Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej zakończyła w piątek ponad dwuletnie prace nad wnioskiem o postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Posiedzenie trwało niespełna godzinę. Posłowie przyjęli sprawozdanie, które trafiło do Sejmu, potwierdzając tym samym środowe ustalenia money.pl. Formalna droga do głosowania została otwarta, ale termin rozliczenia prezesa NBP pozostaje decyzją polityczną.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji money.pl, głosowanie miałoby się odbyć najwcześniej w listopadzie. Ostateczną zgodę ma dać premier Donald Tusk. – Jeśli da zielone światło, procedura ruszy – słyszymy od naszego rozmówcy z kręgów prawniczych, znającego kulisy sprawy.
Nie chodzi jednak wyłącznie o kalendarz sejmowy. Według naszych informacji sprawa Glapińskiego ma być kolejnym etapem szerszej operacji politycznej. Wcześniej koalicja zamierza podjąć działania wokół Trybunału Konstytucyjnego, którym kieruje Bogdan Święczkowski.
Najpierw Święczkowski. Berek ma otworzyć drogę
O możliwym scenariuszu zmiany układu sił w Trybunale Konstytucyjnym Wirtualna Polska informowała 18 września. Według ówczesnych ustaleń pierwsze działania mogły rozpocząć się już na początku października. Kluczową rolę miał odegrać Maciej Berek, były minister Donalda Tuska, którego Sejm wybrał na sędziego TK w miejsce Justyna Piskorskiego.
Berek wciąż nie złożył ślubowania w obecności prezydenta Karola Nawrockiego. Pałac Prezydencki, podobnie jak PiS i Rozwój Plus, zgłasza zastrzeżenia do jego kandydatury. Rządzący rozważają więc rozwiązanie, które pozwoliłoby mu objąć obowiązki bez tradycyjnej uroczystości w Pałacu Prezydenckim.
Sam Berek w piątkowym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" zadeklarował gotowość do złożenia ślubowania w innej formie. Nie wykluczył przeprowadzenia go w Sejmie lub siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa. Zapewnił również, że wybrani przez obecną większość sędziowie mają przygotowaną koncepcję przywrócenia prawidłowego funkcjonowania Trybunału, ale nie ujawnił jej szczegółów.
Według wcześniejszych ustaleń WP plan zakłada działania od wewnątrz Trybunału, w którym nowo wybrani sędziowie mieliby odegrać decydującą rolę. Jednym z rozważanych kroków jest próba pozbawienia Święczkowskiego immunitetu. Samo to nie oznaczałoby jednak utraty przez niego stanowiska prezesa TK, a kolejne działania mogłyby wywołać spór prawny.
Dopiero po rozpoczęciu tej operacji koalicja miałaby przejść do kolejnego etapu, czyli głosowania w sprawie Glapińskiego. Listopadowy termin pozostaje jednak uzależniony od decyzji premiera.
Listopad. Glapiński pod presją, zarząd NBP traci ludzi
Data, którą wskazują nasi rozmówcy, zbiega się z kolejnym problemem w banku centralnym. W listopadzie wygasa kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego, a na początku 2027 r. ze stanowiskiem odejdzie również Marta Gajęcka. Jeśli do tego czasu nie uda się obsadzić wakatów, zarząd banku przestanie spełniać ustawowe wymagania dotyczące liczby członków.
Obecnie w zarządzie NBP zasiada siedem osób, wliczając Glapińskiego. To ustawowe minimum. Po odejściu Lipińskiego pozostanie sześć osób, a po zakończeniu kadencji Gajęckiej pięć. Tymczasem ustawa wymaga, by w zarządzie, oprócz prezesa, zasiadało od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów.
Uzupełnienie składu wymaga współpracy prezesa NBP, prezydenta i premiera. Członków zarządu powołuje bowiem głowa państwa na wniosek szefa banku centralnego, ale nominacje wymagają kontrasygnaty szefa rządu. Donald Tusk nie zaakceptował dotąd proponowanych kandydatur. Pat polityczny może więc doprowadzić do sytuacji, w której zarząd będzie działał w składzie mniejszym, niż przewiduje ustawa.
W tej sytuacji pojawiają się wątpliwości co do legalności podejmowanych przez niego decyzji. Nie oznacza to automatycznie ich nieważności, ale otwiera pole do kolejnego konfliktu. Jak wcześniej ustalił money.pl, w politycznych kuluarach pojawił się pomysł wykorzystania kryzysu kadrowego do ustanowienia kuratora dla NBP. Rozważany jest także znacznie bardziej radykalny wariant zarządu komisarycznego. Obie koncepcje budzą poważne zastrzeżenia prawne.
Osiem zarzutów wobec Glapińskiego. Komisja skończyła prace
Piątkowe posiedzenie Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej zakończyło ponad dwuletnie postępowanie, prowadzone za zamkniętymi drzwiami. Komisja odbyła 33 posiedzenia i przesłuchała ponad 50 świadków. Jej przewodniczący Zdzisław Gawlik określił te prace jako "szermierkę prawną".
W sprawozdaniu znalazło się osiem zarzutów wobec prezesa NBP. Dotyczą m.in. skupu obligacji w latach 2020–2021, który według wnioskodawców miał pośrednio finansować deficyt budżetowy kwotą co najmniej 144 mld zł, interwencji walutowych osłabiających złotego oraz politycznie motywowanych obniżek stóp procentowych. Glapińskiemu zarzucono również utrudnianie członkom Rady Polityki Pieniężnej i zarządu dostępu do dokumentów, naruszenie zasady apolityczności oraz nieprawidłowości dotyczące nagród i zapowiedzi wpłaty zysku NBP do budżetu państwa.
NBP odrzuca zarzuty, uznając je za bezpodstawne. Bank centralny powołuje się również na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2024 r., który zakwestionował przepisy dotyczące zawieszenia prezesa NBP w związku z uchwałą o postawieniu go przed Trybunałem Stanu.
Przyjęcie sprawozdania nie oznacza jeszcze rozpoczęcia procesu przed Trybunałem Stanu. O skierowaniu sprawy zdecyduje Sejm w głosowaniu, którego prawne skutki również mogą stać się przedmiotem sporu. Według informacji money.pl do roli oskarżyciela z ramienia Sejmu wytypowano posłankę Barbarę Dolniak. Treść sprawozdania ma zostać ujawniona.
PiS szykuje odpowiedź. Spór o NBP trafi do kampanii
Według nieoficjalnych informacji money.pl Prawo i Sprawiedliwość zamierza odpowiedzieć na działania koalicji własną ofensywą polityczną. Jej przekaz ma przedstawiać próby zmiany władz TK i NBP jako uderzenie w niezależność państwowych instytucji.
Jak słyszymy, w planowanej narracji opozycji mają pojawić się oskarżenia o niszczenie instytucji państwa oraz o działania zagrażające polskiemu złotemu. PiS miałby również wiązać konflikt wokół NBP z zarzutem dążenia przez rząd do wprowadzenia euro. To zapowiadana argumentacja polityczna opozycji, a nie ustalony cel działań rządu.
Rozliczenie Glapińskiego może więc stać się jednym z tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. Sam proces przed Trybunałem Stanu, jeśli do niego dojdzie, może ciągnąć się znacznie dłużej. Zanim jednak politycy przeniosą ten spór na wyborcze wiece, pierwszą decyzję musi podjąć Sejm. A termin głosowania, jak słyszymy, wciąż zależy od Donalda Tuska.