Kłopotliwy partner Polski woli tańczyć z Putinem. Pakt naftowy z Moskwą oznacza kłopoty

Cena baryłki ropy naftowej jest coraz bliżej 100 dol. za baryłkę. - To jest w największym stopniu gra polityczna - ocenia analityczka rynków surowcowych Dorota Sierakowska. Układ naftowy Arabii Saudyjskiej z Rosją winduje ceny. Skutki odczuje też Polska.

Władimir Putin oraz książę Mohammed bin Salman porozumieli się w sprawach ropyKsiążę Mohammed bin Salman i Władimir Putin porozumieli się w sprawach ropy
Źródło zdjęć: © East News | LUDOVIC MARIN
Przemysław Ciszak

- Nasz strategiczny partner biznesowy staje się niewygodnym problemem - ocenia w rozmowie z money.pl Marek Kossowski, były prezes PGNiG.

 Jeden z najważniejszych dostawców ropy naftowej do Polski kolejny raz dowiódł, że jest gotów podpisać pakt nawet z diabłem, jeśli będzie to zgodne z jego interesami - tak nasz rozmówca komentuje wspólną decyzję Rijadu i Moskwy o ograniczeniu produkcji ropy w celu podbicia ceny strategicznego surowca.

Pakt naftowy spowodował rajd czarnego złota w kierunku 100 dol za baryłkę. Dotyczy to zarówno kupowanych przez Zachód popularnych gatunków ropy Brent i Crud, jak i szeroko sprzedawanej na rynki wschodnie gatunków wytwarzanych przez państwa kartelu OPEC w tym również saudyjskiej ropy typu Arab.

Presja jest tak duża, że za baryłkę tzw. Arab Extra Light w Europie już dziś płaci się ponad 97 dol., a jej kurs stale rośnie.

Ropa naftowa
© money.pl | Angelika Sętorek

Co istotne, na przestrzeni ostatnich czterech dekad ropa produkowana przez Saudów, kosztowała ponad 100 dol. zaledwie kilka razy, a ostatnim razem pułap ten osiągając w 2022 roku, po agresji Rosji na Ukrainę.

Rośnie również kurs rosyjskiej ropy typu Urals. To właśnie ten gatunek zasilał Europę, w tym również Polskę, przed inwazją na Ukrainę i wynikającymi z niej konsekwencjami w postaci zakręcenia kurków naftowych i rugowania rosyjskiego surowca z europejskiego rynku. W miniony poniedziałek kurs Urals wzrósł o blisko 1 proc. do poziomu 77,43 dol. za baryłkę.

To jest w największym stopniu gra polityczna - ocenia w rozmowie z money.pl analityczka rynków surowcowych Dorota Sierakowska z DM BOSSA.

- Układ zawarty między Rosją a krajami OPEC, w którym pierwsze skrzypce gra Arabia Saudyjska, się utrzyma. Jeśli do tego wzrost gospodarczy będzie się utrzymywał, to zobaczymy kurs 100 dol. za baryłkę - prognozuje. 

Pakt naftowy z Moskwą wieszczy kłopoty

Jak wskazuje Dorota Sierakowska z DM BOŚ, wspólny "taniec" Saudów i Rosjan jest czynnikiem pozarynkowym, który może wpłynąć na globalną gospodarkę. Rosnące ceny surowca zwłaszcza w u progu jesieni będą poważnym obciążeniem. Napędzą inflację, która na Starym Kontynencie jest poważnym wyzwaniem dla wielu krajów.


DLA CIEBIE
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5 

Wysokie ceny eksportowanego czarnego surowca pozawalają również Moskwie na dalsze finansowanie wojny przeciwko Ukrainie. To podważa wysiłki Zachodu, który stara się wywierać na Rosjanach presję, by ci wycofali swoje wojska i zakończyli działania wojenne.

Analitycy pilnie obserwują, co się będzie działo w Chinach. Jeśli silniki tej gospodarki osłabną, czeka nas spowolnienie. Będzie to miało wpływ na ceny ropy od strony popytowej - zaznacza ekspertka.

Jak tłumaczy, możliwości dalszej redukcji wydobycia ropy czy kolejnych cięć w eksporcie się wyczerpują, ale obecne porozumienie ma wystarczającą moc, aby kształtować sytuację na rynkach. Podobny scenariusz kreślą również zagraniczni ekonomiści. Agencja Bloomberga wprost stwierdza, że sojusz Arabii z Rosją może wpłynąć na globalną gospodarkę i jej system finansowy.

Bolesny saudyjski zwrot

Zbliżenie Rijadu z Moskwą niepokoi o tyle, że sprzymierzają się tu ważni gracze na światowym rynku. Arabia Saudyjska produkuje co dziesiątą baryłkę ropy sprzedawanej na całym świecie. Rosja zaś swoimi zasobami zalewa wschodnie rynki, sprzedając ropę do Indii i Chin.

Ich współpracę pogłębiają bliskie stosunki następcy tronu wahabickiego królestwa księcia Muhammada ibn Salmana z Władimirem Putinem. Saudyjski zwrot boli tym bardziej, że Rijad był dotąd bliskim współpracownikiem Waszyngtonu.

Jak pisaliśmy w money.pl, Saudowie to obok Egiptu, Izraela, Jordanii i Maroka główni sojusznicy Ameryki na Bliskim i Dalekim Wschodzie. USA są największym dostawcą broni dla Arabii Saudyjskiej. Z kolei kontrakty z Europą przynoszą potężne korzyści finansowe i polityczne.

- To nie pierwsza rysa na stosunkach Saudów z Zachodem - przypomina Marek Kossowski. Jak dodaje, Rijad wzmocnił swoje relacje z Moskwą już w 2014 r., kiedy nastąpiło załamanie cen ropy naftowej na giełdach. - Własny interes przede wszystkim - komentuje Kossowski.

Moskwę i Rijad zbliżała do siebie ekspansja USA na rynku energetycznym, zwłaszcza w produkcji gazu z łupków i ropy naftowej. Przypomnijmy, że to właśnie zbieżność interesów naftowych zaowocowała rozszerzeniem kartelu naftowego i powstaniem OPEC+ w 2016 r.

- USA przeciwdziałały pompowaniu cen ropy w 2022 roku. W tym roku sobie odpuściły, nie chcą wyprzedawać z rezerw, to kwestia rozsądku. Poza tym w przeciwieństwie do Saudów czy Rosji nie są w stanie tak arbitralnie wpływać na podaż. W USA ropę wytwarza prywatny sektor, a Rosja i Arabia to ogromne wpływy państwa - mówi Dorota Sierakowska.

Polski romans z Saudami

Nie tylko dla Waszyngtonu zwrot polityki Saudów jest problemem. Trzeba pamiętać, że Arabia Saudyjska to jeden z najważniejszych partnerów biznesowych Polski, co zwłaszcza po sprzedaży Rafinerii Gdańskiej koncernowi Saudi Aramco, z mocą podkreślali tak premier Morawiecki, jak i prezes Orlenu Daniel Obajtek.

Jak poinformował nas Orlen, Saudowie zabezpieczają do 45 proc. łącznego zapotrzebowania na surowiec całej Grupy Orlen zarówno w Polsce, jak i na Litwie oraz w Czechach. "Kluczowym partnerem koncernu jest obecnie Saudi Aramco, największy producent ropy naftowej na świecie, który gwarantuje stabilność dostaw surowca. Dostawy ropy naftowej od Saudi Aramco realizowane są zgodnie z kontraktem" - podał koncern.

Nasze powiązanie z Saudami są niezwykle ryzykowne. Może to doprowadzić do sytuacji, w której pętla na polskiej gospodarce się zaciśnie. Cięcia wydobycia i rosnące ceny paliw w końcu uderzą i w nas. Sztucznie utrzymywanie cen na stacjach długo nie potrwa, w końcu będziemy płacić za politykę naszego partnera biznesowego - przestrzega były prezes PGNiG.

Polska na tyle mocno postawiła na Arabię Saudyjską, że wzbudziło to niepokój również partnerów w UE. Ci zarzucali Polsce uzależnianie się od autokratycznego państwa arabskiego.

Jeszcze w 2019 r. Orlen podpisał umowę na dodatkowe dostawy setek tysięcy ton surowca dla naszych rafinerii. Kontrakt zakładał zakup dodatkowych 800 tys. ton ropy saudyjskiej, co oznacza, że średnio co miesiąc z Arabii Saudyjskiej do Polski trafiać miało około 400 tys. ton surowca.

Kilka lat później połączenie Orlenu z Lotosem wymagało zbycia części udziałów w rynku. Był to warunek Komisji Europejskiej, by ta zgodziła się na fuzję. Orlen sprzedał wówczas 30 proc. udziałów Rafinerii Gdańskiej Saudi Aramco i wynegocjował dalsze dostawy ropy naftowej dla Polski.

- Polska powinna zacieśniać stosunki w ramach UE oraz z państwami blisko współpracującymi, jak choćby z Norwegią - mówi Marek Kossowski.

Nasz kraj ma oczywiście podpisane kontrakty również z innymi dostawcami. Zawarta w końcu czerwca umowa z brytyjskim koncernem BP ma zapewnić ponad 6 mln ton ropy naftowej rocznie ze złóż na Morzu Północnym. Ten kontrakt zabezpiecza 15 proc. zapotrzebowania na ropę całej Grupy Orlen. Poza tym ropa sprowadzana jest z Afryki Zachodniej, basenu Morza Śródziemnego a także Zatoki Meksykańskiej. Arabia Saudyjska pozostaje jednak kluczowym dostawcą.

Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie