WAŻNE
TERAZ

Zmasowany atak na Kijów. Są ranni, domy w gruzach

Droższy prąd to wyższa inflacja. Eksperci prognozują

Podwyżki cen prądu mogą mieć przełożenie na ceny - uważają eksperci mBanku. - Najbardziej odczujemy to na początku roku, później inflacja będzie bliska celu - mówi money.pl dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista banku.

Droższy prąd to i wyższa inflacja. Eksperci szacują, że 5-7 proc. wzrostu cen prądu to dodatkowe 0,2-0,3 proc. do inflacji konsumenckiej.
Źródło zdjęć: © East News | Piotr Kamionka/REPORTER
Jakub Ceglarz

Ceny prądu dla gospodarstw domowych będą wyższe o 5-7 proc. - poinformowała w poniedziałek po południu minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

To znaczy, że Polacy odczują wzrost cen na rachunkach za energię. Zdaniem ekonomistów mBanku to automatycznie oznacza wzrost inflacji CPI o 0,2-0,3 pkt proc. w skali roku.

Skąd takie dane? - To proste przełożenie wagi cen energii w koszyku inflacyjnym - mówi money.pl dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku. Droższy prąd automatycznie oznacza wzrost inflacji.

Obejrzyj: Podatek handlowy? Nie łudźmy się: będzie drożej

Najmocniej odczujemy ten wzrost w kilku pierwszych miesiącach. - Na początku roku będziemy mieli pik, później będzie już bliżej celu inflacyjnego - prognozuje ekspert. - Średniorocznie powinno się skończyć na 2,6-2,7 proc. inflacji - dodaje Pytlarczyk.

Ekonomista twierdzi, że wzrost cen prądu dla przedsiębiorstw wcale nie musi się przełożyć na wyższe ceny ich produktów czy usług.

- Pamiętajmy, że w strukturze kosztów przedsiębiorstw energia elektryczna stanowi zaledwie od 1 do 8 proc. - zwraca uwagę dr Pytlarczyk.

Tym samym nawet skokowy wzrost cen prądu nie będzie oznaczał nagle znacznego wzrostu kosztów dla firm. Owszem, w tych najbardziej energochłonnych branżach może on być znacznie bardziej odczuwalny, ale wciąż nie będzie to oznaczało drożyzny. Przynajmniej na ten moment.

Na szczęście nie zdrożeje żywność. A na pewno nie tylko przez droższy prąd. - Na ceny żywności bardziej wpływa pogoda czy poziom importu - mówi Pytlarczyk.

- W cenach producentów mamy do czynienia z deflacją - podkreśla główny ekonomista mBanku. - W sytuacji spadającego popytu nie jest tak łatwo przerzucić koszty na końcowego odbiorcę.

Ekspert apeluje więc, by nie straszyć gigantycznym wzrostem cen. - Żyjemy w czasach masowej dezinformacji, która nie wytrzymuje konfrontacji z danymi - puentuje dr Pytlarczyk.

Emilewicz: wzrost cen o 5-7 proc.

- W przyszłym roku nie będzie rekompensat. W ubiegłym roku sytuacja była wyjątkowa, bo skokowo wzrosły ceny uprawnień do emisji CO2. W tym roku nie ma takiego skoku, a nawet przez ostatnie miesiące mamy spadek cen energii na Towarowej Giełdzie Energii - mówiła dziennikarzom minister rozwoju.

- Nie ma planów i nikt nie pracuje nad żadną ustawą o rekompensatach - powiedziała Jadwiga Emilewicz.

Przypomniała, że wnioski taryfowe przedsiębiorstw energetycznych wpłynęły już do Urzędu Regulacji Energetyki, który powinien je wkrótce zatwierdzić. Trwale pozostaje obniżona akcyza i opłata przejściowa.

- Ja myślę, że biorąc pod uwagę ten miniony rok, stopę inflacyjną i zahamowany ubiegły rok, to dla gospodarstw domowych ewentualna podwyżka powinna się zamknąć w 5-7 proc. - wskazała minister.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie