Petru chce ciąć socjal. Jest pytanie, którego nikt nie zadaje [OPINIA]

Dlaczego zastanawiamy się nad "przeglądaniem programów socjalnych", kiedy są tysiące milionerów, którzy płacą śmiesznie niskie podatki? Oni podwyżek danin by nie odczuli. W przeciwieństwie do osób, którym odebrano by socjal – pisze w opinii dla money.pl Kamil Fejfer, komentując słowa Ryszarda Petru dotyczące ograniczeń w 800 plus.

Kamil Fejfer i Ryszard PetruKamil Fejfer i Ryszard Petru
Źródło zdjęć: © East News | Jacek Domiński, ZipZapic.com
Kamil Fejfer

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Ryszard Petru, polityk koła Centrum, w programie "Graffiti" mówił między innymi o tym, żeby ograniczyć program 800+. Stwierdził też, że należy "przyjrzeć się programom socjalnym". Jednocześnie zauważył, że przedsiębiorcy mogą czuć się "zaatakowani" przez państwo.

Kontekstem wypowiedzi było ewentualne podwyższanie podatków. Takie ustawienie dyskursu jest nie tylko w oczywisty sposób liberalne na "starą modłę". To także wizja świata, w którym baczniej przyglądamy się wydatkom na biedniejszych niż opodatkowaniu naprawdę zamożnych. Szukamy więc oszczędności w kieszeniach ludzi, którzy niewiele mają. A do kieszeni tych, którzy mają je pełne, nie zaglądamy w ogóle.


DLA CIEBIE
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5 

Rating Polski w dół

Rozmowa w studiu Polsatu rozpoczęła się od kwestii zeszłotygodniowego obniżenia Polsce ratingu przez agencję Moody’s do poziomu A3. Jest to siódmy w 21-stopniowej skali ratingu. Określany jest on jako "upper-medium grade", czyli stopień "średnio wyższy".

Ryszard Petru zwrócił uwagę, że decyzja agencji wynika z naszych ostatnich problemów fiskalnych. To z kolei (zarówno problemy fiskalne, jak i nieco niższy rating) mogą zwiększać kłopoty gospodarcze w razie potencjalnego kryzysu. I tu oczywiście ma rację. Przypomnijmy, że według Komisji Europejskiej deficyt sektora finansów publicznych w 2026 r. wyniesie 6,5 proc. w relacji do PKB. A dług publiczny zbliży się do 65 proc. w relacji do PKB. Uznawane za "bezpieczne" progi to odpowiednio 3 proc. oraz 60 proc.

Wysoki deficyt przekładający się na wysoki dług publiczny, po pierwsze, powoduje, że rośnie koszt obsługi tego ostatniego (a więc co roku musimy przeznaczać miliardy złotych na samą spłatę zobowiązań). A po drugie – być może ważniejsze – pozostaje nam coraz mniejszy margines, jeśli chodzi o pożyczanie środków, kiedy pojawiłaby się nagła potrzeba.

Gdzie Petru mija się z faktami?

Dalej jednak polityk koła Centrum zaczyna mijać się z faktami. "To jest pokłosie polityki ostatnich kilkunastu lat. Bo to PiS zaczął od wydatków socjalnych" – mówił Ryszard Petru. Tylko że dzisiejszy deficyt bynajmniej nie jest wynikiem "rozdawnictwa", a – głównie – wydatków zbrojeniowych. W dalszej części jest to problem systemu ochrony zdrowia oraz systemu emerytalnego, które pochłaniają największą część wydatków publicznych w ogóle (a wzrost nakładów na te systemy wynika między innymi ze starzenia się społeczeństwa).

Wbrew temu, co sugeruje Ryszard Petru, od roku 2016, kiedy wprowadzono 500+, zarówno deficyt, jak i dług publiczny do pandemii malały! W 2016 r. było to odpowiednio 2,4 proc. w relacji do PKB oraz 54 proc. w relacji do PKB. A w 2019 r. odpowiednio – 0,7 proc. oraz 46 proc.!

© Główny Urząd Statystyczny | money.pl

Dlaczego tak się działo? Prawdopodobnie wynikało to z szybkiego wzrostu gospodarczego (napędzanego również transferami socjalnymi, na co są badania). Przyrost PKB z naddatkiem więc rekompensował wydatki na 500+. Tym samym więcej osób korzystało z owoców wzrostu.

Ryszard Petru używa więc tu dość klasycznej neoliberalnej mantry sklejającej zadłużenie z wydatkami socjalnymi, która, jak widać – przynajmniej w tym wypadku – ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

800 plus nie dla bogatych?

Polityk koła Centrum mówi również, że "bogaci nie powinni dostawać 800+". Jest to propozycja warta rozważenia. Pytaniem oczywiście pozostaje, gdzie byśmy ustawili próg zamożności i czy koszty administracyjne całej operacji nie przewyższyłyby zyski z niej. Można zastanowić się nad jakąś formą ograniczenia (na przykład w formie złotówka za złotówkę) transferu dla osób o dochodzie powyżej średniej.

Pytanie tylko, czy nie byłoby to wstęp do dalszego ograniczenia transferów. Możliwym następstwem takiej polityki byłby "efekt salami", gdzie po redukcji programu niezadowolona klasa średnia domagałaby się odcięcia od niego również osób biedniejszych.

Ryszard Petru na tym jednak nie poprzestaje. "Dzisiaj uważam, że należałoby rzucić okiem na wszystkie programy socjalne i sprawdzić, które trafiają tam, gdzie powinny, czyli do osób potrzebujących" – stwierdził. I brzmi to dość niewinnie. Któż by nie chciał ograniczenia niepotrzebnych wydatków? Pytanie jednak, o jakich konkretnie programach mówi Petru? Polska pomoc społeczna – delikatnie mówiąc – nie należy do najhojniejszych.

Cios w polskie firmy?

Jednocześnie wolnorynkowy polityk mówi o tym, że propozycje podatkowe koalicji rządzącej uderzą w "największe polskie firmy, które zatrudniają miliony ludzi" oraz w "część osób, które – w przeciwieństwie do pana Kacprzyka – mają duży obrót, ale bardzo mało zarabiają".

Ryszardowi Petru najpewniej chodzi o zmiany, które miałyby kompensować przesunięcie progów podatkowych do 130 tys. (powyżej takiej rocznej kwoty według rządzących miałaby obowiązywać stawka 24 proc.) oraz 150 tys. (tutaj miałoby "wchodzić" dzisiejsze 32 proc.).

Aby bilansować ubytek wpływów budżetowych (deficyt!) koalicja proponuje zwiększenie CIT z 19 do 22 proc. dla firm z rocznym przychodem przekraczającym 50 mln euro (ponad 200 mln zł) oraz ograniczenie limitu przychodów z obecnych 2 mln euro do 250 tys. euro rocznie w przypadku podmiotów rozliczających się ryczałtem. Ta druga forma była wybierana między innymi przez najzamożniejszych płatników PIT: lekarzy, najlepszych specjalistów IT, influencerów.

Petru macha ręką na milionerów

Na marginesie – to właśnie ryczałt był sposobem na niepłacenie daniny solidarnościowej (danina nakładana na dochód powyżej miliona złotych rocznie). Dzięki niemu od lat liczba milionerów dorzucających się dodatkowymi środkami do państwowej kiesy stała – pi razy oko – w miejscu. Najbogatsi mieli szeroko otwartą furtkę, żeby tych środków nie płacić.

Prawdopodobnie to właśnie ich Ryszard Petru miał na myśli (bo kogóż by innego?), kiedy mówił: "ci ludzie pytają: dlaczego ja mam płacić za to, że poszły za duże pieniądze na część wydatków socjalnych."

Innymi słowy, polityk koła Centrum, przyglądając się temu, czy przypadkiem ktoś niezbyt zamożny nie dostanie kilkuset złotych "nienależnie", macha ręką na milionerów.

Ale przecież pytanie można postawić inaczej. Dlaczego zastanawiamy się nad "przeglądaniem programów socjalnych", kiedy są tysiące milionerów, którzy płacą śmiesznie niskie podatki? Oni podwyżek danin by nie odczuli. W przeciwieństwie do osób, którym odebrano by socjal. Dla tych ostatnich kilka stówek miesięcznie mniej to wyraźne pogorszenie się jakości życia. A zarówno dla poziomu deficytu, jak i dla agencji Moody’s naprawdę nie ma znaczenia, skąd weźmiemy środki na łatanie długu.

Wybrane dla Ciebie