Pytany o to, czy odpowiedzialność za sytuację na stacjach ponosi Donald Trump, prezydent przyznał, że geopolityka wpływa na ceny paliw w Polsce, w Europie i na świecie. Zdaniem Nawrockiego rząd nie przewidział, co stanie się po 31 sierpnia, gdy przestanie działać program CPN, i nie podjął w tej sprawie dialogu z Kancelarią Prezydenta.
- Efektem są najwyższe ceny paliw od około trzech lat - stwierdził. Prezydent odniósł się przy tym krytycznie do ministra energii Miłosza Motyki, nazywając go zagubionym w przestrzeni politycznej.
"Prawo nie działa wstecz"
Prezydent odrzuca tłumaczenia rządzących, którzy jego weto wobec ustawy o nadzwyczajnych zyskach firm paliwowych wskazują jako przyczynę podwyżek. Jak stwierdził, nie jest to zgodne z faktami.
WIDEOMikrokawalerki w rodzinie Rasia. Wiceminister: nie ma konfliktu interesów
Powód skierowania przepisów do Trybunału Konstytucyjnego był w jego ocenie zasadniczy. Ustawa miała obowiązywać od września, ale obejmować wpływy ze sprzedaży paliw już od marca. — Prawo nie działa wstecz. Każdy student prawa na uniwersytecie wie, że prawo nie działa wstecz — podkreślił.
— Zostałem postawiony przed sytuacją, w której miałem zadecydować, że coś, co wejdzie we wrześniu, będzie obowiązywać od marca — dodał, wskazując, że jako strażnik konstytucji postanowił zapytać o zdanie Trybunał.
Prezydent zwrócił też uwagę na drugie ryzyko, jakie miały wykazać analizy. Chodziło o to, że obciążenie zyskami koncernów paliwowych, ale też mniejszych firm, mogło przełożyć się na jeszcze wyższe ceny na stacjach.
"Ceny Donalda Tuska"
Odpowiedzialność za bieżącą sytuację prezydent przypisał wprost szefowi rządu, mówiąc, że dzisiejsze ceny paliw to ceny Donalda Tuska. Jego zdaniem czasu na wypracowanie mechanizmu było dużo, ale nikt nie chciał o tym rozmawiać.
Nawrocki zarzucił także ministrowi finansów brak gotowości do negocjacji z Pałacem Prezydenckim — zarówno w sprawie reformy podatkowej, jak i cen paliw. Jak zaznaczył, jego postawa nie jest rzucaniem kłód pod nogi.
Jako dowód dobrej woli przywołał sprawę funduszu prezydenckiego. Pod koniec zeszłego roku, mimo że za stan służby zdrowia odpowiadają resort i rząd, zdecydował się przekazać 3 mld zł na ochronę zdrowia. Podobnej postawy oczekiwałby przy rozmowach o zmianach podatkowych i programie CPN, gdzie muszą spotkać się perspektywy rządu i prezydenta.