- W tym tygodniu Ministerstwo Finansów podało, że deficyt budżetu państwa po siedmiu miesiącach 2026 r. przekroczył 141 mld zł i był o ponad 17 mld zł wyższy niż miesiąc wcześniej.
- Tymczasem rząd finalizuje prace nad budżetem na 2027 r.
- Musi go przyjąć na przełomie sierpnia i września.
- W najbliższy piątek odbędzie się robocze posiedzenie Rady Ministrów związane z pracami nad budżetem państwa.
- Kolejne zaplanowano na 28 sierpnia.
Ministerstwo Finansów przekazało w tym tygodniu, że stan wykonania budżetu na koniec lipca wynosi około 50 procent. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku poziom dochodów wyniósł 333,9 mld złotych (51,6 proc. planu), wydatki sięgnęły 475 mld złotych (51,7 proc.), a deficyt budżetowy przekroczył już 140 mld złotych (51,9 proc. planu).
Tak duże liczby mogą robić wrażenie, ale zdaniem naszych rozmówców nie ma powodów do tego, żeby bić na alarm.
- Wykonanie budżetu po lipcu 2026 r. na poziomie 51,9 proc. planowanego deficytu mieści się w granicach obserwowanych w ostatnich dwóch latach i samo w sobie nie daje podstaw do katastroficznych nagłówków - mówi money.pl Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.
WIDEO"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
- Dochody i wydatki rosną w podobnym, stabilnym rytmie sezonowym jak w 2024 i 2025 r. Nie oznacza to jednak, że można spokojnie uznać wykonanie budżetu za dobre - dodaje ekspert. - Historia pokazuje, że druga połowa roku dokłada do deficytu nieproporcjonalnie dużo. W 2024 r. deficyt na koniec roku wyniósł 87,8 proc. pierwotnego planu, a w 2025 r. 95,4 proc. - przypomina Zielonka.
Jeśli w 2026 r. ten wzorzec się powtórzy, realistyczny scenariusz zakłada deficyt bliski całorocznego planu albo nawet go przekraczający. Rząd będzie więc prawdopodobnie musiał ponownie wykonywać pewne "fikołki" komunikacyjne, żeby przekonywać Komisję Europejską i opinię publiczną, że sytuacja fiskalna się poprawia, podczas gdy w praktyce deficyt od kilku lat oscyluje wokół poziomów zapisanych w kolejnych ustawach budżetowych
Nasz rozmówca twierdzi, że po stronie dochodowej najbardziej interesująca jest rozbieżność pomiędzy wpływami z podatku CIT a zyskami z akcyzy. Te pierwsze zostały wykonane na poziomie 64,7 proc. rządowego planu, co - jak zauważa Zielonka - jest najwyższym wynikiem z ostatnich trzech lat.
- Z akcyzą sytuacja wygląda inaczej. Nominalne wpływy z tego podatku rosną, ale wykonanie planu systematycznie się pogarsza: z 56,7 proc. w 2024 r., przez 52,4 proc. w 2025 r., do 50,6 proc. w bieżącym roku - wylicza ekonomista.
- Z jednej strony jest to wyraźny koszt programu "CPN" i niższych wpływów związanych ze sprzedażą paliw. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Ministerstwo Finansów co roku podnosi planowane wpływy z akcyzy. Innymi słowy, podatek nominalnie przynosi więcej, ale na tle coraz ambitniejszych założeń wykonanie wygląda coraz słabiej - tłumaczy.
"Porażający" brak równowagi w budżecie
Podobne spostrzeżenia ma Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. - Rzeczywiście, po stronie dochodowej mamy wyraźnie słabsze wykonanie wpływów z akcyzy, co można wiązać ze skutkami programu "CPN". Zaskakuje natomiast nadwyżka w podatku VAT. Tutaj wykonanie jest dużo lepsze od tego, czego można było się spodziewać - komentuje ekspert.
Myślę, że w ogólnym rozrachunku stan wykonania budżetu państwa po pierwszych siedmiu miesiącach tego roku wygląda przyzwoicie. Nie widzę tutaj specjalnych zagrożeń, mamy w miarę rytmiczny postęp zarówno po stronie dochodowej, jak i wydatkowej. Natomiast to, w czym dostrzegam pewien problem, to duża rozwartość pomiędzy skalą wydatków i dochodów, ale to wynika już z samej konstrukcji budżetu
Jak podkreśla, nie chodzi tu o nominalne wartości, bo te będą z roku na rok rosły - w ślad za tym, jak za sprawą inflacji puchną też rozmiary polskiej gospodarki.
- Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś, o czym zdecydowanie mówi się zbyt wiele. To stosunek wydatków do dochodów, jaki mamy w Polsce, wynosi dzisiaj w przybliżeniu 3:2 - mówi money.pl główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.
- Zwykły, domowy budżet, zbudowany na podobnych zasadach, nie poradziłby sobie. Tymczasem w skali kraju mamy już kolejny rok z taką konstrukcją. Osobiście uważam, że potrzebujemy dziś zupełnie innych proporcji. Poziom nierównowagi w dochodach i wydatkach, jaki dziś obserwujemy, jest dla mnie porażający - dodaje Soroczyński.
Przypomina też, że do końca sierpnia minister finansów powinien zaprezentować projekt budżetu państwa na 2027 r. Jego zdaniem zapisane tam liczby mogą się okazać dużo ciekawsze od ostatnich statystyk o wykonaniu budżetu za ten rok. - Jeśli po stronie rządu nie będzie w tej sprawie żadnej refleksji, to w kolejnym roku dochodzimy "do ściany" - mówi ekonomista.