- To rząd ponosi pełną odpowiedzialność za ceny paliw. W imieniu Polaków stawiam przy tym konkretne oczekiwania: obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego Polakom w kampanii wyborczej. Każda złotówka pozyskana dzięki tej ustawie musi zostać wydana na obniżenie cen paliw - dodał w wieczornym orędziu prezydent.
- Nie za miesiąc, nie po następnej politycznej awanturze, nie za tydzień czy dwa. Paliwo ma być tańsze teraz, a wszystkie te rozwiązania powinny obowiązywać do czasu, gdy ceny nie wrócą do poziomu bezpiecznego dla społeczeństwa - stwierdził. Zaznaczył też, że środki muszą trafić także bezpośrednio do polskich rolników i że "oczekuje zwiększenia zwrotu za paliwo rolnicze do poziomu pozwalającego przywrócić opłacalność produkcji".
Ustawa podpisana, ale trafi do TK
Prezydent poinformował też, że zwróci się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie ustawy w trybie kontroli następczej. - Podpisując ustawę, nie wycofuję swoich zarzutów dotyczących jej niekonstytucyjności - podkreślił (Nawrocki wielokrotnie tłumaczył, że jej przepisy łamią zasadę "lex retro non agit", czyli niedziałania prawa wstecz, ponieważ opodatkowują zyski firm uzyskane przed wprowadzeniem przepisów).
Dodał również, że oczekuje od Sejmu, iż zajmie się jego projektem dotyczącym obniżenia cen paliw, który "doprowadzi do rzeczywistego obniżenia cen paliw i prawdziwego ograniczenia zysków koncernów".
Co zakłada rządowa ustawa, a co prezydencki projekt
Rządowy projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca 2026 r. do marca 2027 r. ze zbycia paliw ciekłych został przyjęty przez parlament w ubiegłym tygodniu i od tego czasu czekał na biurku prezydenta. To druga próba wprowadzenia tego podatku ze strony koalicji rządzącej. Poprzednią ustawę Karol Nawrocki skierował w sierpniu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej.
Zgodnie z podpisaną przez prezydenta ustawą stawka podatku dla producentów paliw ma wynieść 60 proc. podstawy opodatkowania, czyli nadwyżki osiągniętych przez podatnika przychodów ponad kwotę przychodów, jaka zostałaby osiągnięta przez tego podatnika przy zastosowaniu marży referencyjnej. Dla sprzedawców, którzy nie produkują paliw, stawka będzie wynosić 50 proc. Marża referencyjna stanowi historyczną marżę danego podatnika z roku 2025, rozumianą jako procentowy udział zysku ze sprzedaży paliw ciekłych w przychodach z ich sprzedaży w tym roku (średnia marża sprzedaży), powiększoną o 20 proc., przy czym nie może być niższa niż 2 proc.
Wpływy z nowego podatku mają posłużyć sfinansowaniu rządowego pakietu osłonowego "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), którego całkowity koszt - jak informowało Ministerstwo Finansów - wyniósł około 5,2 mld zł.
Natomiast prezydencki projekt przewiduje możliwość tymczasowego ograniczenia przez rząd marż firm paliwowych i tymczasowe zwolnienie sprzedaży paliw od podatku od sprzedaży detalicznej w sytuacji, kiedy cena ropy Brent będzie o 20 proc. wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej.
Tomasz Michalik, partner w kancelarii MDDP, komentował w ubiegłotygodniowej rozmowie z PAP, że rządowa ustawa w tej sprawie to "mechanizm dość prosty, co w skomplikowanym świecie obowiązków podatkowych jest istotną zaletą". Natomiast projekt prezydencki reguluje wysokość marży, stanowiąc jego zdaniem dużo poważniejszą ingerencję w swobodę działalności przedsiębiorców.
Dla importerów paliw może to oznaczać stratę w wysokości ponad 1 zł na każdym litrze. Oczywiście takiej straty nie będą chcieli ponosić - tak propozycję prezydenta ocenił w komentarzu dla money.pl ekspert rynku paliw Dawid Czopek. I dodał, że taki pomysł może w praktyce doprowadzić do braku paliw na naszych stacjach.