Reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która daje urzędnikom potężne narzędzia do walki z fikcyjnym samozatrudnieniem, stała się faktem. Polska zrealizowała wymagania Krajowego Planu Odbudowy i postanowiła rozwiązać problem fikcyjnego samozatrudnienia. Unijne instytucje od lat zwracały bowiem uwagę na problem segmentacji polskiego rynku pracy. Zastępowanie etatów innymi formami współpracy osłabia pozycję pracowników i obniża konkurencyjność firm, które ponoszą pełne koszty zatrudnienia.
Kluczowa zmiana polega na tym, że inspektorzy zyskali prawo do przekształcenia kontraktów B2B w umowy o pracę za pomocą decyzji administracyjnej. Do tej pory takie uprawnienie miały wyłącznie sądy pracy. Dodatkowo inspekcja wymieni się danymi z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administracją Skarbową. Taka analiza ryzyka pozwoli precyzyjnie wytypować do kontroli te firmy, gdzie przedsiębiorca stale wystawia fakturę tylko jednemu kontrahentowi.
Umowy B2B a praca na etacie: czy to automatyczna zmiana?
Wielu samozatrudnionych zadaje sobie pytanie, czy nowe prawo całkowicie zlikwiduje kontrakty B2B. Zasadniczo taka forma relacji biznesowych pozostaje legalna. Inspektorzy zakwestionują umowę B2B tylko wtedy, gdy w praktyce zastępuje ona standardowy etat.
Urzędnicy zapowiadają, że w pierwszej fazie skupią się na reagowaniu na skargi. Wzór takiego pisma można już znaleźć na stronach inspekcji. Może to sugerować, że spora część osób pracujących w oparciu o kontrakt B2B ma czas, by uregulować kwestię formy zatrudnienia.
Jak w praktyce będą wyglądać kontrole PIP?
W trakcie kontroli decydujące znaczenie będzie miała praktyka dnia codziennego, a nie wola stron czy sam tytuł umowy cywilnoprawnej. Inspektorzy przeanalizują stan faktyczny, dokonają oględzin i przesłuchają świadków. Jeśli samozatrudniony nie korzysta z własnego sprzętu, nie organizuje sobie sam pracy i nie ponosi ryzyka gospodarczego, umowa znajdzie się pod lupą. Gdy ktoś wykonuje obowiązki osobiście, w określonym miejscu i czasie oraz pod czyimś kierownictwem, inspekcja potraktuje to jako stosunek pracy.
Sama procedura nie zadziała jednak od razu. W pierwszej kolejności urzędnicy wydadzą polecenie usunięcia nieprawidłowości, czyli tak zwaną żółtą kartkę. Dopiero gdy strony zignorują to zalecenie, okręgowy inspektor pracy wyda ostateczną decyzję o przekształceniu umowy w etat.
Co z działaniem wstecz i karami finansowymi dla firm?
Kolejna ważna kwestia dotyczy skutków prawnych dla przedsiębiorców. Decyzje wydane przez inspektorów pracy nie zadziałają wstecz, ponieważ takie uprawnienie wciąż posiadają wyłącznie sądy. Od decyzji inspekcji każdej ze stron przysługuje odwołanie w ciągu miesiąca.
Złożenie takiego wniosku zawiesi wykonanie decyzji aż do momentu, gdy prawomocny wyrok wyda sąd pracy. Wyjątkiem będą sytuacje, gdy inspekcja nada decyzji rygor natychmiastowej wykonalności, co może mieć miejsce na przykład w przypadku kobiet w ciąży.
Wysokie kary i roczna abolicja
Za złamanie nowych przepisów grozi grzywna od 2 do 60 tysięcy złotych. Ustawodawca przewidział jednak roczną abolicję. Każdy, kto w ciągu najbliższych 12 miesięcy dobrowolnie zamieni umowę cywilnoprawną na etat, uniknie odpowiedzialności w postaci kar finansowych. Według szacunków Ministerstwa Finansów w Polsce jest obecnie około 160 tysięcy osób fikcyjnie samozatrudnionych.
Sytuację wokół reformy dodatkowo komplikuje nagłe odwołanie dotychczasowego głównego inspektora pracy tuż przed wejściem w życie nowych przepisów. Pracodawcy nie kryją zaskoczenia takim obrotem spraw.
– Odwołanie Marcina Staneckiego jest tym bardziej zaskakujące, że to właśnie on brał udział w powstawaniu przepisów, które za chwilę zaczną działać – mówi Karolina Opielewicz z Krajowej Izby Gospodarczej.
Przedstawicielka KIG dodaje, że w sprawach dotyczących przekształceń umów bardzo ważne jest to, że przepisy ostatecznie złagodzono w toku konsultacji. Firmy mają teraz czas na przegląd swoich dokumentów i dostosowanie się do nowych realiów. Ekspertka ostrzega jednak przed strategią otwartego konfliktu z państwowymi urzędnikami.
– Myślę, że takie "pójście na noże" będzie ryzykowną taktyką, choć zobaczymy jeszcze jak do kontroli będzie podchodzić Państwowa Inspekcja Pracy – ocenia Karolina Opielewicz.