Wokół Europy sytuacja na rynku ropy jest napięta – blokada cieśniny Ormuz ucięła dostawy z Zatoki Perskiej, a ponad 30 proc. unijnego diesla pochodziło dotąd właśnie z tamtejszych rafinerii. Surowca brakuje, więc w większości państw ceny wystrzeliły w górę.
Jednocześnie Polska zdecydowała się na obniżkę cen paliw poprzez zmiany podatkowe. Efekt jest taki, że na polskich stacjach można obecnie zatankować taniej niż w większości państw UE. Różnica zaczęła przyciągać kierowców zza granicy. Jak wskazuje w rozmowie z wnp.pl, Urszula Cieślak z BM Reflex, obniżki podatków mogą prowadzić do tzw. turystyki paliwowej. Ta oznacza dodatkowy popyt na stacjach położonych w pobliżu granicy.
Tyle zaoszczędzą na pełnym baku
Skala różnic jest szczególnie widoczna na granicy z Czechami. Na jednym 50-litrowym baku diesla oszczędzają po polskiej stronie jakieś 40 zł (220 koron), a przy benzynie PB95 zostaje im w kieszeni niemal 60 zł (325 koron).
Według rozmówców z branży sprzedaż paliw na stacjach przygranicznych mogła wzrosnąć nawet o 15 proc. lub więcej, choć skala zależy od konkretnej lokalizacji. Firmy nie podają oficjalnych danych pokazujących, jak duża część dodatkowego popytu pochodzi od zagranicznych kierowców.
Różnice są jeszcze większe w przypadku Niemiec. Według wnp.pl, litr benzyny i diesla w Polsce kosztuje średnio o około 60–71 eurocentów mniej niż za zachodnią granicą. Przy 50-litrowym baku daje to oszczędność od około 131 do 155,5 zł.
Na stacjach w miejscowościach przygranicznych widać już samochody z niemieckimi tablicami. Sprzedawczyni jednej ze stacji w Zgorzelcu przyznała, że ruch jest duży, choć nie była w stanie ocenić, czy liczba aut z Niemiec wyraźnie wzrosła. Z kolei pracownica stacji Intermarche w Słubicach zwróciła uwagę na samochody z rejestracjami z Frankfurtu nad Odrą i Berlina.
Jej zdaniem większego zainteresowania można spodziewać się przed świętami, kiedy zakupy spożywcze i prezentów mogą być łączone z tankowaniem.
Branża obawia się niedoborów
Ten napływ klientów martwi ekspertów. Adam Sikorski, prezes Unimotu, ostrzega wprost: jeśli zachodni kierowcy wykupią zapasy, na rynku zaczną się braki – zwłaszcza że w całej Europie logistyka paliwowa i tak jedzie na rezerwie.
Orlen studzi emocje. Koncern twierdzi, że poprzednie obniżki podatków nie wywołały paraliżu na stacjach, a sprzedaż przy granicy rosła podobnie jak w reszcie kraju. Paliwowy gigant deklaruje, że trzyma rękę na pulsie i w razie potrzeby po prostu wyśle na granicę więcej cystern.
Sytuację częściowo mogą łagodzić działania Czech i Niemiec, które również wprowadziły programy mające obniżyć ceny paliw dla swoich kierowców. Na razie nie wiadomo natomiast, czy polski rząd zamierza wprowadzić ograniczenia dotyczące sprzedaży paliw zagranicznym klientom. Na przesłane pytania w tej sprawie nie otrzymano odpowiedzi.