Według informatora "Business Insider Polska", "do Orlenu, ale także Ministerstwa Energii czy Kancelarii Premiera wysłano anonimową wiadomość e-mail z informacją o członkach załogi statku, którzy są obywatelami Rosji", a "notatka w tej sprawie została przekazana Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego".
Redakcja wyjaśnia, że chodzi o statek pracujący dla duńskiej firmy Vestas, czyli producenta turbin, który "na co dzień transportuje pracowników technicznych na budowę morskiej farmy wiatrowej, gdzie wciąż trwa instalacja kolejnych turbin".
Prezes ujawnia ściemie. Za to samo płacisz więcej
Z ustaleń redakcji wynika, że "anonimowy nadawca" przesłał listę załogi statku Farra Grainne. "Wśród nich dwie mają obywatelstwo Rosji. Jeden z nich ma też bułgarski paszport. Pozostali członkowie załogi to Polak i Ukrainiec" – podaje "BIP".
Wiceprezes Orlenu ds. bezpieczeństwa i ryzyka Paweł Wojtunik w rozmowie z redakcją komentuje, że "w Baltic Power nie są zatrudnieni żadni obywatele Federacji Rosyjskiej". "Każda osoba uzyskująca jakikolwiek dostęp do Baltic Power podlega stosownemu nadzorowi ze strony Biura Bezpieczeństwa [Orlenu — red.], które w określonych przypadkach korzysta ze wsparcia właściwych służb. Dodatkowo każda osoba wpływająca na teren farmy jest legitymowana przez polską Straż Graniczną" - mówi "BIP".
Redakcja zauważa, że "Rosjanie nie pracują bezpośrednio w Baltic Power, a na statku".
W anonimie - jak czytamy - pojawiają się informacje, że "obywatele Rosji mają kompletny dostęp do infrastruktury krytycznej państwa i pada sugestia uszczelnienia dostępu i zakazania pracy Rosjan na obszarze Polski".
Cytowany przez redakcję Wojtunik zaznacza, że "w budowę farmy wiatrowej zaangażowane są m.in. kanadyjskie i skandynawskie firmy, które także mają swoje procedury bezpieczeństwa oraz kontraktowo zobowiązane są do spełniania wymogów stawianych przez Baltic Power".
"Jeśli więc ktoś znalazł się na terenie budowy farmy wiatrowej, to oznacza, że spełnione zostały powyższe wymogi" — podkreśla.
W podobnym tonie – jak czytamy - wypowiada się firma Vestas, która informuje m.in., że "statek i członkowie jego załogi, o których mowa, są obsługiwani przez zewnętrznego podwykonawcę". "Wszystkie obowiązujące przepisy prawa, regulacje oraz wymogi projektu zostały spełnione i nic nie wskazuje na jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa ani zakłócenia operacyjne" - informuje Vestas w "Business Insider Polska".