"Koniec rozdziału". Brand24 zejdzie z giełdy
Brand24 schodzi z giełdy. Prezes Michał Sadowski podsumował 8 lat Brand24 na GPW. Opowiada o kryzysie, presji wyników i tym, dlaczego firma opuszcza warszawski parkiet.
Decyzja o delistingu, czyli wycofaniu akcji z obrotu giełdowego, stała się faktem. Michał Sadowski, współtwórca i prezes Brand24, wykorzystał ten moment do opublikowania na platformie X (dawniej Twitter) szczegółowej analizy lat spędzonych na warszawskim parkiecie.
Historia giełdowa Brand24 rozpoczęła się w styczniu osiem lat temu. Spółka zadebiutowała najpierw na rynku NewConnect, by w 2018 roku przenieść się na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W tamtym czasie krok ten wydawał się naturalną konsekwencją rozwoju firmy monitorującej internet. Zarząd poszukiwał kapitału na ekspansję zagraniczną, a fundusze inwestycyjne, które wsparły spółkę na wcześniejszym etapie, potrzebowały możliwości wyjścia z inwestycji, gdyż ich horyzont czasowy kończył się w latach 2019-2020.
Prezes spółki nie ukrywa, że bycie podmiotem publicznym było ogromnym wyzwaniem. – Współprowadzenie spółki giełdowej było jednym z najbardziej intensywnych doświadczeń w moim życiu przedsiębiorcy – przyznaje Michał Sadowski we wpisie.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Brak pieniędzy jako dźwignia biznesowa
W początkowych latach działalności na giełdzie zarząd Brand24 zmagał się z poczuciem chronicznego niedofinansowania. Konkurencja dysponowała znacznie większymi budżetami, co pozwalało jej na swobodniejsze wydatki na technologię, działania marketingowe czy przestrzeń biurową. Z perspektywy czasu Sadowski ocenia jednak tę sytuację w zaskakujący sposób. Ograniczone zasoby wymusiły na zespole kreatywność, której nie dałoby się kupić za pieniądze.
My nie mogliśmy rzucać kasą w problemy. Musieliśmy kombinować. Dzięki temu wyszły pomysły na nietypowe akcje marketingowe, czy funkcje produktu, które niósły biznes bardziej niż miliony na google ads – pisze prezes Brand24.
Zwraca on uwagę, że większość konkurentów, którzy wówczas dysponowali potężnym kapitałem, dzisiaj już nie istnieje na rynku. Brand24 przetrwał, a nabyte nawyki oszczędnego gospodarowania zasobami pozostały w DNA firmy mimo poprawy sytuacji finansowej.
Giełda jako ratunek w kryzysie
Jednym z kluczowych wątków poruszonych przez Michała Sadowskiego jest rola giełdy w momentach kryzysowych. Najtrudniejszy test dla spółki nadszedł w 2019 roku, kiedy Facebook (obecnie Meta) zablokował Brand24 dostęp do swojego API, co uderzyło w fundamenty działania narzędzia monitorującego. Sytuacja była dramatyczna, a stabilność firmy zawisła na włosku.
Wówczas status spółki publicznej okazał się zbawienny. Umożliwił on błyskawiczne pozyskanie kapitału od inwestorów bez konieczności przeprowadzania wielomiesięcznych procesów due diligence czy negocjacji z funduszami Private Equity. Szybka emisja akcji pozwoliła przetrwać najgorszy okres. – To realnie pozwoliło nam nie cofnąć się o kilka kroków. Wiele osób giełdy pomogło nam w tamtym czasie, ale też skorzystało kupując akcje po kilkanaście złotych – wspomina Sadowski.
Status spółki notowanej na GPW przyniósł również korzyści wizerunkowe. Transparentność wymagana od podmiotów publicznych budowała zaufanie zarówno wśród krajowych partnerów, jak i zagranicznych kontrahentów, którzy z aprobatą przyjmowali informację o obecności firmy na giełdzie.
Płynność dla pracowników i założycieli
W swoim wpisie prezes Brand24 porusza również kwestie finansów osobistych założycieli oraz programów motywacyjnych dla pracowników (ESOP). Giełda zapewnia płynność, która sprawia, że akcje stają się realnym, zbywalnym aktywem. Dla zespołu jest to silny motywator, dający poczucie faktycznego uczestnictwa w sukcesie przedsiębiorstwa.
Dla samych założycieli debiut giełdowy był okazją do tzw. mikro exitu. Sadowski wraz ze wspólnikiem sprzedali po 1 proc. swoich udziałów, co pozwoliło im na uregulowanie prywatnych zobowiązań, w tym kredytów hipotecznych. Menedżer zwraca jednak uwagę na trudny aspekt psychologiczny takich transakcji. Sprzedaż akcji przez założyciela, nawet jeśli dotyczy śladowej części pakietu i służy zaspokojeniu podstawowych potrzeb życiowych po dekadzie budowania firmy, często jest odbierana przez rynek negatywnie.
– Warto jednak podkreślić, że sprzedaż przez foundera (nawet małej części udziałów) jest zazwyczaj postrzegana jako utrata wiary w biznes. Nawet jeśli po 10 latach budowy biznesu człowiek chciałby sprzedać odrobinę akcji, aby przestać martwić się kredytem hipotecznym - znajdą się krytycy – zauważa Michał Sadowski.
Ciemna strona bycia spółką publiczną
Decyzja o zejściu z giełdy podyktowana była również szeregiem wad, jakie niesie ze sobą obecność na parkiecie. Sadowski wymienia przede wszystkim rozproszenie uwagi i presję na wyniki krótkoterminowe. Konieczność raportowania kwartalnego, nieustanne spotkania z inwestorami i śledzenie kursu akcji odciągają zarząd od tego, co najważniejsze – rozwoju produktu i obsługi klienta.
Mechanizmy rynkowe często promują narrację kosztem rzeczywistości operacyjnej. Presja na "dowiezienie wyniku" w danym kwartale może blokować odważne decyzje strategiczne, które przyniosłyby owoce dopiero w dłuższej perspektywie, ale krótkoterminowo obniżyłyby zyskowność. – Narracja często wygrywa z rzeczywistością operacyjną. Presja na dobre wyniki kwartalne odciąga od myślenia na lata do przodu – twierdzi prezes Brand24.
Do tego dochodzi aspekt emocjonalny. Kurs akcji nie zawsze odzwierciedla kondycję firmy, co bywa frustrujące dla zespołu. Sadowski przytacza dane: na początku 2024 roku wycena Brand24 wciąż nie wróciła do poziomów sprzed kryzysu z Facebookiem, mimo że firma operacyjnie była w zupełnie innym, lepszym miejscu. Przychody wzrosły z 7 mln zł do 28 mln zł, a strata zamieniła się w milionowe zyski.
– Ta świadomość była momentami bolesna – przyznaje szczerze Sadowski, opisując rozdźwięk między wynikami finansowymi a wyceną rynkową.
Koniec rozdziału
Michał Sadowski podkreśla, że giełda pozostanie ważnym elementem historii spółki. Mimo trudnych momentów i "przeczołgania" przez rynek, to właśnie ten ekosystem pozwolił firmie przetrwać i się rozwinąć. Prezes Brand24 dziękuje inwestorom za lata wsparcia, konstruktywne uwagi i relacje, które przetrwają mimo wycofania spółki z obrotu.
Wpis kończy się oceną giełdy jako narzędzia dla przedsiębiorców. – Giełda może działać jak akcelerator - przyspieszać rozwój, otwierać nowe możliwości i podnosić ambicje. Ale potrafi też mocno obciążyć - psychicznie, operacyjnie i decyzyjnie. To zdecydowanie nie jest droga dla każdego – podsumowuje Michał Sadowski.