Oni nie doczekają otwarcia. Kelnerzy już uciekli z gastronomii

- W naszej branży niewiele osób obchodzi bunt restauratorów, bo kelnerów i kucharzy jest już jak na lekarstwo. Kto mógł, uciekł wcześniej – mówią money.pl kelnerzy i pracownicy gastronomii. Wiele osób nie dało po prostu rady czekać na to, aż lokale znów będą mogły działać.

Spora część kelnerów uciekła z branży gastronomicznej już na dobre.Spora część kelnerów uciekła z branży gastronomicznej już na dobre.
Źródło zdjęć: © Unsplash.com | Pelle Martin
Konrad Bagiński

Spora część restauracji, barów i innych lokali gastronomicznych nie jest już zainteresowana przejawami buntu. Skala upadłości w branży wydaje się spora, aczkolwiek trudno ją na tę chwilę oszacować. Jednymi z pierwszych ofiar lockdownu byli kelnerzy – obecnie prawie zbędni w miejscach, które jeszcze działają i serwują jedzenie na wynos. Większość prawdopodobnie odeszła z branży.

W Polsce jako kelnerki i kelnerzy pracuje ok. 40 tysięcy osób. To dane oficjalne, ale to liczba, którą również trudno weryfikować. Z pewnością było ich więcej, bo spora część pracowała w szarej strefie.

Odmrożenie gastronomii. Minister zasugerowała datę. "W ubiegłym roku zaczęło się w maju"

- Kelnerzy to urodzeni handlowcy, oczywiście ci dobrzy. Więc większość z nas nie ma wielkich problemów z przebranżowieniem się. Oni poszli do innych branż. Jeden wozi paczki, został kurierem, koleżanka pracuje na stacji benzynowej – mówi w rozmowie z money.pl Marcin, młody kelner z Warszawy. Jeszcze niedawno pracował w sieciowej restauracji, dziś obsługuje klientów w sklepie internetowym.

Faktem jest, że – jeśli chodzi o tę branżę – lockdown uderzył przede wszystkim w młodych ludzi.

- Dla systemu i większości ludzi jesteśmy niewidzialni. Kelner to u nas nie zawód, tylko takie czasowe zajęcie. Proszę sobie przypomnieć – ile razy przed pandemią widział pan w knajpie kelnera albo kelnerkę po pięćdziesiątce? Na Zachodzie tak pracuje mnóstwo osób w sile wieku, sporo starszych – mówi Adam z Krakowa.

Tę obserwację potwierdza Michał Chabior, prezes Stowarzyszenia Kelnerów Polskich i członek zarządu Polskiej Izby Hotelarzy.

- Pracodawcy nie zapewniają stabilności, odpowiednich warunków, godziny pracy są dziwne. To się czasem ociera o niewolnictwo, jeśli ktoś przychodzi do pracy i nie wie o której skończy. Wiele osób nie ma zapewnionej stałej godnej pensji, nie ma związków zawodowych – wylicza.

Chabior dodaje, że jeśli chodzi o obecny lockdown, sytuacja zawodowych kelnerów z dużym doświadczeniem i pracujących dla renomowanych restauracji i hoteli już dawno została wyjaśniona.

- Oni w znacznej mierze zostali zwolnieni. Mieli umowy o pracę, dostali wypowiedzenia i po prostu się przebranżowili. Pozostaje pytanie, czy oni do tego zawodu wrócą – można mieć co do tego spore obawy – mówi Chabior.

Z kolei pracownicy zatrudniani na czarno bądź umowy cywilnoprawne zostali bez pracy z dnia na dzień. Ta część firm, które radzą sobie z dostarczaniem jedzenia do klientów, stara się wykorzystać kelnerów jako dostawców. Robią tak pizzerie, ale i inne restauracje z jedzeniem, które można łatwo dowozić.

- Pizzerie to specyficzny kawałek rynku. Pizza świetnie sprawdza się w dowozie, są restauracje, które i przed lockdownem miały na przykład 2 stoliki albo żadnego, a i tak świetnie dawały sobie radę. Po prostu ponad 90 proc. zamówień miały z dowozem. Jeśli któraś miała kelnera albo kelnerkę, to oni się teraz zajmują wożeniem placków. Ja tak przynajmniej robię, wiem, że to powszechna praktyka w branży – mówi nam Marek, pracownik jednej ze stołecznych pizzerii.

Do tej pory kelnerzy i inni pracownicy gastronomii mogli dorabiać poza stałym miejscem pracy. Konferencje, eventy, wesela pozwalały zarobić dodatkowe pieniądze. Teraz te możliwości są również zamrożone.

A branża gastro – kiedy rząd pozwoli jej znowu pracować – musi szykować się na kolejny problem.

– Wiele osób już nie wróci do tej pracy – mówi Michał Chabior i ostrzega, że po otwarciu gastronomii oraz hoteli, firmy będą miały spory problem ze skompletowaniem załogi. – Dwudniowy kurs dla kelnera kosztuje ok. 2 tysięcy złotych netto. Którą firmę po pandemii będzie stać na to, by zapłacić takie sumy? – pyta.

Wybrane dla Ciebie
Machina wojenna Putina się zaciera. Nie sposób ignorować problemów w gospodarce
Machina wojenna Putina się zaciera. Nie sposób ignorować problemów w gospodarce
Azja kończy luty rekordem. Europa czeka na dane
Azja kończy luty rekordem. Europa czeka na dane
Ministra broni reformy PiP. "Pracowałam na śmieciówkach"
Ministra broni reformy PiP. "Pracowałam na śmieciówkach"
Ceny ropy wciąż rosną. Napięcie wokół Iranu elektryzuje rynki naftowe
Ceny ropy wciąż rosną. Napięcie wokół Iranu elektryzuje rynki naftowe
Wielkie przejęcie. Tak pracownik CNN zareagował, że będzie miał nowego szefa
Wielkie przejęcie. Tak pracownik CNN zareagował, że będzie miał nowego szefa
Netflix wycofuje się z walki o Warner Bros. Rynek zareagował pozytywnie
Netflix wycofuje się z walki o Warner Bros. Rynek zareagował pozytywnie
ZUS przyspieszył wypłaty. Większe emerytury już na kontach
ZUS przyspieszył wypłaty. Większe emerytury już na kontach
Stoi na czele Wenezueli i apeluje do Trumpa o zmianę kluczowej decyzji
Stoi na czele Wenezueli i apeluje do Trumpa o zmianę kluczowej decyzji
Biały Dom spowolnił sprzedaż Łukoilu. Chce blokować wypływy. To ma być karta przetargowa
Biały Dom spowolnił sprzedaż Łukoilu. Chce blokować wypływy. To ma być karta przetargowa
MON tworzy Legion Medyczny. Chętnych nie brakuje. Oto kto się zgłosił
MON tworzy Legion Medyczny. Chętnych nie brakuje. Oto kto się zgłosił
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 27.02.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 27.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 27.02.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 27.02.2026