NATO może odciąć Rosję w parę godzin. Na Bałtyku toczy się ryzykowna gra

Rosja coraz bardziej eskaluje wrogie działania wobec Zachodu. Próbuje zastraszyć NATO i ograniczyć jego aktywność na wschodniej flance i Morzu Bałtyckim. Skutek jest odwrotny. Sojusz opracował nową "teorię zwycięstwa". – NATO ma zdecydowaną przewagę militarną na Bałtyku – podkreśla dr Aleksander Olech. – Moskwa musi brać to pod uwagę.

Mark Rute / Władimir PutinMark Rutte i Władimir Putin. Fotomontaż
Źródło zdjęć: © Getty Images | Getty Images
Przemysław Ciszak

Rosyjskie groźby wobec NATO doczekały się odpowiedzi Sojuszu. Dowództwo przedstawiło nową koncepcję obrony przed rosyjską agresją. Zablokować, osłabić i rozbić siły przeciwnika – tak w uproszczeniu wygląda zaprezentowana 12 października w Warszawie przez gen. Alexusa Grynkewicha, naczelnego dowódcę sił NATO w Europie, nowa "teoria zwycięstwa" Sojuszu.

Służby wywiadowcze stale ostrzegają przed możliwą prowokacją ze strony Rosji skierowaną na Polskę lub kraje bałtyckie, a szczególne zagrożenie może pojawić się od strony Bałtyku.

Już na początku 2025 r. podczas szczytu sojuszników z Morza Bałtyckiego sekretarz generalny Mark Rutte zapowiedział zwiększenie obecności wojskowej w tym regionie i poprawę zdolności do reagowania na destabilizujące działania. W ramach "Baltic Sentry" NATO, oprócz fregat i morskich samolotów patrolowych oraz działań okrętów podwodnych, wdrożyło również nowe technologie, w tym małą flotę dronów.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Amerykański generał Grynkewich przekonywał, że Sojusz jest przygotowany do odparcia każdego ataku. Sojusz ma zdolność nie tylko zatrzymać nacierające wojska i uniemożliwić im zajęcie terytorium państw członkowskich, ale w kolejnym kroku uderzyć w system umożliwiający przeciwnikowi prowadzenie wojny: jego zaplecze logistyczne, zaopatrzenie i dowodzenie.

Jednym z regionów, w których nowa koncepcja mogłaby mieć szczególne znaczenie, jest Bałtyk. NATO ma potencjał, by poważnie ograniczyć Rosji dostęp do szlaków żeglugowych, zadając cios jej gospodarce, ale również na tym odcinku związać ją militarnie.

NATO ma zdecydowaną przewagę militarną na Bałtyku, szczególnie po dołączeniu Finlandii i Szwecji. W przypadku rosyjskiego ataku na Sojusz możliwe byłoby zamknięcie Zatoki Fińskiej w ciągu kilku godzin - ocenia w rozmowie z money.pl dr Aleksander Olech, współpracownik NATO i wykładowca Baltic Defence College oraz redaktor naczelny Defence24.

Przystąpienie Finlandii do Sojuszu w 2023 r., a Szwecji rok później sprawiły, że Rosja znalazła się w znacznie trudniejszym położeniu strategicznym. Niemal całe wybrzeże Bałtyku, poza rosyjskimi odcinkami w rejonie Petersburga i obwodu królewieckiego, należy do państw NATO.

– Dla Moskwy oznaczałoby to ograniczenie możliwości operacyjnych Floty Bałtyckiej, poważne problemy z zaopatrzeniem obwodu królewieckiego oraz uderzenie w eksport surowców przez Primorsk i Ust-Ługę. Co ważne, Rosja musiałaby prowadzić wojnę również na kierunku, na którym NATO ma znaczącą przewagę – zaznacza analityk.

Dla Rosji szczególnie wrażliwe są cieśniny duńskie, przez które przebiega połączenie Bałtyku z Morzem Północnym. Kontrola nad tymi szlakami miałaby fundamentalne znaczenie dla rosyjskiego handlu i możliwości operowania flotą. Jak pisaliśmy w czerwcu na money.pl, ekspertyzy szwedzkiej firmy Politea przygotowane dla sił zbrojnych Szwecji wskazują, że zamknięcie Bałtyku dla rosyjskiej żeglugi mogłoby kosztować Moskwę nawet 90 mld dolarów rocznie. W wariancie częściowej blokady straty oszacowano na 30 mld dolarów.

Cztery cieśniny duńskie
Cztery cieśniny duńskie © Money.pl | Angelika Sętorek

Rosja słusznie obawia się blokady

Dla Moskwy wszelka blokada na Bałtyku stanowi realne zagrożenie. Około 60 proc. morskiego eksportu rosyjskiej ropy odbywa się przez Morze Bałtyckie. To kluczowy szlak dla floty cieni, którą UE wzięła na celownik.

Dla zobrazowania: tylko w 2025 r. przez duńską cieśninę Wielki Bełt przepłynęło z rosyjskich portów 66 mln ton ropy i blisko 60 mln ton produktów naftowych. Łącznie to około 126 mln ton surowca i paliw płynących przez jeden szlak i jedną cieśninę. Nad Bałtykiem zlokalizowane są również dwa ważne rosyjskie gazoporty Portowaja (Gazprom) i Wysock (Novatek).

Jak podkreślił Ernest Wyciszkiewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie z 7 października, Morze Bałtyckie służy Rosji jako krytyczny szlak eksportowy. "Moskwa prawdopodobnie próbuje również powstrzymać działania wymierzone w tzw. flotę cieni. Wskazują na to uwagi Putina łączące zatrzymywanie rosyjskich statków przez władze Zachodu (z kilkunastoma takimi przypadkami w 2026 r. na Bałtyku, Atlantyku i w Morzu Śródziemnym) z możliwością rosyjskiego odwetu (takie próby odnotowano już na Bałtyku)".

Analityk OSW tłumaczy, że Rosja dąży również do ograniczenia działań NATO w regionie Morza Bałtyckiego, a także planowanych i trwających długoterminowych inicjatyw Sojuszu na rzecz wzmocnienia zdolności obronnych wschodnich krajów flanki.

"Kreml ma nadzieję na ograniczenie aktywności NATO, w tym ćwiczeń, oraz jego obecność wojskową na wschodniej flance. W tym celu Rosja próbuje przedstawić środki obronne Sojuszu jako przygotowania do blokady regionu kaliningradzkiego lub bezpośredniego ataku, tworząc w ten sposób uzasadnienie możliwej asymetrycznej reakcji z udziałem broni jądrowej. W ten sposób Moskwa dąży do zwiększenia niepewności co do swojej potencjalnej reakcji i rozszerzenia zakresu działań postrzeganych jako niosące ryzyko eskalacji" – czytamy w analizie.

Jak podkreśla jednak, rosyjskie próby zastraszenia NATO, w tym powtarzające się zagrożenia nuklearne, w dużej mierze okazały się nieskuteczne.

Przewaga nie gwarantuje bezpieczeństwa

Przewaga NATO na Bałtyku jednak nie oznacza gwarancji bezpieczeństwa. Ta nierównowaga może skłaniać Moskwę do stosowania metod poniżej progu wojny. Zamiast ryzykować bezpośrednie starcie, Rosja może utrudniać korzystanie z Bałtyku, zwiększać koszty bezpieczeństwa i sprawdzać, jak daleko może się posunąć bez wywołania zdecydowanej odpowiedzi.

Zresztą już to robi. Według danych wywiadowczych to właśnie z terenu obwodu królewieckiego Rosjanie emitują sygnały zakłócające działanie GPS. Statki floty cieni wykonują podejrzane manewry w pobliżu podwodnych kabli, jak choćby w maju ubiegłego roku, kiedy wykryto ich działania w pobliżu kabla SwePol Link, łączącego Polskę ze Szwecją.

mosty energetyczne, baltic ring, pierścień bałtycki, kable
mosty energetyczne, baltic ring, pierścień bałtycki, kable © Money.pl | money.pl

Wcześniej zaś uszkodzony został podmorski kabel energetyczny EstLink 2 między Estonią a Finlandią oraz kilka połączeń telekomunikacyjnych. W ostatnich tygodniach natomiast na polskim wybrzeżu morze wyrzuciło drona.

Rosja może rozpocząć konfrontację na Bałtyku od sabotażu, zakłóceń nawigacji i działań przeciwko infrastrukturze krytycznej, próbując wywołać straty gospodarcze oraz opóźnić reakcję NATO – zaznacza w rozmowie z money.pl dr Olech.

Ryzyko nie ogranicza się do bezpośrednich ataków na porty czy gazociągi. Nawet czasowe zakłócenia żeglugi, wzrost kosztów ubezpieczenia statków lub uszkodzenia podmorskich połączeń mogłyby utrudnić funkcjonowanie gospodarek krajów nadbałtyckich.

Jak mówiła nam w lipcu Zuzanna Nowak, niezależna analityczka ds. bezpieczeństwa energetycznego, Rosja już testuje odporność państw regionu – niekoniecznie poprzez spektakularny atak, lecz przez zakłócenia GNSS, cyberataki, działania rozpoznawcze i tworzenie sytuacji o niejasnym sprawstwie. – Unia Europejska mówi wprost o trwałej rosyjskiej kampanii hybrydowej obejmującej sabotaż i zakłócanie infrastruktury krytycznej, a uruchomienie przez NATO operacji Baltic Sentry pokazuje, że zagrożenie dla infrastruktury krytycznej w regionie jest traktowane poważnie – dodaje.

Polska szczególnie narażona

Również dla Polski kluczowym zadaniem jest zabezpieczenie najbardziej wrażliwych elementów polskiego bezpieczeństwa energetycznego. Około 48 proc. zaopatrzenia Polski w surowce i nośniki energii jest związane z dostawami przez Bałtyk.

Jak pisaliśmy w money.pl, terminal LNG w Świnoujściu, gazociąg Baltic Pipe oraz Naftoport w Gdańsku są dziś strategicznymi elementami systemu dostaw gazu i ropy.

Znaczenie tego kierunku będzie rosło wraz z uruchamianiem kolejnych inwestycji, w tym wielkich farm wiatrowych, kolejnego gazoportu FSRU w Gdańsku czy w przyszłości elektrowni atomowej.

Każdy z tych elementów może stać się celem w obecnej wojnie hybrydowej czy w kolejnych. To zmusza państwa Sojuszu do zwiększonej czujności, szerszej ochrony portów, terminali, kabli, rurociągów i instalacji offshore.

– Moskwa musi brać pod uwagę, że nawet działania poniżej progu wojny mogą skutkować ograniczeniem jej swobody operacyjnej na Bałtyku. Tutaj zajmowanie statków z rosyjskiej floty cieni, kontrola pokonywanych tras i oczywiście kluczowe – duże ćwiczenia wojskowe na Bałtyku – to najważniejsze elementy demonstracji siły – podkreśla dr Olech.

Jak zaznacza, państwa Sojuszu, mając przewagę militarną, mają również coraz większe możliwości kontrolowania rosyjskiej aktywności na morzu. – Potrzebujemy przede wszystkim szybszej identyfikacji sprawców, skuteczniejszej ochrony infrastruktury i wspólnej odpowiedzi państw nordyckich, bałtyckich oraz Polski. Co ważne, Francja również włącza się w przejęcia statków z floty cieni – zaznacza.

Wybrane dla Ciebie