Wielka gra o pracowników z Ukrainy. Spór wymknął się spod kontroli?

Po wybuchu wojny Ukrainę opuściło kilka milionów obywateli. Kijów zabiega teraz o powrót jak największej liczby ukraińskich pracowników. Polska też ich potrzebuje. Eksperci mówią jasno - spory i podgrzewanie atmosfery pomiędzy Polakami i Ukraińcami to najgorsze, co można robić. - Postępujemy tak, jak w przeszłości Wielka Brytania traktowała imigrantów z Polski - mówi socjolog Jacek Kucharczyk.

Wołodymyr ZełenskiPrzed rosyjską agresją liczba ludności w Ukrainie przekraczała 40 milionów
Źródło zdjęć: © GETTY | Dursun Aydemir, Attila Husejnow, Aleksander Kalka
Tomasz Setta

Najnowsze dane ZUS nie pozostawiają złudzeń: polska gospodarka jest uzależniona od pracowników z Ukrainy. Pod koniec maja liczba ubezpieczonych z ukraińskim paszportem wyniosła 891,5 tys. W ciągu roku to wzrost o ponad 10 proc.

Polski Instytut Ekonomiczny podaje, że Ukraińcy najczęściej znajdują pracę w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, logistyce i usługach. Czy tak pozostanie? Sytuacja nie jest jednoznaczna. Z ostatniego badania Barometr Polskiego Rynku Pracy 2026, przygotowanego przez Personnel Service, wynika, że 38 proc. pytanych Ukraińców nie planuje powrotu do ojczyzny po wojnie.

Z drugiej strony, 17 proc. chce wrócić "najszybciej, jak to możliwe", a kolejnych 16 proc. rozważa taką decyzję w ciągu roku lub dwóch od faktycznego zakończenia działań wojennych.

"Możemy uniknąć błędów Niemiec". Sołowow o polskiej energetyce

Nastroje społeczne i polityczne zawsze wpływają na poczucie bezpieczeństwa i decyzje związane z migracją. Trzeba jednak pamiętać, że są one przede wszystkim podyktowane czynnikami ekonomicznymi i rodzinnymi - mówi nam Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service.

- Dla większości osób kluczowe są stabilna praca, możliwość utrzymania rodziny, edukacja dzieci czy perspektywy rozwoju zawodowego. Nie spodziewałbym się więc, aby ostatnie polityczne zamieszanie wpłynęło na gwałtowny odpływ pracowników z Ukrainy - dodaje nasz rozmówca z agencji pracy.

Ukraina liczy na powrót swoich pracowników

Po ukraińskiej stronie widać jednak coraz więcej starań o to, by ściągnąć do siebie z powrotem wojennych emigrantów. Pomóc ma w tym między innymi platforma cyfrowa "Dodomu", zaprezentowana oficjalnie podczas niedawnej konferencji na rzecz odbudowy Ukrainy w Gdańsku.

"Platforma umożliwia użytkownikom stworzenie spersonalizowanego planu powrotu, a jednocześnie gromadzi praktyczne informacje na temat społeczności, zatrudnienia, edukacji, usług publicznych, wsparcia socjalnego i innych możliwości dostępnych na Ukrainie" - pisze na swoich stronach ukraińskie Ministerstwo Polityki Społecznej, Rodziny i Jedności. 

To na razie pilotażowy program, ale rządowych inicjatyw na rzecz przekonania obywateli Ukrainy do wyjazdu jest więcej. Pod koniec maja szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha zapowiedział w parlamencie przygotowanie mechanizmów zachęt finansowych dla uchodźców. Kijów chce również, by Bruksela wyłączyła z mechanizmów ochrony tymczasowej ukraińskich mężczyzn w wieku mobilizacyjnym, co ograniczyłoby im możliwość legalnego pobytu i pracy na terenie Unii Europejskiej.

Tej mnogości pomysłów trudno się dziwić. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie z kraju wyjechało według różnych szacunków od 6 do nawet 8 milionów osób (na tę ostatnią liczbę powołuje się ukraiński rząd), z czego ok. 1,5 miliona znalazło schronienie w Polsce.

Skala emigracji jest bardzo duża, bo tuż przed rosyjską agresją liczba ludności w Ukrainie wynosiła ponad 40 milionów. Nie bez znaczenia dla gospodarki są także migracje wewnątrz kraju - z powodu wojny część osób na stałe przeniosła się ze wschodu na zachód Ukrainy.

"Psucie relacji z Ukrainą godzi w gospodarkę"

Jak w tym kontekście czytać ostatni polsko-ukraiński spór o symbole i politykę historyczną?

Podgrzewanie atmosfery w naszych wzajemnych relacjach może mieć różne, negatywne skutki uboczne, z których nasi politycy nie zdają sobie dzisiaj do końca sprawy

 - mówi w rozmowie z money.pl dr Jacek Kucharczyk, socjolog z Instytutu Spraw Publicznych.

Jego zdaniem, w naszym interesie, także ekonomicznym, jest załagodzenie trwającego sporu. - W wydanym niedawno raporcie "Migracja w Polsce: fakty, wpływ, kierunki działania", którego jestem współautorem, wskazujemy, że Polska potrzebuje migrantów, zwłaszcza tych, którzy "odmłodzą" nasz rynek pracy - ocenia ekspert.

- W tym kontekście zarówno psucie relacji z Ukrainą, jak i wiele innych działań polskich polityków - jak wygaszanie wsparcia dla Ukraińców, ograniczanie wypłat 800 plus, deportacje za błahe przewinienia - można uznać za godzące w naszą gospodarkę i plany rozwojowe Polski dotyczące np. ogromnych inwestycji w przemysł zbrojeniowy - dodaje.

W pewnym sensie postępujemy dzisiaj tak, jak w przeszłości Wielka Brytania traktowała imigrantów z Polski. Oczekiwania Brytyjczyków były wówczas proste: chcieli mieć tanią siłę roboczą, ale bez ponoszenia dodatkowych kosztów np. w postaci pomocy socjalnej. Dziś wyraźnie widać, że była to krótkowzroczna i błędna polityka

- przekonuje dr Kucharczyk.

Polska "sama sobie tworzy problem"?

Szef Ośrodka Badań nad Migracjami UW prof. Paweł Kaczmarczyk jeszcze przed ostatnimi wydarzeniami związanymi z odebraniem i odesłaniem orderu przez Wołodymyra Zełenskiego zwracał uwagę w rozmowie z money.pl, że polski rząd systematycznie wzmacnia w społeczeństwie negatywne postawy wobec migrantów, także wobec obywateli Ukrainy.

- Nie mam przekonania, że to nas zaprowadzi w dobrą stronę. Tego typu komunikacja bardzo mocno osadza się w świadomości społecznej. W konsekwencji sami tworzymy gigantyczny problem, z którym prędzej czy później trzeba się będzie zmierzyć. To nie jest tak, że w perspektywie kilku lat z Polski wyjedzie 2 czy 2,5 miliona migrantów. Część z nich tutaj zostanie, a równolegle do tego w polskim społeczeństwie utrwalą się bardzo silnie negatywne postawy wobec obcokrajowców - komentował wówczas prof. Kaczmarczyk.

Masowa fala wyjazdów? Ekspert: tak raczej nie będzie

Z przytoczonych wcześniej danych z badania Barometr Polskiego Rynku Pracy 2026 wynika, że ukraińscy pracownicy na ogół odnaleźli się w Polsce. Wszystko to może tylko wzmagać wysiłki Kijowa dotyczące planowanych repatriacji.

- 73 proc. badanych dobrze lub bardzo dobrze ocenia swoją sytuację zawodową w Polsce, 90 proc. chce rozwijać tutaj swoje kompetencje, a 65 proc. pracowało w naszym kraju ponad dwa lata w ciągu ostatnich pięciu lat. Widać też coraz większą stabilność zatrudnienia - mówi Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Jednocześnie nie oznacza to, że temat powrotów nie istnieje. Spora część osób deklaruje, że po zakończeniu wojny chciałaby wrócić do Ukrainy, ale warto pamiętać, że decyzje te będą uzależnione przede wszystkim od bezpieczeństwa i możliwości normalnego życia w ojczyźnie. W praktyce spodziewałbym się raczej stopniowych, indywidualnych decyzji niż masowej fali wyjazdów

- mówi money.pl Krzysztof Inglot.

- Ale nawet stopniowe kurczenie się dostępności pracowników z Ukrainy będzie dużym wyzwaniem. Pamiętajmy, że polska gospodarka od lat korzysta z migracji zarobkowej, a jednocześnie sama mierzy się ze starzeniem społeczeństwa i malejącą liczbą osób w wieku produkcyjnym - dodaje ekspert.

Założyciel Personnel Service podkreśla, że polskie firmy są świadome nadchodzących zmian i coraz częściej dywersyfikują kierunki rekrutacji, otwierając się na pracowników z Azji, Ameryki Łacińskiej czy Kaukazu. - Równocześnie coraz większego znaczenia nabiera retencja. Utrzymanie doświadczonego pracownika, niezależnie od jego narodowości, będzie dla wielu firm znacznie bardziej opłacalne niż prowadzenie kolejnych procesów rekrutacyjnych - ocenia nasz rozmówca.

Wybrane dla Ciebie