Nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy można sprowadzić do dwóch kluczowych zmian. Po pierwsze, urzędnicy zyskali prawo do przekształcenia umów cywilnoprawnych, w tym kontraktów B2B, w umowy o pracę - tam, gdzie zatrudnienie spełnia warunki etatu.
Do tej pory takie uprawnienie przysługiwało wyłącznie sądom pracy. Teraz inspektorzy będą mogli wydawać w takich sprawach decyzje administracyjne, od których będzie można się odwołać.
Druga nowość to tzw. analiza ryzyka, czyli możliwość wymiany danych pomiędzy Państwową Inspekcją Pracy a Zakładem Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administracją Skarbową. Dzięki temu narzędziu PIP ma precyzyjnie typować firmy do kontroli - przede wszystkim tam, gdzie przedsiębiorca stale wystawia fakturę tylko jednemu kontrahentowi.
Jest najbogatszym Polakiem. Mówi, jakie problemy w biznesie są najtrudniejsze
Czy to oznacza koniec kontraktów B2B (business-to-business)?
Co do zasady - nie. Taka forma relacji pomiędzy przedsiębiorcami wciąż będzie legalna. Inspektorzy mogą jednak zakwestionować tego typu kontrakty w sytuacji, gdy umowa B2B w praktyce zastępuje umowę o pracę.
Chodzi o przypadki, w których samozatrudniony - choć deklaruje, że jest jednoosobową firmą - nie korzysta z własnego sprzętu, nie organizuje sobie sam pracy i nie ponosi realnego ryzyka gospodarczego prowadzenia działalności gospodarczej.
Podobnie będzie z umowami o dzieło czy zlecenie. Tego typu umowy cywilnoprawne nie zostaną całkowicie wyeliminowane, ale nie będzie można nimi zastępować etatu. Jednoosobowe działalności gospodarcze również nie znikną, przy czym korzystanie z tego typu rozwiązań może zostać mocno ograniczone.
B2B to mój świadomy wybór, nie chcę umowy o pracę. Czy moje zdanie ma znaczenie?
Inspekcja pracy zapowiada, że w pierwszej fazie stosowania nowych przepisów będzie reagować przede wszystkim na skargi od zainteresowanych. Wzór takiej skargi można już znaleźć na stronie internetowej PIP.
W trakcie kontroli decydujące znaczenie będzie miała jednak praktyka dnia codziennego, a nie wola stron czy tytuł umowy. - Papier wszystko zniesie, ale to nie zapisy umów będą przesądzały o naszych decyzjach. Inspektor pracy będzie analizował stan faktyczny, dokonywał oględzin, przesłuchań - mówił nam niedawno były już główny inspektor pracy, Marcin Stanecki. Co ważne, analizę dokumentów PIP będzie mogła przeprowadzać również zdalnie, bez konieczności wizyty w firmie.
Jeśli w rzeczywistości okaże się, że samozatrudniony wykonuje swoje obowiązki osobiście, w określonym miejscu i czasie, pod czyimś kierownictwem i za wynagrodzeniem - co spełnia warunki etatu, zapisane w kodeksie pracy - istnieje wtedy duże prawdopodobieństwo, że inspektorzy zakwestionują umowę B2B.
Czy inspektorzy zamienią umowę "od ręki"?
Nie. W pierwszej kolejności inspektorzy pracy będą wystawiać "żółte kartki", czyli wydawać polecenia do usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości. W dużym uproszczeniu do wyboru będzie zawarcie umowy o pracę albo zmiana warunków zatrudnienia w taki sposób, by odpowiadały one relacji przedsiębiorcy z przedsiębiorcą.
Drugim krokiem będzie już "czerwona kartka". Jeśli strony nie wykonają polecenia, urzędnik będzie mógł zwrócić się z wnioskiem do okręgowego inspektora pracy o wydanie decyzji przekształcającej umowę w etat. Od takiej decyzji w ciągu miesiąca będą mogli się odwołać zarówno zatrudniony, jak i zatrudniający.
Wykonanie decyzji o przekształceniu może być wstrzymane do czasu, aż w danej sprawie wypowie się sąd pracy, chyba że inspekcja nada takiej decyzji rygor natychmiastowej wykonalności.
Co zamiana B2B w etat oznacza w praktyce?
Jeśli powyższa procedura dobiegnie końca i okręgowy inspektor pracy wyda decyzję o zamianie umów, możliwe będą dwa scenariusze.
W pierwszym - żadna ze stron nie wnosi odwołania. Wówczas wykonalność takiej decyzji nastąpi wraz z upływem terminu przeznaczonym na odwołanie. W drugim - jeśli którakolwiek ze strony złoży odwołanie, wykonalność decyzji będzie zawieszona aż do dnia wydania prawomocnego orzeczenia sądu.
- Oznacza to, że datą powstania stosunku pracy i wszelkich związanych z tym obowiązków na gruncie podatkowym czy ubezpieczeniowym będzie data wydania decyzji. Niemniej jednak realny obowiązek płatności przesunie się w czasie, aż do uzyskania przez decyzję statusu wykonalnej - tłumaczy adwokat Joanna Stankiewicz z kancelarii Dudkowiak & Putyra.
Ekspertka dodaje, że w wyjątkowych sytuacjach inspekcja będzie mogła nadać swoim decyzjom rygor natychmiastowej wykonalności. - Ustawa nie wskazuje w jakich okolicznościach będzie można nadać taki rygor. W swoich wypowiedziach inspekcja zwraca uwagę przede wszystkim na przypadki osób szczególnie chronionych przez kodeks pracy, np. kobiety w ciąży - mówi mec. Stankiewicz.
Czy decyzje będą mogły wywoływać także skutki "wstecz"? Takie uprawnienie zawężono wyłącznie do sądów. - Niemożliwe będzie ustalenie takiego skutku w decyzji. W takim przypadku konieczne będzie wniesienie przez organ kontrolujący powództwa do sądu - wyjaśnia prawniczka.
Za naruszenie nowych przepisów pracodawcy będzie grozić grzywna od 2 tys. do maksymalnie 60 tys. złotych. Do tej pory przedział możliwych kar był niższy i wynosił od tysiąca do 30 tys. złotych. W przepisach znalazła się też abolicja. Każdy, kto w ciągu najbliższego roku dobrowolnie doprowadzi do zastąpienia umowy cywilnoprawnej umową o pracę uniknie odpowiedzialności w postaci kar finansowych.
Jak wielu osób dotknie zmiana?
Odpowiedź na to pytanie zależy od zdolności organizacyjnych Państwowej Inspekcji Pracy (która ma ograniczony zasób kadrowy) i od strategii przeprowadzania kontroli, jaką przyjmie nowy Główny Inspektor Pracy.
W oficjalnych dokumentach Ministerstwo Finansów szacuje, że mamy dziś ok. 160 tys. fikcyjnie samozatrudnionych. Zdaniem resortu każde 10 proc. umów B2B przekształconych w umowy o pracę skutkowałoby dodatkowymi dochodami dla budżetu państwa - z tytułu wyższych podatków - na poziomie ponad 200 mln złotych rocznie.
Czemu służy reforma Państwowej Inspekcji Pracy?
Wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy to jedno ze zobowiązań, jakie Polska wpisała do Krajowego Planu Odbudowy.
Unijne instytucje od lat zwracały uwagę na problem tzw. segmentacji polskiego rynku pracy, czyli różnych, równoległych zasad zatrudnienia, z różnym poziomem obciążeń podatkowo-składkowych. Możliwość zastępowania umów o pracę innymi umowami z jednej strony osłabia pozycję pracowników, z drugiej - obniża konkurencyjność tych firm, które oferują etaty, co podnosi ich koszty działalności.
Pierwotną propozycją rozwiązania tych problemów - wpisaną do KPO przez rząd Prawa i Sprawiedliwości - było pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych. Treść tego kamienia milowego zmieniła, w porozumieniu z Komisją Europejską, obecna koalicja rządowa.