Z informacji Wirtualnej Polski wynika, że spółka neurochirurgów działająca na terenie kilku województw mogła wystawiać szpitalom rachunki sięgające nawet 26 tys. zł za godzinę i ponad 300 tys. zł dniówki.
Według ustaleń portalu lekarze wykonywali zaledwie kilkuminutowe zabiegi. Jednym ze szpitali, które weszły we współpracę ze spółką neurochirurgów, jest szpital w Mogilnie w woj. kujawsko-pomorskim.
Skoro Polacy zarabiają więcej, to dlaczego uważają, że biednieją? Analityk odpowiada
Jak pisał Michał Janczura, w zabiegach wykonywanych przez spółkę neurochirurgów w szpitalu w Mogilnie miały uczestniczyć dyżurujące w danym dniu pielęgniarki. Instrumentariuszki miały dostawać dodatkowo od 300 do 450 zł miesięcznie.
Ponieważ placówka nie chciała angażować dodatkowych osób, w zabiegach miały uczestniczyć te pielęgniarki, które były w tych dniach na dyżurze. To oznaczało dla nich dodatkowe obowiązki, więc nie były chętne do współpracy - relacjonował, cytowany przez WP, lekarz podczas procesu ze szpitalem.
Łukasz Jankowski, szef NIL, przyznaje, że afera wywołała w środowisku lekarskim prawdziwe poruszenie.
- Gdy wybuchła ta bomba w naszym środowisku ludzie przecierali oczy ze zdumienia - przyznał w radiowej Trójce Łukasz Jankowski, szef NIL. - Żadnemu Polakowi nie mieści się w głowie, że spółka neurochirurgów zarabiała jak Leo Messi w Interze Miami. To w żadnej mierze nie są zarobki adekwatne do poniesionej pracy. Ta historia robi krecią robotę całemu środowisku. Ja nie znam lekarza, który zarabiałby tyle, co piłkarz renomowanego klubu - dodał.
Ta spółka nie dostała, a wyłudziła tak ogromne kwoty ze względu na nadpisywanie procedur i multiplikowanie dokumentacji medycznej. Musi to wyjaśnić prokuratura i niezależny sąd, myśmy też wszczęli postępowanie w tej sprawie - powiedział w Trójce Łukasz Jankowski, szef Naczelnej Izby Lekarskiej.
"System nie wie, na co idą publiczne pieniądze"
Zdaniem Jankowskiego sprawa z Mogilna pokazuje "bezsilność systemu".
- Jeśli trwało to latami, zgadzał się na to dyrektor szpitala, kontrole nic nie wykazywały, to znaczy, że system nie wie, na co są wydawane publiczne pieniądze, a jeśli są wydawane niezgodnie z prawem, to już dawno ktoś powinien był zgłosić sprawę do prokuratury - podkreśla Jankowski.
Rzecznik prasowy NFZ Jakub Gołąb przekazał PAP w poniedziałek, że szpital w Mogilnie rozliczał droższe procedury z hospitalizacją, choć pacjenci mogli być leczeni ambulatoryjnie; w ten sposób dochodziło do wyłudzenia wyższej refundacji z NFZ.
Gołąb wyjaśnił, że Fundusz wpadł na ten trop po analizach, które przeprowadził m.in. dla tego typu świadczeń w skali kraju. Kontrola zakończyła się wynikiem negatywnym dla szpitala i karą w wysokości ponad 2,6 mln zł. Obecnie trwa procedura odwoławcza, ponieważ szpital złożył zastrzeżenia do wyników kontroli.
Źródło: Trójka, PAP