Z szacunkowych danych Ministerstwa Finansów dotyczących wykonania budżetu państwa po siedmiu miesiącach 2026 r. wynika, że dochody budżetu sięgnęły blisko 295,66 mld zł. Oznacza to realizację 51 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok. Wydatki były zdecydowanie wyższe. Od początku roku państwo wydało blisko 474,97 mld zł, czyli 51,7 proc. rocznego planu.
W efekcie deficyt budżetu państwa wyniósł 141,06 mld zł. To 51,8 proc. kwoty przewidzianej w tegorocznym budżecie. Ustawa budżetowa na 2026 r. zakłada dochody na poziomie 647,2 mld zł, wydatki w wysokości 918,94 mld zł oraz deficyt sięgający maksymalnie 271,74 mld zł.
Po lipcu wykorzystana została więc już ponad połowa tegorocznego limitu deficytu. Co więcej, w porównaniu z poprzednim miesiącem dziura w budżecie zwiększyła się o ponad 17 mld zł. Dla oceny sytuacji kluczowe są jednak nie tylko same dane o wykonaniu tegorocznego budżetu. Zdaniem ekonomisty Janusza Jankowiaka problem finansów publicznych jest znacznie szerszy.
WIDEOMinistra chce kluczowej zmiany w PIT. "W listopadzie 1/3 pensji mniej"
Słaby VAT i przesuwanie wydatków
Jankowiak w rozmowie z money.pl zwraca uwagę przede wszystkim na dochody z VAT. To jedno z podstawowych źródeł wpływów budżetowych, a ich dynamika – w jego ocenie – pozostaje bardzo niska, momentami wręcz zaskakująco niska, biorąc pod uwagę dynamikę konsumpcji w Polsce.
– Jeżeli sytuacja się nie zmieni, wynik budżetu widoczny w poziomie deficytu nie będzie się wyraźnie poprawiał – ocenia ekonomista.
Jednocześnie nie wyklucza, że pod koniec roku Ministerstwo Finansów będzie korzystać z klasycznych sposobów ograniczania presji na tegoroczny budżet. Chodzi o przesuwanie części wydatków na kolejne okresy. Jak wskazuje Jankowiak, takie rozwiązanie było już wielokrotnie praktykowane. Jednym z jego celów jest uniknięcie nowelizacji ustawy budżetowej.
To jednak nie rozwiązuje problemu, a jedynie może przesuwać część obciążeń w czasie. Ekonomista ocenia, że sytuacja budżetu jest trudna, a jeszcze większym wyzwaniem jest spojrzenie na finanse państwa szerzej – z uwzględnieniem wydatków pozabudżetowych.
W takim ujęciu poprawa sytuacji fiskalnej ma być niewielka. Jankowiak szacuje, że konsolidacja fiskalna, czyli ograniczenie deficytu całego sektora finansów publicznych, między 2025 a 2026 r. wyniesie w najlepszym przypadku około 0,3 punktu procentowego.
Jego zdaniem będzie to więc poprawa śladowa. – Sprawa, jeżeli chodzi o konsolidację fiskalną, jest dokładnie śladowa – ocenia ekonomista.
Dług będzie rósł. "Nie wyrośniemy samoistnie"
Jeszcze ważniejszy od samego poziomu deficytu jest jednak – zdaniem Jankowiaka – wpływ sytuacji fiskalnej na dług publiczny.
Ekonomista podkreśla, że nawet gdyby udało się uzyskać pewną poprawę wyniku finansów publicznych, nie oznaczałoby to automatycznie zahamowania wzrostu zadłużenia państwa.
Nawet ta symboliczna poprawa nie zahamuje oczywiście narastania długu publicznego. Ten dług będzie w dalszym ciągu rósł i to w bardzo szybkim tempie – mówi.
Jego zdaniem jednym z kluczowych powodów są koszty obsługi długu publicznego. Mają one rosnąć szybciej niż nominalne tempo wzrostu PKB. To z kolei podważa możliwość rozwiązania problemu zadłużenia wyłącznie dzięki wzrostowi gospodarczemu. W debacie publicznej często pojawia się bowiem argument, że przy odpowiednio szybkim wzroście gospodarki państwo może stopniowo "wyrosnąć z długu".
Jankowiak zwraca uwagę, że taki mechanizm jest możliwy tylko wtedy, gdy tempo przyrostu długu jest niższe niż tempo wzrostu nominalnego PKB.
W jego ocenie warunki w Polsce będą jednak działały w przeciwnym kierunku. W kolejnych latach wzrost gospodarczy ma hamować, a jednocześnie inflacja ma pozostawać relatywnie niska.
Ekonomista wskazuje na poziom inflacji w okolicach 3–3,5 proc. W takim otoczeniu nominalne tempo wzrostu PKB może okazać się niższe od tempa przyrostu długu publicznego.
W konsekwencji – przekonuje Jankowiak – nie należy zakładać, że Polska samoistnie zmniejszy problem zadłużenia.
– Między bajki należy włożyć to gadanie o tym, że samoistnie można wyrosnąć z długu. Samoistnie to można wyrosnąć z długu wtedy, kiedy tempo przyrostu tego długu jest niższe niż tempo wzrostu nominalnego PKB – tłumaczy w rozmowie z money.pl. – Nie, nie wyrośniemy samoistnie – dodaje.
Co dalej z budżetem?
W najbliższych tygodniach ważnym punktem dla finansów państwa będzie projekt budżetu na 2027 r. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiedział, że dokument zostanie przedstawiony do końca sierpnia.
Projekt pokaże, jakie wydatki państwo będzie mogło ponieść w przyszłym roku i jak resort finansów zamierza układać finanse publiczne w sytuacji wysokiego deficytu.
Istotne będą również planowane zmiany podatkowe. Domański poinformował, że w resorcie trwają prace nad rozwiązaniami dotyczącymi możliwości podniesienia kwoty wolnej od podatku. Jak wskazał, odpowiedzi w tej sprawie mają przynieść najbliższe tygodnie wraz z pracami nad projektem ustawy budżetowej.
Z informacji money.pl wynika, że przy wysokim deficycie i rosnącym zadłużeniu resorty mają trzymać wydatki w ryzach. Premier Donald Tusk miał apelować do ministrów o oszczędne projektowanie wydatków i przypominać o konieczności racjonalnego podejścia do budżetu. Jednocześnie część wydatków będzie rosła niezależnie od decyzji rządu, m.in. nakłady na zdrowie, obronność oraz koszty obsługi długu.
To właśnie obsługa zadłużenia będzie jednym z coraz większych obciążeń dla finansów państwa. W 2027 r. może ona pochłonąć około 120 mld zł, czyli niemal dwukrotnie więcej niż wynoszą wydatki na program 800 plus. Wysokie koszty wynikają m.in. z rosnącego długu oraz konieczności refinansowania części zadłużenia zaciąganego w czasie pandemii, gdy stopy procentowe były znacznie niższe.