Dariusz Gałecki kieruje Samodzielnym Publicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej w Tomaszowie Lubelskim i jednocześnie pracuje tam jako lekarz. Jest też radnym powiatu, co umożliwia wgląd w oświadczenie majątkowe. W dokumencie za 2025 rok wykazał, że zarobił 864 tys. zł brutto, z czego większość, bo 536 tys. zł stanowiło wynagrodzenie za pracę lekarza. Miesięcznie daje to ok. 72 tys. zł brutto.
Dyrektor-lekarz pracował ok. 500 godzin miesięcznie
Kierownik działu prawnego szpitala przekazał "Wyborczej", że łącznie daje to 491 godzin pracy miesięcznie, z czego 351 godzin jako lekarz. Kontrowersje dotyczą tego, że łącząc obie funkcje medyk nie jest w stanie spełnić ustawowego wymogu o 11 godzin nieprzerwanego wypoczynku. Dyrektor-lekarz praktycznie pracuje bez przerwy.
"Jako szef szpitala swoje obowiązki wykonuję od godz. 7.30 do 15.05. Gdy w tygodniu pełnię dyżur stacjonarny, zaczynam go o 15.05, a kończę o 7.30 następnego dnia, by o tej godzinie zacząć pracę na etacie dyrektora" - przyznał Dariusz Gałecki, dyrektor SPZOZ w Tomaszowie Lubelskim, cytowany przez lubelską "GW".
Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00
Nie bez znaczenia jest kontekst polityczny. Gałecki angażuje się politycznie, pojawiając się obok starosty powiatowego z PiS, Henryka Karwana oraz posła tej partii Tomasza Zielińskiego. Po tym, jak dziennik ujawnił jego zarobki, dyrektor oddał się do dyspozycji zarządu powiatu, ale władze odmówiły w głosowaniu z 25 czerwca rozwiązania z nim umowy, oceniając jego pracę "bardzo wysoko".
W obronie szefa stanęli inni lekarze tomaszowskiego szpitala. Po fali oburzenia, jaka wybrzmiała w Polsce w kontekście ujawniania ich zarobków, zakomunikowali, że nie godzą się na falę hejtu, jaka się na nich wylewa. Nawiązali też do kontrowersji wokół grafiku dyrektora Gałeckiego.
"Pracę swą wykonują (lekarze) zgodnie z przepisami, lecz w przestrzeni medialnej niesłusznie mieszane są czas pracy z dyżuru pod telefonem i dyżuru na oddziale jak i wynagrodzenia lekarzy z tego tytułu oraz wynagrodzenia w związku z pełnieniem funkcji administracyjnych, jakie m.in. wykonuje dyrektor naszej placówki. Te pojęcia należy odróżnić" - oświadczyli lekarze SP ZOZ w Tomaszowie Lubelskim.
Starosta tomaszowski Henryk Karwan bronił na łamach "GW" takiego modelu pracy. Zaznacza, że "11 godzin odpoczynku to nie obowiązek, a prawo". "Dodatkowo artykuł 151 ze znaczkiem 4 Kodeksu Pracy mówi, że "Pracownicy zarządzający w imieniu pracodawcy zakładem pracy i kierownicy wyodrębnionych komórek organizacyjnych wykonują, w razie konieczności, pracę poza normalnymi godzinami pracy bez prawa do wynagrodzenia oraz dodatku z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych (...)". Możliwość wprowadzania odstępstw od obowiązku udzielania dobowego odpoczynku w wymiarze 11 godzin dopuszcza art. 17 Dyrektywy 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego i Rady, który odnosi się szczególnie do przypadku pracowników zarządzających lub innych osób posiadających autonomiczną właściwość do podejmowania decyzji" - przekazał Henryk Karwan.
"Praca dyrektora po dyżurze nie stwarza zagrożenia dla pacjentów i jest powszechna" - napisał Henryk Karwan.
Sprawę ma wyjaśnić kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która oceni, czy sposób łączenia obowiązków dyrektora i lekarza był zgodny z przepisami.
Inspekcja skontroluje grafik dyrektora
Katarzyna Fałek-Kurzyna, rzeczniczka Okręgowego Inspektoratu Pracy w Lublinie poinformowała "Wyborczą", że pełnienie funkcji dyrektora (pracownika zarządzającego zakładem pracy) może uzasadniać odstępstwa od 11-godzinnego odpoczynku dobowego, ale jedynie w związku z tą funkcją, a nie w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych.
Nie jest dopuszczalne, aby jeden pracownik zatrudniony na jednej umowie o pracę wykonywał obowiązki dyrektora i lekarza w sposób ciągły – bez zapewnienia co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego - wyjaśniła rzeczniczka Inspektoratu Pracy w Lublinie. Dodała, że po doniesieniach planowana jest kontrola w SP ZOZ w Tomaszowie.
Źródło: lublin.wyborcza.pl, szpital-tomaszow.pl.