Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
Jakub Ceglarz
Jakub Ceglarz
|

Lockdown zniweczył ich plany. Zainwestowali sześciocyfrową kwotę w klub fitness

204
Podziel się

Rok temu otworzyli własny klub fitness. Działali tylko przez 5 z 12 miesięcy, więc na tarcze się nie łapią. - Nie chcemy pieniędzy od państwa. Dajcie nam pracować, choćby w najostrzejszym reżimie - apelują do rządu. Takich jak oni są tysiące.

Lockdown zniweczył ich plany. Zainwestowali sześciocyfrową kwotę w klub fitness
Maciej (z lewej) i Tomek (z prawej) chcieli spełnić marzenie. Otworzyli własny klub fitness, ale plany pokrzyżowała im pandemia (Materiały prasowe)
bDHEqjFh

Maciek i Tomek na pomysł otwarcia wspólnego klubu fitness wpadli w 2019 roku. - Znaliśmy się z poprzedniej pracy, gdzie wspólnie prowadziliśmy treningi dla klientów. Uznaliśmy jednak, że pora pójść "na swoje" - mówią money.pl.

Potem poszło szybko, choć musieli dokształcić się w księgowości i prowadzeniu biznesu. Dla obu była to bowiem pierwsza działalność w życiu. W styczniu 2020 roku założyli spółkę, wynajęli lokal na jednym z wrocławskich osiedli i zaciągnęli kredyt na sześciocyfrową kwotę.

- Kupiliśmy nowiutki sprzęt do ćwiczeń, bo uznaliśmy, że chcemy wziąć się za to w pełni profesjonalnie. Ale z drugiej strony celowaliśmy w nie za duży lokal, bo mierzyliśmy siły na zamiary. Poza tym robiliśmy to z pasji, a nie z myślą o "maszynce do robienia pieniędzy" - mówi Maciek.

bDHEqjFj
Zobacz także: Branża fitness nie wytrzyma kolejnych obostrzeń. "U nas nawet tłumów nie ma, więc o co chodzi?"

Tomek szybko dodaje, że własny klub fitness to jego marzenie z młodzieńczych lat. - Jako nastolatek miałem siłownię w garażu i już wtedy mówiłem kolegom, że kiedyś otworzę coś własnego - wspomina.

W remoncie i wyposażeniu pomogli znajomi i już pod koniec lutego Zakład Formy - bo to nazwa ich biznesu - był gotowy do startu.

bDHEqjFp

- Słyszeliśmy o wirusie w telewizji, ale nie sądziliśmy, że może nam on przeszkodzić w rozpoczęciu działalności. Więc się nie baliśmy - mówią.

Zamknięty dzień otwarty

Dzień otwarty zaplanowali na 14 marca. Trzy dni wcześniej rząd wprowadził narodowy lockdown. Zamknął szkoły i lasy, odwołał też imprezy masowe. Do zapowiadanego z pompą otwarcia nie doszło.

Do 6 czerwca marzenie trzeba było odłożyć. Później jednak młodzi przedsiębiorcy ruszyli z kopyta. - Mimo obostrzeń i wakacji mieliśmy duży ruch. W tygodniu prowadziliśmy po 7 zajęć każdego dnia. Dochodziły jeszcze zajęcia w niedzielę - mówi Maciek. Ich lokal ma raptem 115 metrów kwadratowych. To tyle, co średniej wielkości Żabka.

bDHEqjFq

Jeszcze lepiej zaczęło układać się we wrześniu. - Ludzie wrócili z urlopów i każdy chciał zadbać o formę. Rozpoczęliśmy też zajęcia ogólnorozwojowe dla dzieciaków. Wyglądało na to, że październik będzie rekordowy. Liczba stałych klubowiczów sięgała już setki - wspomina Tomek.

Później jednak rząd zamknął niemal całą branżę. - Zamknęliśmy na tydzień, ale po rozmowach z prawnikami uznaliśmy, że nie jesteśmy siłownią i możemy działać - tłumaczą.

bDHEqjFr

Na podłodze wyznaczyli strefy, których ćwiczący nie mogli opuszczać. Każdy klient miał swój sprzęt, który po ćwiczeniu obowiązkowo dezynfekował, a trenerzy prowadzili zajęcia w maseczkach. Jednocześnie na prawie 120 metrach powierzchni mogło przebywać maksymalnie 4 klientów. Nie było już też oferty dla dzieci.

- Robiliśmy wszystko, żeby było bezpiecznie. Pierwszego dnia przyjechała policja. Zobaczyli, że nie ma się do czego przyczepić i skończyło się tylko na krótkiej rozmowie - wspomina Tomek.

Nie potępiają innych

Od świąt Zakład Formy jest już jednak zamknięty na cztery spusty. I tak zostanie przynajmniej do końca stycznia. Maciek i Tomek jednak się nie nudzą.

bDHEqjFs

- Wypożyczyliśmy chętnym klubowiczom sprzęt i nagrywamy im ćwiczenia. Tak, żeby w domu mogli ćwiczyć na profesjonalnym sprzęcie - mówią.

Dodają, że kredyt na wyposażenie firmy trzeba spłacać. To plus opłaty daje kilka tysięcy złotych co miesiąc.

Doskonale widzą też, że we Wrocławiu część klubów fitness i siłowni działa pomimo ograniczeń. Mimo zakazu.

- Nie oceniamy i nie potępiamy. Każdy ma inną sytuację materialną czy rodzinną. My mamy o tyle dobrze, że nie mamy rodzin na utrzymaniu i nie zatrudniamy pracowników. Deweloper też obniżył nam czynsz na czas tego zimowego lockdownu - tłumaczy Tomek.

Zauważają jednak nierówne traktowanie poszczególnych działalności - branża fitness została zamknięta w całości, a na niektóre naniesiono tylko ograniczenia. Wskazują, że wciąż działać mogą fryzjerzy czy kosmetyczki. - A czym to się różni od treningu personalnego, gdzie w zamkniętym klubie jest tylko trener i klient? - pyta Maciek.

Narzekają też na chaos komunikacyjny. Przez całą pandemię trzeba było się domyślać, czy to, co premier mówi na konferencji, pokrywa się z tekstem rozporządzenia. Mówią też o słynnej konferencji, na której rząd podawał, przy jakim poziomie zachorowań wracamy do stref żółtych. - Dziś nikt już o tym nie pamięta - denerwują się.

- Nam naprawdę nie zależy na jakiejkolwiek pomocy finansowej od państwa - podkreślają. Szczególnie że jako nowi przedsiębiorcy nie "łapią się" na tarczę branżową. Trzeba w niej bowiem wykazać spadek dochodów w porównaniu z poprzednim rokiem.

- Po prostu dajcie nam pracować. Nawet w ścisłym reżimie sanitarnym - apelują do rządu.

Zapewniają, że nie zamierzają otwierać Zakładu Formy wbrew prawu. Nie chcą przyjmować sportowców zapisanych do Polskiego Związku Przeciągania Liny. Nie mają też zamiaru działać nielegalnie, jak niektórzy zbuntowani przedsiębiorcy.

- Od początku umówiliśmy się, że działamy w stu procentach legalnie. Bez kombinowania - mówią. Analizują też pozew zbiorowy, który przeciwko państwu wytacza Polska Federacja Fitnessu. Na razie jeszcze nie zdecydowali, czy się pod nim podpiszą.

Nie ukrywają jednak, że liczą na aktywne działania rządu po zakończeniu lockdownu. - Pandemia pokazuje, jak ważna jest aktywność fizyczna. Więc skoro rząd dopłacał nam w zeszłym roku do wakacji, to może warto zastanowić się w przyszłości nad podobnym rozwiązaniem dla branży fitness - puentują młodzi przedsiębiorcy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
bDHEqjFK
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(204)
Tomek
miesiąc temu
Tylko że Morawiecki celowo niszczy Polskie firmy na zlecenie korporacji. Biedronki, Lidle tłumy mu nie przeszkadzają. Według niego powinniście zasuwać w fabryce na taśmie za miskę ryżu. A on i jego dzieci to elita ;) może więcej. Podobno szykuje fabrykę w Zakopanym dla upadłych górali.
Damian
miesiąc temu
Rumunia obniżyła podatki i jest już na poziomie Polski... 5 lat temu VAT z 24% na 19%, 2 lata temu kwota wolna od podatku: 24 000zl, potem dochodowy 10%. Wywalili ok 100 podatkow. Wpływy do budżetu wzrosły! Firmy zaczęły funkcjonować, zatrudniać i płacić coraz więcej. Odwrotnie niż w Polsce, gdzie kułak, prywaciarz to chłopcy do bicia... Za 5 lat widzimy się w Rumunii, niestety... za 10 przyjadą tu Rumuni i będą kupować nasz majatek...
Wawa
miesiąc temu
Morawiecki chce zrujnować Polaków na zlecenie lichwy. Już podobno lichwa krąży po upadających biznesach. Proponując 1\3 wartości. To samo było na Ukrainie po wojnie. Wszystko tam wykupili.
bDHEqjFL
Derek
miesiąc temu
Mateusz Morawiecki, Elżbieta Witek i Julia Przyłębska – to trzy główne postaci zagrywki, którą podjęła władza, by spróbować, przynajmniej czasowo, zablokować możliwość skutecznego dochodzenia przez przedsiębiorców odszkodowań od państwa. Tak więc premier z przydupasami już wam przedsiębiorcy skomplikował odszkodowania lub po prostu zabrał. I cieszy się tam gdzieś schowany, że wystarczy wam micha ryżu...
GKMA zawałowe
miesiąc temu
Brawo chłopaki!!
...
Następna strona