WAŻNE
TERAZ

Szokująca porażka Świątek. A przed rokiem grała w finale

Wielka inwestycja Polski. Może nas wynieść do pierwszej ligi w Europie

Polska będzie miała trzy terminale LNG. Zapadła decyzja o rozbudowie gazoportu w Zatoce Gdańskiej o dodatkową pływającą jednostkę. - To szansa na stanie się ważnym w regionie węzłem, wzmocnienie naszej pozycji - ocenia Tymon Pastucha, analityk ds. polityki energetycznej w PISM.

Port LNG w Świnoujściu. Wodowanie jednostki FSRUPort LNG w Świnoujściu (z prawej) i wodowanie jednostki FSRU (z lewej)
Źródło zdjęć: © Gaz-System
Przemysław Ciszak

Polska zamierza rozbudować tzw. Korytarz Północny, czyli infrastrukturę, która ma pozwolić dystrybuować gaz do krajów sąsiednich. W Zatoce Gdańskiej powstanie drugi pływający terminal LNG (FSRU). Jak przekazał we wtorek Gaz-System, oznacza to, że Polska będzie dysponować w sumie trzema takimi terminalami LNG o łącznej mocy regazyfikacji ponad 20 mld m sześc. gazu rocznie.

- Mamy jeden (terminal - red.) w Świnoujściu, kończymy budować pływający terminal w Zatoce Gdańskiej. Trzeci, też pływający, w Zatoce Gdańskiej również powstanie - informował premier Donald Tusk, podkreślając, że ta inwestycja utwierdzi rolę Polski jako hubu gazowego.

Proces stawania się hubem gazowym przyśpieszył. Jak ocenia Gaz-System, dzięki dwóm terminalom FSRU oraz dotychczas zrealizowanym inwestycjom infrastrukturalnym, Polska będzie dysponowała zdolnościami importowymi gazu sięgającymi około 50 mld m sześc. rocznie.

"Jest potrzeba terapii szokowej". Europa ma dużo do nadrobienia ws. obronności

Sławomir Hinc, prezes Gaz-Systemu podkreśla, że będzie to nie tylko wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju i regionu, ale także stworzenie warunków do budowy hubu gazowego, sprzyjającego zwiększeniu konkurencji, efektywniejszemu wykorzystaniu infrastruktury oraz stopniowemu obniżaniu kosztów dostaw gazu.

Polska zyska na znaczeniu

Rozbudowa infrastruktury morskiej stwarza szansę, aby Polska stała się kluczowym węzłem energetycznym dla krajów sąsiednich. Wspomniany Korytarz Północny tworzą infrastruktura już istniejąca (gazociąg Baltic Pipe i gazoport w Świnoujściu) oraz ta planowana (pływający gazoport w Gdańsku). Co ma ogromne znaczenie w kontekście tego, że od 1 stycznia 2028 r. obowiązywać będzie całkowity zakaz importu gazu z Rosji do państw Unii Europejskiej.

- Wydaje się, że Gaz-System sumiennie przeanalizował zapotrzebowanie na import gazu w naszym regionie. Zgłaszane przez firmy zagraniczne zapotrzebowanie prawdopodobnie zapewni pełne wykorzystanie mocy regazyfikacyjnych - ocenia Tymon Pastucha, analityk ds. polityki energetycznej w PISM.

Przypomnijmy, że badania rynkowe potwierdziły, że firmy ze Słowacji, Czech, Litwy czy Ukrainy łącznie zgłosiły zainteresowanie ilością gazu dochodzącą do nawet 9 mld m sześc. To oznacza, że zapotrzebowanie na surowiec z Polski jest cztery razy większe, niż początkowo zakładano.

- Druga jednostka FSRU jest przygotowana właśnie na rynki regionalne, głównie z myślą o dostawach na Ukrainę i Słowację. W przyszłości być może również na Węgry czy do Czech. To stwarza Polsce szansę na stanie się ważnym w regionie węzłem, co wzmocni naszą pozycję - dodaje analityk PISM.

Co z sojuszem gazowym z Ukrainą?

Polska od lat rywalizowała z Niemcami o pierwszeństwo w roli hubu gazowego w centralnej Europie. Sprzyja nam jednak centralna lokalizacja. Dodatkowo do tej pory bardzo dobre relacje z Ukrainą dawały podstawy do współpracy z tym krajem, który posiada największe w Europie magazyny gazu.

Najbliżej Polski znajdują się obiekty Bilcze-Wołycia koło Stryja. To największy kompleks podziemnych magazynów w Europie, mogący pomieścić aż 17 mld m sześc. gazu. To one mogłyby stać się zapleczem dla sprowadzanego gazu przez Polskę. Zresztą idea budowy Wschodnioeuropejskiego Hubu Gazowego, który stałby się solą w oku Putina, była już kilka razy podnoszona, a kolejne propozycje Kijów składał Polsce jeszcze w 2024 r. i 2025 r. , o czym szeroko pisaliśmy w money.pl.

Podsycanie napięcia między Polską a Ukrainą (w związku z nadaniem jednej z jednostek wojskowych nazwy "Bohaterów UPA" i decyzją o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu) odbija się nie tylko na relacjach, ale również na wspólnych inwestycjach i planach. "W ferworze polityki godnościowej nie zmarnujmy wspólnej przyszłości" - napisali w apelu zarządu Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Zasadnym staje się więc pytanie, czy eskalujący konflikt będzie miał również wpływ na wielki sojusz gazowy z Ukrainą?

- Nie sądzę, aby bieżące napięcia polityczne były na ten moment realnym zagrożeniem dla projektów współpracy energetycznej Ukrainy z Polską. Podobnie jak z paliwami, których głównym kierunkiem importu pozostaje Polska, tak również w przypadku gazu ta współpraca ma solidne podstawy. Ukraińcy już wcześniej wyrażali zainteresowanie pozyskiwaniem gazu z portów bałtyckich. Polska będzie tu istotnym partnerem - podkreśla w rozmowie z nami Pastucha.

Coraz więcej gazu z USA

Kluczowym dostawcą LNG dla Polski i Europy są dziś Stany Zjednoczone. Polska ma ambicję zwiększać import amerykańskiego gazu, także z myślą o Ukrainie i państwach regionu. To wzmacnia relacje z USA, ale tworzy też nowe zależności.

Jak wynika z ostatnich pełnych danych Forum Energii, import LNG z USA do Polski w całym 2025 r. wyniósł 5,62 mld m sześc., co stanowiło ok. 72 proc. polskiego importu LNG, wobec 56 proc. rok wcześniej.

Co prawda w całkowitym imporcie gazu (LNG + gazociągi) na poziomie 20,2 mld m sześc. Stany Zjednoczone odpowiadały za ok. 28 proc. dostaw i były drugim dostawcą po Danii (39 proc., ok. 7,9 mld m sześc. przez Baltic Pipe), ale ten udział wciąż rośnie. To zresztą tendencja całej UE, która coraz bardziej uzależnia się od dostaw z USA.

Od początku 2026 r. udział amerykańskiego gazu w imporcie UE wyniósł 59 proc., a w kwietniu sięgnął nawet 64 proc. - wskazywał Bloomberg.

- Budowa kolejnego gazoportu daje możliwości pozyskania gazu z różnych kierunków. Dziś Europa stawia przede wszystkim na amerykański gaz. Ta zależność od USA będzie wzrastać, bo rola USA w produkcji LNG tylko rośnie. Jeśli nie chcemy kupować surowca z Rosji, pozostają opcje takie jak Bliski Wschód, Afryka i państwa Ameryki Południowej. Każda nadmierna zależność od jednego dostawcy, w tym wypadku USA, nie jest optymalna. To jednak mniejsze zagrożenie niż powrót do handlu z Rosją - mówi Tymon Pastucha.

Polskie porty muszą być gotowe

Rynek LNG jednak nie stoi w miejscu. Nowe projekty eksportowe powstają poza USA, co w kolejnych latach może zwiększyć liczbę dostępnych kierunków dostaw. Dla Polski oznacza to większą elastyczność, ale pod warunkiem, że infrastruktura portowa i przesyłowa będzie gotowa na obsługę większych wolumenów.

- Dziś ta dysproporcja na rzecz USA jest bardzo duża, ale kolejne projekty otwierane w Kanadzie, Meksyku, Afryce czy na Bliskim Wschodzie będą zmieniać balans - uspokaja analityk PISM.

Drugi FSRU w Gdańsku będzie więc czymś więcej niż kolejną jednostką przy nabrzeżu. To element większej układanki: odejścia regionu od rosyjskiego gazu, wzmocnienia północnego kierunku dostaw i budowy pozycji Polski jako państwa, które nie tylko kupuje gaz na własne potrzeby, ale może też pośredniczyć w jego dostawach do sąsiadów i zarabiać na jego tranzycie.

- Nasze zdolności importu gazu przez Bałtyk już pokrywają naszą konsumpcję wewnętrzną. Dopiero rozbudowa infrastruktury daje nam realne możliwości reeksportu na inne rynki. Decyzja o pozyskaniu dwóch jednostek FSRU to jednak dopiero pierwszy krok. Do zbudowania hubu konieczne są m.in. dalsza budowa platform handlu gazem, rozszerzanie dostępu do infrastruktury i sieci przesyłowej - wylicza ekspert PISM.

Jak ocenia, rozbudowa projektu FSRU o kolejną jednostkę pozwoli nam jednak wejść do wielkiej gazowej gry, jaka toczy się wśród krajów UE.

Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie