Ceny ropy powyżej granicy. Rynek wycenia ryzyko blokady Ormuz
Notowania ropy Brent ponownie przebiły poziom 70 dolarów za baryłkę. To reakcja inwestorów na rosnące ryzyko konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej i amerykańską rozbudowę militarną w pobliżu Iranu. Jak wynika z analizy Saxo Banku, rynki przestały traktować napięcie jako jednorazowy wstrząs, a zaczęły wyceniać scenariusz długotrwałych zakłóceń w najważniejszym punkcie tranzytowym świata.
W ostatnich dniach uwaga globalnych rynków surowcowych ponownie skupiła się na Bliskim Wschodzie. Wzrost cen ropy nie wynika tym razem ze zmiany fundamentów makroekonomicznych, takich jak nagły skok popytu konsumenckiego, lecz jest bezpośrednim odzwierciedleniem strachu. Inwestorzy budują w wycenach tak zwaną premię za ryzyko, obawiając się, że najważniejsza światowa arteria transportu paliw – cieśnina Ormuz – może znaleźć się w zasięgu działań zbrojnych.
Obecny poziom notowań oznacza powrót do wartości, których nie widzieliśmy od września ubiegłego roku. Rynek ropy pozostaje w stanie podwyższonej czujności, a każda informacja z regionu Bliskiego Wschodu natychmiast przekłada się na ruchy cenowe.
Święta wojna. Tak Putin wykorzystuje Kościół Prawosławny do walki
Rynek boi się długiej kampanii
Kluczowym czynnikiem zmieniającym nastroje jest perspektywa czasu. Dotychczasowe incydenty traktowano często jako chwilowe zaburzenia, jednak obecna sytuacja geopolityczna, w tym presja Izraela na zmiany polityczne w Teheranie oraz ruchy wojsk USA, sugeruje możliwość dłuższego konfliktu.
Powrót notowań ropy Brent powyżej 70 USD za baryłkę sygnalizuje, że rynek wzmacnia i tak już znaczącą premię za ryzyko geopolityczne, zamiast zmieniać wycenę fundamentów. Doniesienia, że ewentualna operacja wojskowa USA mogłaby przekształcić się w kilkutygodniową kampanię, w połączeniu z presją Izraela na działania zmierzające do zmiany reżimu w Teheranie, przesunęły uwagę inwestorów z jednorazowego wstrząsu na ryzyko długotrwałych zakłóceń – stwierdza Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, w analizie przesłanej Money.pl.
Ekspert podkreśla, że obecne wyceny to w istocie koszt "ubezpieczenia geopolitycznego". Nie jest to jeszcze werdykt rynku o nieuchronności blokady, ale wyraźny sygnał, że inwestorzy nie chcą być zaskoczeni nagłym odcięciem podaży.
Wąskie gardło światowej energetyki
Obawy o cieśninę Ormuz są uzasadnione jej strategicznym znaczeniem. To wąskie gardło, przez które każdego dnia przepływa blisko 20 milionów baryłek ropy i produktów rafineryjnych. Odpowiada to za niemal jedną piątą globalnego zużycia płynnych paliw. Blokada lub poważne ograniczenie przepustowości tego szlaku uderzyłoby w eksport nie tylko Iranu, ale przede wszystkim w gigantów z Zatoki Perskiej: Arabię Saudyjską, Irak, Kuwejt oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Problem polega na braku realnej alternatywy. Choć Arabia Saudyjska i ZEA posiadają rurociągi omijające cieśninę (odpowiednio East-West Petroline i Abu Dhabi Crude Oil Pipeline), ich przepustowość jest niewystarczająca. Infrastruktura ta mogłaby przekierować zaledwie 2–3 miliony baryłek dziennie, co stanowi ułamek wolumenu transportowanego obecnie przez Ormuz. Nawet częściowe zakłócenia wymusiłyby gwałtowny wzrost kosztów ubezpieczenia frachtu i stworzyłyby logistyczny chaos na długo przed ewentualną pełną blokadą.
Chiński bufor i iluzoryczna nadpodaż
Ewentualny kryzys w cieśninie Ormuz uderzyłby asymetrycznie. Ponad 80 proc. ropy przepływającej przez ten punkt trafia na rynki azjatyckie. Szczególnie narażone są Chiny, które odbierają lwią część irańskiego eksportu, korzystając z rabatów oferowanych przez objęty sankcjami Teheran. Pekin posiada jednak narzędzia obronne – w ostatnich latach Chiny zgromadziły znaczne zapasy surowca, co pozwala im na elastyczność. W przypadku skoku cen, Państwo Środka może czasowo ograniczyć import i uwolnić rezerwy strategiczne, łagodząc szok popytowy.
Sytuacja na rynku jest o tyle skomplikowana, że "na papierze" mamy do czynienia z nadpodażą surowca. Goldman Sachs zwraca jednak uwagę, że jest to nadwyżka specyficzna. Znaczna część "nadmiarowej" ropy to surowiec z Rosji, Iranu i Wenezueli, który z powodu sankcji zalega na morzu, a nie w dostępnych magazynach krajów OECD. Oznacza to, że mimo nagłówków o nadprodukcji, fizyczny rynek dostępnej od ręki ropy pozostaje napięty, co dodatkowo wspiera wysokie ceny.
W tle tych wydarzeń istotna pozostaje polityka wewnętrzna USA. Zbliżające się wybory sprawiają, że Waszyngton ma ograniczoną tolerancję na wzrost cen paliw na stacjach benzynowych. Choć amerykańskie rezerwy strategiczne zostały częściowo odbudowane do poziomu 415 milionów baryłek, ich ponowne użycie jest politycznie ryzykowne.
Metale łapią oddech w cieniu Azji
Podczas gdy rynek ropy rozgrzewają obawy wojenne, na rynku metali szlachetnych i przemysłowych panuje odmienna atmosfera, podyktowana kalendarzem w Azji. Obchody Księżycowego Nowego Roku i zamknięcie chińskich giełd obnażyły, jak bardzo ostatnie wzrosty cen metali były uzależnione od popytu z Dalekiego Wschodu.
Złoto, srebro i miedź rozpoczęły tydzień pod presją podaży. Ole Hansen w swoim komentarzu zauważa, że paraboliczne wzrosty ze stycznia, napędzane przez azjatyckich inwestorów, ustąpiły miejsca korekcie. Przy tymczasowej nieobecności kluczowego nabywcy z Chin, metale mają trudność z odzyskaniem impetu, mimo że napięcia na Bliskim Wschodzie teoretycznie powinny wspierać tak zwane bezpieczne przystanie.
Złoto i miedź pod presją
Złoto utrzymuje się wprawdzie na wysokich poziomach (wsparcie w okolicach 4860 USD), co świadczy o jego odporności, jednak dynamika wzrostów wyraźnie osłabła. Z kolei miedź boryka się z problemem rosnących zapasów, które po raz pierwszy od ponad dwóch dekad przekroczyły poziom miliona ton na giełdach monitorowanych. To sygnał ostrzegawczy, sugerujący, że długoterminowa narracja o niedoborze miedzi zderza się obecnie z krótkoterminową nadwyżką towaru.
Analitycy zwracają również uwagę na rynek walutowy. Dolar, który w ostatnich miesiącach słabł, wspierając tym samym wyceny surowców, może być bliski punktu zwrotnego. Pozycjonowanie inwestorów jest obecnie skrajnie niekorzystne dla amerykańskiej waluty – zarządzający funduszami mają najbardziej "niedźwiedzie" nastawienie do dolara od dekady. Taki tłok po jednej stronie rynku często zwiastuje gwałtowne odwrócenie trendu. Ewentualne umocnienie dolara mogłoby stać się kolejnym czynnikiem chłodzącym ceny metali, niezależnie od sytuacji geopolitycznej.