Polacy pokochali re-commerce. To już prawie sport narodowy

Co drugi Polak kupuje lub sprzedaje używane rzeczy. Z badania przeprowadzonego w kwietniu 2026 roku przez SW Research na zlecenie OLX wynika, że re-commerce to dziś wybór świadomy, a nie finansowy przymus. Wybór ludzi, którzy racjonalnie podchodzą do zakupów w sieci.

 Polacy pokochali re-commerce. To już prawie sport narodowy
Źródło zdjęć: © materiały partnera

Połowa Polski już tak kupuje z drugiej ręki…

Re-commerce, czyli handel rzeczami używanymi, nie jest żadną nowością. Targowiska, giełdy staroci, ogłoszenia w lokalnej gazecie – to wszystko re-commerce, tyle że w wersji analogowej. Nowością jest skala, z jaką przeniósł się do internetu. I grupa, która w nim uczestniczy.

Jeśli ktoś nadal myśli, że to domena studentów i emerytów szukających okazji gdzieś w second handzie, czas odświeżyć nieco ten obraz. Według badania SW Research dla platformy OLX w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż 45 proc. uczestników rynku zarówno kupowało, jak i sprzedawało używane przedmioty. W tej grupie kobiety są aktywniejsze niż mężczyźni - 48 do 40 proc. Ale ciekawsze jest co innego.

Re-commerce najchętniej zajmują się osoby w wieku 25–34 lata i te, które ukończyły 50 lat. Młodsi częściej sprzedają niż kupują, wśród starszych jest odwrotnie.

To dwa różne podejścia do tego samego rynku. Dla jednych to sposób na uwolnienie gotówki zamrożonej w rzeczach, których już nie potrzebują. Dla drugich okazja, żeby kupić coś wartościowego bez przepłacania. Różne motywacje, różne koszyki, ale wspólny mianownik – oba pokolenia wiedzą, że pieniądze można wydawać mądrzej. I coraz częściej tak robią.

…i będzie kupować jeszcze więcej

Niemal co trzeci uczestnik rynku wydał w ciągu ostatnich 12 miesięcy od 200 do 500 zł na zakupy z drugiej ręki. Ale 7 proc. przeznaczyło na ten cel ponad trzy tysiące złotych. To już nie jest rynek drobnych okazji.

Większość badanych planuje w ciągu najbliższego roku wydawać na używane przedmioty jeszcze więcej. Najciekawsze jest jednak to, kto planuje zwiększyć wydatki najbardziej. Wśród najmłodszych respondentów, do 24. roku życia, taką deklarację składa aż 60 proc.

Zetki, bo o nich mowa, to pokolenie wychowane na platformach sprzedażowych, dla którego kupno używanego smartfona czy kurtki przez internet jest równie naturalne jak zamówienie jedzenia z dowozem.

Z drugiej strony im wyższa wypłata, tym większa skłonność do zwiększania zakupów z drugiej ręki. Osoby zarabiające powyżej 7000 zł miesięcznie planują ten wzrost częściej niż te z dochodem do 3000 zł.

Niby nic w tym dziwnego, bo jak ktoś ma więcej pieniędzy, to zazwyczaj może sobie pozwolić na większe zakupy, i to nowe. A jednak coraz częściej wybiera używane. To chyba najlepszy dowód na to, że re-commerce przestał być wyborem podyktowanym ekonomią, a stał się elementem stylu życia.

Premium w niższej cenie

To nie znaczy, że cena przestała się liczyć. Dla 79 proc. uczestników badania pozostaje kluczowym czynnikiem przed podjęciem decyzji o zakupie. Jest tak we wszystkich grupach wiekowych i dochodowych. Kupowanie z drugiej ręki zawsze było, wciąż jest i zapewne w przyszłości także będzie opowieścią o niższej cenie. Dochodzą do tego jednak nowe akcenty.

Zmienił się apetyt konsumentów. Coraz częściej na rynku re-commerce rozglądają się oni za produktami premium. 65 proc. badanych mówi, że kupuje używane, bo może sobie w ten sposób pozwolić na przedmiot wyższej klasy niż przy zakupie nowego. Cena jest wciąż ważna, ale na horyzoncie pojawiła się też jakość. Zamiast kupić nową rzecz z budżetowej półki, można sięgnąć po używaną, ale porządną.

To podejście jest skorelowane z wiekiem kupujących. Im są starsi, tym częściej w ich koszyku lądują używane produkty lepszej jakości, często premium. Wśród najmłodszych badanych taką postawę przejawia 60 proc. badanych, wśród trzydziesto- i czterdziestolatków już 66 proc.

Do tego dochodzi ekologia. Chęć ograniczenia konsumpcji i względy środowiskowe wskazuje 54–58 proc. respondentów we wszystkich grupach wiekowych. To już raczej nie jest moda na bycie zero-waste, lecz dobrze zakorzenione nawyki ekologiczne.

Wszystko to wpisuje się na coraz popularniejszą filozofię smart shoppingu. Na czym ona polega? Kupuję świadomie, nie przepłacam, wybieram jakość tam, gdzie mogę ją znaleźć taniej, i przy okazji nie dokładam się do globalnej nadprodukcji. Re-commerce odpowiada na wszystkie te potrzeby jednocześnie. Trudno się dziwić, że coraz więcej Polaków uznaje go za oczywisty wybór.

Strachy i rozwiązania

Re-commerce ma jednak swoje wady. Kupujący mają obawy: największym straszakiem są ukryte wady lub uszkodzenia, na które wskazuje 65 proc. respondentów. Brak możliwości zwrotu blokuje 63 proc., strach przed oszustwem wstrzymuje 62 proc. Podobny odsetek zniechęca widoczne ślady użytkowania i trudność w ocenie stanu przedmiotu przed zakupem.

Kobiety są w tej kwestii ostrożniejsze niż mężczyźni. Panie częściej niż panowie obawiają się każdego z tych czynników – od braku możliwości zwrotu po obawę przed rozczarowaniem wyglądem.

Te bariery mają jedno wspólne źródło. Ludzie wykazują ograniczone zaufanie do drugiej strony transakcji. Na szczęście bardzo szybko się to zmienia, a na przekręty jest coraz mniej przestrzeni w sieci. Platformy re-commerce z każdym miesiącem skuteczniej chronią kupujących, weryfikują sprzedających i zabezpieczają płatności.

OLX, od lat największy serwis poświęcony zakupom z drugiej ręki, odpowiada na te obawy konkretnymi narzędziami. Pakiet Ochronny zamraża pieniądze na subkoncie i daje kupującemu 24 godziny na sprawdzenie paczki przed ostatecznym rozliczeniem. Algorytmy monitorują czat i blokują podejrzane linki, a jeśli sprzedający próbuje przenieść rozmowę poza platformę, system od razu o tym ostrzega.

Sprzedający przechodzą obowiązkową weryfikację tożsamości, użytkownicy mają dostęp do skanera podejrzanych adresów WWW. Rynek bazarowy zamienia się w rynek platformowy, gdzie każda transakcja zostawia ślad, a nieuczciwość trudno ukryć.

Re-commerce nie przeminie, rozsiadł się nad Wisłą wygodnie

Z badania SW Research dla platformy OLX dowiadujemy się również, że co trzeci Polak sprzedaje nieużywane rzeczy zamiast je wyrzucać. To zmiana, którą trudno przecenić. Jeszcze pokolenie temu niepotrzebna sokowirówka lądowała w piwnicy albo przy śmietniku. Dziś trafia na platformę sprzedażową i w ciągu kilku dni znajduje nowego właściciela. Rzeczy zyskują drugie życie, sprzedający odzyskuje część tego, co kiedyś wydał.

I często od razu wydaje ją dalej na kolejne zakupy z drugiej ręki. 22 proc. badanych przyznaje, że właśnie tak postępuje z dochodem ze sprzedaży. Dla 11 proc. to już jednak coś więcej niż jednorazowa transakcja czy sposób na opróżnienie szafy. Re-commerce stał się dla nich regularnym źródłem przychodów, czymś w rodzaju dodatkowego zajęcia, niewymagającego ani etatu, ani biura, ani specjalnych kwalifikacji. Wystarczy telefon i rzecz, której już nie potrzebujesz.

Skala tego zjawiska mówi sama za siebie. Prawie 60 proc. Polaków kupuje lub sprzedaje używane przedmioty. To rynek masowy, obecny w każdej grupie wiekowej i dochodowej, niezależnie od wielkości miejscowości. Wygląda na to, że zmieniamy się w społeczeństwo re-commerce'olubne.

Płatna współpraca z marką OLX
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Money.pl