Ostrzeżenie Balcerowicza. "Bonanza gierkowska"

Od soboty, 3 października, obowiązuje obniżona akcyza i podatek VAT z 23 do 8 proc. na benzynę i olej napędowy. Podpis pod rządowym programem "Ceny Paliw Niżej" złożył prezydent Karol Nawrocki. Suchej nitki na tej decyzji decydentów nie zostawił prof. Leszek Balcerowicz.

Leszek Balcerowicz krytykuje program "CPN"Leszek Balcerowicz krytykuje program "CPN"
Źródło zdjęć: © PAP | Szymon Pulcyn
Piotr Bera

Przypomnijmy, że obwieszczenie o maksymalnych cenach paliw stanowi kolejną, trzecią już odsłonę pakietu "Ceny Paliwa Niżej" (CPN), którego celem jest ograniczenie wzrostu cen na stacjach i obniżenie kosztów tankowania dla kierowców.

Mechanizm został uruchomiony po wejściu w życie ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw paliwowych, podpisanej w ubiegły czwartek przez prezydenta Karola Nawrockiego i opublikowanej tego samego dnia w Dzienniku Ustaw. Prezydent skierował jednocześnie ustawę o nadzwyczajnych zyskach do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej.

Głos w sprawie obniżek na stacjach paliw oraz wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Orlen poinformował, że oszacował wstępnie zobowiązanie wynikające z podatku w wysokości 2 mld złotych od marca do sierpnia 2026 r.

Balcerowicz ostrzega

– Można nazwać to domiarem, było coś takiego w czasach PRL – mówił prof. Balcerowicz w programie "Kontrapunkt" TVP Info. Domiar w czasach komunizmu nakładano m.in. na przedsiębiorców. Były minister finansów skrytykował ten podatek, biorąc pod uwagę trudną sytuację fiskalną, gdy "łączne wydatki budżetowe wynoszą prawie 51 proc. PKB", a największą pozycję stanowią wydatki socjalne.

Zdaniem prof. Balcerowicza obniżenie cen paliw "to kwestia doraźna", która nie powinna w żadnej mierze przysłaniać "problemu zasadniczego", jakim jest zły stan finansów państwa.

To jest kwestia całego społeczeństwa. Już raz zostaliśmy zadłużeni jako społeczeństwo, w latach 70. w okresie takiej "bonanzy gierkowskiej". To doprowadziło do bankructwa. Nie przepowiadam tego tym razem, ale precedensy już były – ostrzegł założyciel Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Prowadząca rozmowę Karolina Opolska zapytała, czy ta sprawa doraźna nie jest w tym momencie potrzebna.

– Wszystko zależy od definicji "potrzebna", bo potrzebna komu? – zastanowił się prof. Balcerowicz.

– Polakom? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Opolska.

– To strasznie duży mianownik "Polakom". Nie miałbym wątpliwości, gdyby nasz budżet był zbilansowany, ale mamy największy deficyt w Europie. O tym trzeba powtarzać, a nie o doraźnych drobiazgach – zaznaczył ekonomista.

Prof. Balcerowicz dodał, że jeśli bardzo trudna sytuacja fiskalna będzie się utrzymywać, to nie będzie "happy endu".

– Tyle byłoby tego długu, że trzeba było coś z tym zrobić, ale drugi raz nie będziemy w stanie redukować długu. Gdy redukowaliśmy, akurat na mnie to przypadło, to był głównie dług zagraniczny. Teraz dług publiczny to dług ogromnej większości z polskich instytucji, przedsiębiorstw i obywateli. Banki kupują z upodobaniem obligacje Skarbu Państwa, finansują ten dług, bo nie muszą się napracować. Gdyby udzielały więcej kredytów, musiałyby rozpatrywać wiarygodność kredytową, a tu jest łatwizna – podsumował prof. Balcerowicz.

Problem z długiem

Polacy w najbliższych latach być może będą musieli zacisnąć pasa. Minister finansów Andrzej Domański potwierdził, że prawdopodobnie za dwa lata polski dług przekroczy ustawowy limit 55 proc. PKB. Jeśli tak się stanie, przyszły rząd będzie zmuszony do wprowadzenia planu naprawczego. – Wizja resortu jest zbyt optymistyczna. Istnieje duże ryzyko, że ten próg naruszymy już w przyszłym roku – ocenił w rozmowie z money.pl Tomasz Prusek z Fundacji Przyjazny Kraj.

– Stan naszych finansów publicznych można porównać do statku, który przepłynie tuż pod mostem, ale od zderzenia dzieli nas długość dłoni – ocenił Prusek.

Źródło: TVP Info

Wybrane dla Ciebie