Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Niechciany efekt zakazu handlu. Sieci supermarketów skorzystały, a małe sklepy zamykane

Polacy mają coraz więcej pieniędzy i wydają też więcej. Sklepy zadowolone? Chyba nie te małe, bo ubywa ich ostatnio najszybciej od piętnastu lat. Za to supermarkety i Żabki mnożą się na potęgę. Jeden z efektów zakazu handlu w niedziele jest odwrotny od spodziewanego.

Podziel się
Dodaj komentarz
(WP.PL)
Kilkanaście tysięcy małych sklepów zamknięto po zakazie

Głównym celem wprowadzenia zakazu handlu w niedziele było odciążenie dziesiątek tysięcy pracujących w handlu ludzi i zapewnienie im dnia wolnego dla rodziny. Ale głośno rząd prognozował też, że przy okazji polscy drobni sklepikarze skorzystają. "Otworzą swój punkt handlowy w niedzielę i zarobią to, czego nie zarobi wtedy duża sieć" - padały argumenty.

Kolejne dane z branży handlowej potwierdzają jednak, że efekt w tym drugim przypadku jest dokładnie odwrotny od oczekiwanego. Małe sklepy, zamiast się rozwijać - zwijają się. Wszystko mimo tego, że bezrobocie jest rekordowo niskie, a ludzie zarabiają coraz więcej i więcej też wydają w sklepach.

Zobacz też: Zakaz handlu w niedziele pełną parą od 2020 r.

Według najnowszego raportu GUS "Rynek wewnętrzny 2018", w pierwszym roku obowiązywania przepisów, wyłączających większość sklepów z możliwości handlu w niedziele, ubyło aż 15,2 tys. punktów handlowych. Tak się złożyło, że to największy spadek od 2004 roku.

Na koniec grudnia 2018 było ich już łącznie niecałe 340 tys. To najmniej w tym wieku. Dla porównania jeszcze w 2006 było to prawie 400 tys. sklepów, a w 2002 prawie 450 tys. W latach 2012-2016 sklepów nawet przybywało.

Załamanie zaczęło się w 2017 roku. Tak się złożyło, że w tym samym roku Sejm przyjął ustawę z inicjatywy NSZZ Solidarność, ograniczającą handel w niedzielę. Od 1 marca do 31 grudnia 2018 handel w niedziele został ograniczony do pierwszej i ostatniej niedzieli miesiąca oraz dwóch niedziel przed Bożym Narodzeniem i jednej przed Wielkanocą. Od 2019 roku odjęto z tej listy pierwszą niedzielę w miesiącu, a w przyszłym roku zostanie handlowych niedziel tylko siedem w roku.

Małe zamykane, supermarkety rosną

Dane GUS wskazują, że to głównie małe sklepy szybko znikają z naszego krajobrazu. Razem z zamkniętymi 15,2 tys. punktami rozwiązało się w ubiegłym roku 14,2 tys. małych firm w handlu detalicznym. Głównie tych, które miały jeden lub dwa sklepy. W tym roku trend wyhamował, ale ubytki są duże.

"Obwiniać" trzeba między innymi handel internetowy. Skoro już nawet żywność dowożą pod drzwi mieszkania, to lekko nie jest. Co prawda takie firmy jak Frisco.pl przynoszą wciąż straty, ale jednak odbierają część rynku. Są po prostu tak blisko klienta, jak tylko się da i sklepy osiedlowe tracą ten walor.

Jednocześnie przyśpieszyły otwarcia supermarketów, czyli m.in. sieci dyskontowych. Na koniec ubiegłego roku było ich 7659 - o 342 więcej w ciągu dwunastu miesięcy. Tempo przyrostu było najwyższe od 2014 roku.

Wysokie tempo narzuciła szczególnie sieć Dino. W ubiegłym roku otwarła 202 supermarkety i miała ich już łącznie tysiąc. Szybko rosła też zarządzana przez Eurocash sieć Delikatesy Centrum, która urosła o prawie sto punktów. 40 sklepów "dorzucił" Lidl, dochodząc do 670 sklepów na koniec ubiegłego roku.

Biedronka nie skupia się już na owych otwarciach, ale nie przeszkadza to jej przyciągać pieniądze klientów. Wspomagana reklamami telewizyjnymi sprzedaż rośnie ostatnio dynamicznie.

Zarówno Biedronka, jaki i Lidl w reklamach koncentrują się głównie na klientach weekendowych i po wynikach widać, że udało im się zmienić ich niedzielne przyzwyczajenia. Na początku 2019 roku Biedronka co prawda miała zachwianie w przychodach i narzekała na zakaz, ale narzeka już coraz ciszej, a po dynamice przychodów widać, że klienci już się przestawili na piątki i soboty.

Przypadek Żabki

Od zakazu handlu w niedziele przewidziano ponad 30 wyjątków. Między innymi mogą handlować poczty, stacje paliw i sklepy prowadzone przez właściciela. Z tej pierwszej możliwości korzysta sieć Żabka, która mnoży się na potęgę w ostatnich dwóch latach i oferuje właśnie usługi pocztowe. Sama Poczta Polska raczej niespecjalnie z możliwości handlu w niedziele korzysta, bo "jedzie na stratach".

Żabek jest obecnie 5876, podczas gdy na koniec 2018 roku było 5000, a w 2016 roku 4500. W 2013 roku było ich jeszcze 3000. To kolejna cegiełka do upadku części sklepików osiedlowych.

Na warszawskich Bielanach na osiedlu spółdzielni Wardom był mały sklepik. Wytrzymał pojawienie się w odległości kilometra Carrefoura. Potem oddalonego o 500 metrów Lidla. Przetrzymał nawet otwarcie odległej o 300 metrów Biedronki. Ale gdy 100 metrów obok otworzyła swoje podwoje Żabka, to był już jego koniec.

Zakaz handlu w niedziele przyśpieszył nie tylko inwestycje Żabki, ale też rozwój sklepików na stacjach paliw. Było nie było, są wyłączone z niedzielnego zakazu, więc firmy wyczuły szansę. Szczególnie celuje w tym PKN Orlen, który otworzył już 459 sklepów O!Shop. W ubiegłym roku przybyło ich 202, a w pierwszych trzech kwartałach 2019 r. - 105.

Żabki, dyskonty, stacje paliw i internet. Koalicja przeciw sklepikom osiedlowym jest na tyle silna, że trudno się utrzymać na powierzchni. Zakaz handlu tylko przyśpieszył upadek tych najsłabszych.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
04-11-2019

obokWięcej odwagi autorze. Żyjemy w czasach kiedy każdy nonsens może zaistnieć i żyć swoim życiem. Rozumiem, że zwiększenie liczby supermarketów polepszy … Czytaj całość

05-11-2019

Irekwow, każdy o tym mówił od lat a pis swoje. Wszystko, co dotknie kaczyński zmienia się w googwno.

05-11-2019

DJGłównym celem było nagnanie ludzi do kościoła, ale nie wyszło, bo kościół w tym czasie robił wszystko, aby zniechęcić ludzi do siebie. Ja przestałem … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (90)