jednak podwyżka to za mało.

Ponieważ w czasie jego wypowiedzi spadał już kurs EUR/USD to złoty zaczął umacniać się w stosunku do euro. Kolejny raz postrzegam, że ta zabawa stopami i kursem walutowym źle się dla gospodarki skończy.

GPW rozpoczęła wtorek podobnie jak inne giełdy amerykańskie - spadkami indeksów. Paniki nie było, podobnie jak na innych giełdach. Jednak koło 11.00 nastąpiła sekwencja, która indeksy załamała. Niemiecki instytut ZEW poinformował o gwałtownym spadku indeksu zaufania inwestorów.

W normalnej sytuacji mało kto by się tym przejął, bo ten raport ma od dawna znikomą wartość prognostyczną. Jednak tym razem było inaczej. Kurs EUR/USD spadł, ale tylko na krótko i zaraz zawrócił. Odczytano ten odwrót jako sygnał kupna euro - jeśli fatalne dane euro nie osłabiły to trzeba kupować.

To doprowadziło do przełamania poziomu 1,60 USD i uruchomienia zleceń stop loss. To z kolei podniosło o ponad jeden procent cenę ropy. Potem już nie pomogło cofnięcie się kursu EUR/USD - indeksy w Europie już ruszyły na południe. Takie załamanie natychmiast znalazło przełożenie na nasz rynek.

Pojawiła się klasyczna panika, która stosunkowo szybko została opanowana na rynku dużych spółek, ale MWIG40 nadal spadał jak kamień. Poprawa sytuacji na rynkach europejskich przed rozpoczęciem sesji w USA i przed pojawieniem się szefa Fed również u nas przez pewien czas redukowała skalę spadków, ale koniec był fatalny - indeksy spadły po 3 i więcej procent.

Wczorajsze zakończenie sesji w USA niewiele zmienia, ale wyniki Intela powinny doprowadzić do zwiększenia popytu. Należy jednak dzisiaj patrzeć na poszczególne spółki, a nie na WIG20. Trzeba pamiętać, że dzisiaj KGHM ma pierwszy dzień notowań bez dywidendy (9,00 zł na akcję).

Na notowaniach spółki tego widać nie będzie, bo kurs odniesienia będzie o te 9 złotych obniżony, ale WIG20 może to mocno odczuć. Gdyby ceny innych akcji się nie zmieniły to spadek ceny akcji KGHM będzie obniżał indeks o ponad jeden procent. Ma to duże znaczenie dla graczy na kontraktach.

Tagi: dziś w money, giełda, komenatrze giełdowe, wiadomości, gospodarka, komentarze giełdowe, komentarz, komentarze
Źródło:
Xelion
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz