Tusk uderza w PiS. "Płacimy potężną daninę"

Rząd szykuje ważne zmiany w podatkach, ale premier Donald Tusk zapowiedział, że nie podejmie decyzji, które mogłyby zwiększyć deficyt lub przyspieszyć zadłużanie państwa. - Płacimy potężną daninę z racji długu, jaki narobił PiS - przekonuje premier.

Polish Prime Minister Donald Tusk gestures as he speaks during the presentation of the central airport project ''Port Polska'' in Warsaw, Poland, on December 12, 2025. (Photo by Aleksander Kalka/NurPhoto via Getty Images)Premier Donald Tusk
Źródło zdjęć: © GETTY | NurPhoto
Malwina Gadawa

W środę premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiedzieli podniesienie progu podatkowego z obecnych 120 tys. zł do 130 tys. zł oraz wprowadzenie kolejnej stawki podatku w wysokości 24 proc. dla osób, które zarabiają między 130 tys. a 150 tys. zł.

"To jest nasz ból głowy"

Poza tym podniesiona ma zostać danina solidarnościowa z 4 do 5 proc. (płacą ją osoby, które zarabiają ponad 1 mln zł). Ma także zostać obniżony z 2 mln euro (czyli ponad 8 mln zł) do 250 tys. euro (czyli ok. 1 mln zł) limit, który ogranicza możliwość korzystania z podatku zryczałtowanego. Podniesiona ma zostać także stawka CIT z 19 do 22 proc. dla firm, które mają ponad 50 mln euro, czyli ponad 200 mln zł przychodu.

Musimy szukać takich metod, aby ewentualne obniżanie podatków nie naraziło nas na wyższy deficyt – powiedział w środę podczas konferencji prasowej szef rządu.

- Ustaliliśmy z ministrem Domańskim, a nasi partnerzy koalicyjni przyjęli to do wiadomości - nie wszyscy z entuzjazmem - że nie podejmiemy żadnej decyzji, która mogłaby zwiększyć deficyt albo narazić nas na przyspieszenie zadłużania Polski - dodał premier.

Rekordowy deficyt. Premier wskazuje palcem na rząd PiS

- Warto dzisiaj bardzo wyraźnie powiedzieć, w jakim stanie otrzymaliśmy z rąk poprzedników, pana Morawieckiego i jego ministrów, finanse publiczne i gospodarkę. Byliśmy blisko recesji, a poziom inflacji - pamiętacie. Nikt też tak wyraźnie nie powiedział, z jakim zadłużeniem zostawił nas PiS. Każdy mówi dziś o rekordowym zadłużeniu. To jest nasz ból głowy. Płacimy potężną daninę z racji długu, jaki narobił PiS, i dlatego musimy szukać takich metod, aby ewentualne obniżanie podatków nie narażało nas na większy deficyt - przekonuje premier.

Co na to polityk, który stał na czele rządu Prawa i Sprawiedliwości? Dzień wcześniej, gdy Polacy żyli danymi o potężnym deficycie, Mateusz Morawiecki zakpił w sieci ze stanu finansów państwa - opublikował grafikę pokazującą konto ze 140 mld zł na minusie.

Za jego rządów dług sektora rządowego urósł o 684 mld zł, czyli o 68 proc. Największy skok przypadł na 2020 r., gdy zadłużenie podniosło się z 1046,2 mld zł do 1337 mld zł, a więc o niemal 291 mld zł w ciągu dwunastu miesięcy.

Lata 2015-2016, gdy odpowiadał za resort finansów, przyniosły wzrost długu z 923,9 mld zł do 1010 mld zł. Dla porównania, w całej dekadzie 2001-2014 zadłużenie rosło znacznie wolniej, z 291,2 mld zł do 874,4 mld zł.

Z aktualnych szacunkowych danych Ministerstwa Finansów dotyczących wykonania budżetu państwa po siedmiu miesiącach 2026 r. wynika, że dochody budżetu sięgnęły blisko 295,66 mld zł. Oznacza to realizację 51 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok. Wydatki były zdecydowanie wyższe. Od początku roku państwo wydało blisko 474,97 mld zł, czyli 51,7 proc. rocznego planu.

Po lipcu wykorzystana została więc już ponad połowa tegorocznego limitu deficytu. W porównaniu z poprzednim miesiącem dziura w budżecie zwiększyła się o ponad 17 mld zł.

Wybrane dla Ciebie