Awantura o Patrioty. Dlaczego produkcja rakiet trwa tak długo?

Najnowsze pociski przeciwlotnicze Patriot mogą zostać odpalone w kilka sekund, ale ich wytworzenie trwa ponad dwa lata, a koszt jednej sztuki to około 4 mln dol. – pisze "The Wall Street Journal". USA i sojusznicy chcą znacząco zwiększyć produkcję, jednak przemysł zbrojeniowy wskazuje na ograniczenia.

Elementy systemu PATRIOT w Sochaczewie. Zdjęcie z grudnia 2024 rElementy systemu PATRIOT w Sochaczewie. Zdjęcie z grudnia 2024 r.
Źródło zdjęć: © East News | Pawel Wodzynski
Marcin Walków

Najnowszy wariant pocisku przechwytującego do systemu Patriot, PAC-3 MSE, ma być produkowany na dużo większą skalę po porozumieniu Pentagonu z koncernem Lockheed Martin. Celem jest podniesienie mocy wytwórczych do ok. 2 tys. sztuk rocznie, ale producent ma zakładać, że osiągnie ten poziom dopiero pod koniec 2030 r.

W tle pozostaje presja na zapasy. Amerykańsko-izraelska wojna z Iranem obciąża zasoby pocisków Patriot, które i tak były już nadwyrężone przez zaangażowanie amerykańskiej armii w ostatnich dwóch latach oraz dalsze walki w Ukrainie, doświadczającej ponad czterech lat rosyjskich ataków. Jednocześnie zamówienia na przechwytujące pociski od sojuszników USA mają być rekordowo wysokie.

Odbudowa zapasów do poziomu sprzed wojny z Iranem może potrwać co najmniej trzy lata. Tak wynika z analizy Center for Strategic and International Studies (CSIS), o której pisze "The Wall Street Journal". Według tych samych doniesień potrzeba też większych środków, niż Kongres przeznaczył na amunicję.

Pociski do Patriotów trafiły do Ukrainy? Generał: to nie rozbrajanie

Na nowe pociski Patriot trzeba czekać latami

Lockheed Martin ma mierzyć się z szeregiem barier, które utrudniają szybkie zwiększenie produkcji: od wąskich gardeł w dostępie do komponentów po napiętą sytuację na lokalnym rynku pracy. - Firma współpracuje z rządem i dostawcami, aby "eliminować wąskie gardła i skracać terminy realizacji, gdzie tylko to możliwe, przy jednoczesnym utrzymaniu rygorystycznych standardów wydajności i bezpieczeństwa" - przekazała rzeczniczka Lockheed Martin.

Zależności w łańcuchu dostaw są rozbudowane. Lockheed Martin korzysta z części dostarczanych przez ponad 400 firm. Dodatkowo, według danych przywoływanych za firmą Govini, ponad 80 proc. podmiotów na tzw. drugim poziomie (dostawcy dostawców dla PAC-3) zaopatruje więcej niż jeden program rakietowy. To ma utrudniać zwiększanie produkcji jednego typu pocisku bez ryzyka zakłóceń przy innych, poszukiwanych systemach.

Wąskie gardło w fabryce Boeinga

Zwrócono też uwagę na problem z niektórymi elementami elektroniki. Część układów w przechwytujących pociskach ma być uznawana za komercyjnie przestarzałą, co zmusza USA do opierania się na droższym sprzęcie od zagranicznych dostawców. Wskazano również, że "seeker" w nosie pocisku, czyli kluczowy element umożliwiający naprowadzenie na nadlatujące rakiety i samoloty, pochodzi z jednej fabryki Boeinga.

Boeing deklaruje przyspieszenie wytwarzania tego komponentu dzięki dodaniu robotyki oraz pozyskaniu nowych dostawców części, takich jak karty obwodów. Z kolei L3Harris ma planować zwiększenie możliwości produkcyjnych silników rakietowych poprzez włączanie kolejnych wytwórców do swojego łańcucha dostaw. - Potrzebujesz, żeby cały ekosystem się zgrał - mówił szef L3Harris Chris Kubasik na niedawnej konferencji dla inwestorów. - Jeśli poczwórzymy produkcję pocisku, musimy poczwórzyć obudowy. Musimy poczwórzyć zapłonniki, zawory, przepustnice. To świetna okazja - dodał.

Źródło: "The Wall Street Journal"

Wybrane dla Ciebie