Jak ustaliła dpa, chodzi o Wołodymyra Żurawlowa — tę samą osobę, o którą Niemcy bezskutecznie zabiegali w Polsce. W październiku 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił niemieckim władzom jego wydania. Jednocześnie uchylił tymczasowe aresztowanie i nakazał niezwłoczne zwolnienie mężczyzny.
Żurawlow był poszukiwany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania jako podejrzany o wysadzenie rosyjskiego gazociągu.
Jak podaje AP News, lista zarzutów jest szeroka. "Wspomniana osoba jest podejrzana o współudział w spowodowaniu wybuchów, sabotaż antykonstytucyjny oraz zniszczenie budynków i innych budowli" - przekazała niemiecka prokuratura.
Śledczy podkreślają, że Władimir Z. jest wykwalifikowanym nurkiem. Według nich należał do grupy skupionej wokół ściganego osobno Serhija K., która we wrześniu 2022 r. podłożyła ładunki wybuchowe na gazociągach Nord Stream 1 i Nord Stream 2 w pobliżu wyspy Bornholm.
WIDEOPrezydent uderza w Sejm. Czarzasty: nie będzie tak, panie prezydencie
Wybuchy sprzed czterech lat
Do eksplozji doszło 26 września 2022 r. Zniszczone zostały trzy z czterech nitek obu gazociągów, na głębokości około 80 metrów na dnie Bałtyku. Rurociągi zbudowano po to, by tłoczyć rosyjski gaz ziemny bezpośrednio do Niemiec.
Projekt od lat budził sprzeciw. Wiele państw Europy Wschodniej i Zachodu ostrzegało przed geopolitycznymi konsekwencjami ominięcia wschodniej części kontynentu w tranzycie surowca.
W praktyce oba gazociągi i tak przestały działać. Moskwa zawiesiła dostawy przez Nord Stream 1 jeszcze przed jego zniszczeniem, a Nord Stream 2 nigdy nie został uruchomiony z powodu inwazji na Ukrainę i wynikłych z niej sporów politycznych.
Przypomnijmy, że w sierpniu 2024 r. "Die Zeit", ARD i "Sueddeutsche Zeitung" podały, że prokurator generalny Jens Rommel uzyskał pierwszy nakaz aresztowania w śledztwie — dotyczył on Ukraińca Wołodymyra Z., którego ostatnie znane miejsce pobytu wskazywano w Polsce.
Według ówczesnych doniesień mediów niemieccy prokuratorzy wystąpili w czerwcu 2024 r. do polskich władz z europejskim nakazem aresztowania, ale strona polska nie odpowiedziała na wniosek o pomoc prawną. Śledczy zakładali, że mężczyzna mieszkał w miejscowości na zachód od Warszawy i się ukrywał. Nie było wtedy jasne, czy wrócił na Ukrainę.