Polska narażona na ciosy z Bałtyku. Ekspert: Tu może się wiele wydarzyć

Bałtyk stał się polem walki, na którym Rosja stosuje podstępne metody. Od sojuszników płyną ostrzeżenia przed możliwą prowokacją lub dywersją wymierzoną w infrastrukturę krytyczną. - Realne są dziś nie klasyczne ataki, lecz sabotaż, zakłócenia nawigacji i działania poniżej progu wojny - ocenia analityczka Zuzanna Nowak.

Rosja już nas testuje. Bałtyk to nasz najczulszy punkt
Rosja już nas testuje. Bałtyk to nasz najczulszy punkt
Źródło zdjęć: © Balit Power, Gaz-System, Getty Imges, Orlen | money.pl
Przemysław Ciszak

Służby ostrzegają przed możliwą prowokacją ze strony Rosji skierowaną na Polskę lub kraje bałtyckie. Szczególnie narażona jest nasza infrastruktura energetyczna, a Bałtyk to nasz czuły punkt.

- Rosja może przeprowadzić prowokację w formie operacji pod fałszywą flagą z użyciem ukraińskich dronów - ostrzegał we wtorek szef MSZ Radosław Sikorski. W czwartek Janusz Onyszkiewicz, były szef MON ocenił w rozmowie z ukraińską agencją Ukrinform, że taki scenariusz jest "całkowicie realny". Jego zdaniem Polska byłaby preferowanym celem, odpowiedzialność miałaby zostać zrzucona na Ukrainę. Wśród najbardziej narażonych obiektów wymienił infrastrukturę portową nad Bałtykiem wykorzystywaną do odbioru skroplonego gazu ziemnego.

Ataku na infrastrukturę krytyczną spodziewają się również sąsiedzi Polski. Prezydent Litwy Gitanas Nauseda w wywiadzie dla agencji BNS mówił, że takie sygnały otrzymał od służb wywiadowczych. Podobne obawy wyraził także prezydent Łotwy Edgars Rinkeviczs.


WIDEO
Finlandia i Szwecja w NATO. Tak to wpływa na bezpieczeństwo Polski


Rosja już testuje odporność państw regionu – niekoniecznie poprzez spektakularny atak, lecz przez zakłócenia GNSS, cyberataki, działania rozpoznawcze i tworzenie sytuacji o niejasnym sprawstwie. Unia Europejska mówi wprost o trwałej rosyjskiej kampanii hybrydowej obejmującej sabotaż i zakłócanie infrastruktury krytycznej, a uruchomienie przez NATO operacji Baltic Sentry pokazuje, że zagrożenie dla infrastruktury krytycznej w regionie jest traktowane poważnie - ocenia w rozmowie z money.pl Zuzanna Nowak, niezależna analityk ds. bezpieczeństwa energetycznego.

Miękkie podbrzusze

Napięcie rośnie, a Bałtyk wydaje się najbardziej wrażliwym punktem do przeprowadzenia wrogiej akcji. Przez nasze morze biegną 4 główne gazociągi, około 30 międzynarodowych kabli energetycznych, 15 światłowodowych, działa tam 10 gazoportów i 19 morskich farm wiatrowych, a kolejne powstają na polskich wodach. Ich połączenie z lądem to ok. 200 km nowych kabli energetycznych i telekomunikacyjnych. Za ich sprawą cała Unia buduje wspólny rynek mocy.

- Bałtyk to rozległy obszar. Trudno jest chronić setki kilometrów kabli, rur, zabezpieczyć rozproszone farmy wiatrowe. Oczywiście można rozmieszczać czujniki, systemy antydronowe, prowadzić patrole. Już to robimy. W ramach jednorazowych incydentów musimy liczyć na rozpoznanie naszych służb i współpracę międzynarodową - przekonuje w rozmowie z money.pl Tomasz Zduńczyk, analityk ds. bałtyckich i nordyckich w programie Europa Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Polska dodatkowo oparła swoje bezpieczeństwo energetyczne na Bałtyku. Blisko połowa dostaw surowców i nośników energii sprowadzana jest przez morze. - Jest on jednocześnie strategiczną przewagą Polski i obszarem rosnącego ryzyka. Dostęp do morza pozwolił nam zastąpić zależność od jednego rosyjskiego dostawcy dostępem do wielu źródeł gazu, ropy i energii - podkreśla Zuzanna Nowak.

Jak przypomina, Polska po 2022 r. przeniosła znaczną część swojej architektury bezpieczeństwa energetycznego na kierunek morski. - Gaz dociera Baltic Pipe i w postaci LNG, ropa przez Naftoport, a energia elektryczna będzie w coraz większej skali produkowana na farmach offshore. Na wybrzeżu powstanie również elektrownia jądrowa. - To poprawa bezpieczeństwa, ale też sytuacja wymagająca ochrony portów, terminali, kabli, rurociągów i instalacji offshore - podkreśla.

Jak zaznacza Tomasz Zduńczyk, tu może się wiele wydarzyć. - Na Kremlu mogą być rozważane różne scenariusze, ale stawiałbym na mniejsze działania, poniżej progu prowadzącego do bezpośrednich konfrontacji - zaznacza analityk PISM. - Trzeba brać poważnie pod uwagę zagrożenie płynące z Rosji, choć obecnie spodziewałbym się raczej kolejnych prób przecięć kabli podmorskich, innych operacji podwodnych w tym działań nurków, albo prób sabotażu infrastruktury portowej.

Pierwsza polska farma wiatrowa

Najnowszym obiektem na Bałtyku jest uruchomiona 10 lipca 2026 r. pierwsza polska farma wiatrowa Paltic Power. Było to testowe uruchomienie pierwszych z 50 turbin. Jak przekazał Orlen, pełna eksploatacja farmy ma ruszyć pod koniec 2026 r. Do kwestii ich bezpieczeństwa odnosił już kilka miesięcy temu minister finansów Andrzej Domański w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

- Projekty dotyczące rozwoju energetyki muszą być oceniane pod kątem efektywności kosztowej. Morska energetyka wiatrowa powstaje na Bałtyku, czyli akwenie obecnie niestabilnym. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby do każdego projektu kupić jedną łódź podwodną do jego obrony - mówił szef resortu finansów.

Przypomnijmy, że równolegle Polenergia prowadzi budowę pierwszych dwóch z trzech planowanych farm: Bałtyk 2 i Bałtyk 3 po 50 turbin każda. Do 2027 r. na Morzu Bałtyckim powstaną nowe polskie farmy wiatrowe o łącznej mocy 3 tys. MW.

Jak pisaliśmy w money.pl ich połączenie z lądem to ok. 200 km nowych kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, które trzeba zabezpieczyć. Z naszych informacji wynika, że firma zdecydowała o położeniu ich na większej głębokości oraz dodatkowym zabezpieczeniu kabli przed ewentualnym uszkodzeniem mechanicznym, np. poprzez ciągniętą po dnie kotwicę statku.

Jak podkreślają analitycy, oczywiście nie da się fizycznie pilnować każdego kilometra infrastruktury, zwłaszcza offshore. - Taki model byłby niewykonalny i ekonomicznie absurdalny - podkreśla Nowak. Ochrona musi być złożona i warstwowa: monitoring morski i satelitarny, analiza zachowania statków, cyberbezpieczeństwo, współpraca operatorów ze służbami oraz zdolność szybkiej naprawy i zastąpienia uszkodzonych elementów.

- Morskie farmy wiatrowe są trudniejsze do ochrony niż zwarte obiekty lądowe - jak choćby duże elektrownie konwencjonalne - bo tworzą rozproszony system turbin, kabli, stacji elektroenergetycznych, łączności i infrastruktury serwisowej. Najbardziej wrażliwym elementem nie musi więc być sama turbina. Uszkodzenie turbiny ogranicza część produkcji. Uszkodzenie wspólnego punktu wyprowadzenia mocy może oddziaływać na znacznie większą część farmy i na bezpieczeństwo energetyczne - mówi analityczka.

Nie jeden, a trzy terminale

Polska na bieżąco rozwija swoje systemy zabezpieczeń dla infrastruktury morskiej. Już w zeszłym roku pisaliśmy o dodatkowych zabezpieczeniach dla portu LNG w Świnoujściu. To tu wpływają gazowce z błękitnym paliwem dla Polski i krajów regionu, tu również łączy się z systemem gazociąg podmorski Baltic Pipe.

Jak informowała nas wówczas rzecznik operatora Gaz-System Iwona Dominiak, Baltic Pipe jest regularnie poddawany inspekcji i monitoringowi przy współpracy z MON. W strukturze Pionu Bezpieczeństwa powołano Wewnętrzną Służbę Ochrony (WSO) w celu ochrony Terminala LNG, a pracownicy na kluczowych obiektach gazowych przechodzą specjalne ćwiczenia z policją, Formozą oraz GROM-em.

Jednak już niedługo Polska będzie miała nie jeden terminal, a trzy. Pierwszy terminal FSRU w Zatoce Gdańskiej ma zostać uruchomiony na przełomie 2027 i 2028 r. Jednostka ma przypłynąć do Gdańska w IV kwartale 2027 r., a regularną pracę zacząć od 2028 r. Pod koniec czerwca premier Donald Tusk poinformował o decyzji zakupu drugiej jednostki regazyfikującej, która znacznie rozszerzy możliwości gazoportu.

To oznacza, że nasz kraj będzie musiał sprostać ochronie kolejnego ważnego punktu na wybrzeżu. - Doświadczenia wojny ukraińsko-rosyjskiej pokazują, jak bardzo trudno jest bronić portów morskich czy infrastruktury krytycznej. Dziś nadrabiamy tę kwestię, biorąc pod uwagę zarówno działania hybrydowe, sabotaż, jak i bezpośredni atak. Dzieje się to na różnych poziomach, również poprzez modernizację marynarki wojennej, budowę nowoczesnej fregaty w ramach programu "Wicher" czy zakup okrętów podwodnych "Orka" - stwierdza Tomasz Zduńczyk.

Zuzanna Nowak przypomina, że planowane FSRU nie będą jedynie dodatkowymi terminalami, lecz częścią dużego północnego wejścia gazu do Polski i regionu Europy Środkowej. - Terminal FSRU też nie jest jednym obiektem. To cały łańcuch: jednostka regazyfikacyjna, nabrzeże, podejście dla metanowców, gazociąg, infrastruktura lądowa, tłocznie, systemy teleinformatyczne oraz gazociągi prowadzące w głąb kraju. Odporność terminala jest tak duża jak odporność jego najsłabszego elementu - zaznacza.

Flota cieni wciąż zagrożeniem

Bałtyk już stał się polem walki z tą rosyjską "flotą cieni". Rosja wykorzystuje ją, aby obejść nałożone na nią sankcje. Wykorzystuje do tego statki tanich armatorów, zarejestrowane na Bermudach, w Hongkongu, Liberii, na Wyspach Marshalla, a nawet pod banderami greckimi, cypryjskimi czy maltańskimi, często w bardzo złym stanie technicznym.

- Wciąż nierozwiązany jest problem floty cieni, która nam się kojarzy głównie z przemytem, a jest ona zaangażowana również w inne działania wywiadowcze czy sabotażowe - przypomina Zduńczyk.

Jak zaznacza Zuzanna Nowak, Bałtyk jest płytki, zatłoczony i coraz gęściej pokryty infrastrukturą, dlatego działania celowe można łatwo ukryć w zwykłym ruchu statków, awariach czy błędach nawigacyjnych. - Realnymi zagrożeniami są zakłócenia GNSS, cyberataki, sabotaż i aktywność floty widmo - wylicza.

Zakłócenia sygnału GNSS i GPS pochodzą z tajnego rosyjskiego kompleksu wojskowego w obwodzie królewieckim. Pod koniec maja Darius Kuliesius, zastępca szefa litewskiego regulatora łączności, w rozmowie z Reutersem ostrzegał, że Rosja zwiększyła liczbę ustawionych w bazie anten wykorzystywanych do tzw. spoofingu (fałszowania sygnału GPS) z trzech na początku 2025 r. do 36. A jej zdolność zakłócania sygnału ma sięgać nawet 450 km.

To pozwala nie tylko ukryć się flocie cieni, ale również sprowadza realne zagrożenie dla statków i samolotów.

- Konieczne są kolejne decyzje dotyczące zwalczania floty cieni. Szwedzi i Finowie, powołując się na sprawdzanie stanu technicznego, zatrzymują i sprawdzają te statki. Podobne działania prowadzą Francuzi i Brytyjczycy. Pamiętajmy, że również zagrożenie zanieczyszczenia Bałtyku przez tonący tankowiec może być elementem działań hybrydowych - podkreśla Zduńczyk.

Szybkość reagowania

Ochrona infrastruktury krytycznej na Bałtyku i walka z "flotą cieni" to wspólne zadanie zarówno realizowane w ramach NATO, jak i w ramach porozumień między członkami UE czy poszczególnymi krajami Morza Bałtyckiego.

Mimo tego ochrona własnej infrastruktury ciąży przede wszystkim na nas samych. Czy jesteśmy przygotowani? O tym przekonamy się dopiero w momencie, kiedy zderzymy się z kryzysem. Jak podkreśla Zuzanna Nowak, odporny system to nie taki, w którym nic się nie psuje, lecz taki, w którym pojedynczy incydent nie przeradza się w kryzys państwa.

Kiedy Bałtyk staje się nowym centrum ciężkości polskiego bezpieczeństwa energetycznego, kluczowa staje się zdolność szybkiego przełożenia wykrytego zagrożenia na skoordynowaną decyzję.

- Nie chodzi więc o zagwarantowanie, że żaden incydent się nie wydarzy. Chodzi o to, by został szybko wykryty nie sparaliżował całego systemu i spotkał się z natychmiastową, skoordynowaną reakcją - podsumowuje Zuzanna Nowak.

Wybrane dla Ciebie