Lekarze pod pręgierzem przez zarobki. "Nie podjęto działań na czas"
W ostatnich dniach przez media przetacza się dyskusja o zarobkach polskich lekarzy. Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty Federacji Przedsiębiorców Polskich, prawdziwy problem tkwi w fundamentach finansowania publicznej ochrony zdrowia. - Wycena świadczeń medycznych rządzi się innymi prawami - mówi w rozmowie z money.pl.
Kwestia wynagrodzeń w polskiej ochronie zdrowia znalazła się w centrum debaty publicznej po ujawnieniu przypadku 29-letniego lekarza w trakcie specjalizacji, który w 2025 r. zarobił 1,6 miliona złotych. Sytuacja ta wywołała natychmiastową reakcję rządu i stała się impulsem do zaplanowania szeroko zakrojonych działań kontrolnych.
Premier Donald Tusk wprost zażądał pełnej transparentności w wydatkowaniu publicznych środków na służbę zdrowia, zapowiadając rozliczenie wszelkich ewentualnych nadużyć, z sankcjami karnymi włącznie.
W odpowiedzi na te apele Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła, że już w lipcu rozpocznie szczegółowe analizy w polskich placówkach medycznych. Inspektorzy wezmą pod lupę nie tylko same kwoty wypłacane personelowi, ale przede wszystkim systemowe mechanizmy wzrostu wynagrodzeń oraz faktyczne zarobki w poszczególnych specjalizacjach.
Pierwsze wnioski mają dotyczyć warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie przeprowadzono już doraźną kontrolę obejmującą zarówno działalność leczniczą, jak i gospodarkę finansową placówki. Aby zapobiec podobnym anomaliom w przyszłości, rząd przyjął projekt ustawy, który ma na celu ścisłe powiązanie informacji o zarobkach medyków z ich numerem PESEL lub numerem prawa do wykonywania zawodu.
"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie
Rozregulowany system i rynkowa presja
Eksperci rynkowi zwracają uwagę, że pojedyncze, kominowe zarobki to jedynie wierzchołek góry lodowej, a prawdziwy problem tkwi w fundamentach finansowania publicznej ochrony zdrowia. Ocenę tej sytuacji dla money.pl przygotował główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
- Kwestia płac w ochronie zdrowia jest efektem działania systemu, którego funkcjonowanie uległo wraz z upływem czasu poważnemu rozregulowaniu, jednak nie podjęto w porę działań niezbędnych do tego, aby mu zaradzić - wskazuje Łukasz Kozłowski z FPP.
Z punktu widzenia przedsiębiorców działających w sektorze prywatnym taka sytuacja jest o tyle zaskakująca, że firmy na co dzień poddane są rynkowej presji konkurencyjnej oraz konkretnym oczekiwaniom ze strony klientów, którzy chcą otrzymywać usługę o wartości współmiernej do ponoszonego kosztu. To wymaga znacznie szybszego dostosowania i korygowania powstających nierównowag. Wycena świadczeń medycznych w publicznej ochronie zdrowia rządzi się jednak innymi prawami - dodaje ekspert.
Mechanizm ustawowej waloryzacji płac
Podczas gdy kontrolerzy NIK będą badać nieprawidłowości, cały system przygotowuje się na kolejną, ustawową waloryzację płac. Mechanizm ustalania minimalnych wynagrodzeń w publicznej ochronie zdrowia opiera się na przepisach z 8 czerwca 2017 r. Konstrukcja tego prawa jest stosunkowo prosta: każdej grupie zawodowej przypisano określony współczynnik pracy, który następnie mnoży się przez kwotę przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za rok ubiegły.
Skoro Główny Urząd Statystyczny podał, że przeciętna płaca w 2025 r. wyniosła 8903,56 złotych brutto, co oznacza wzrost o 8,82 proc. względem roku poprzedniego, to od 1 lipca 2026 r. automatycznie wzrosną minimalne stawki dla całej kadry medycznej.
W praktyce oznacza to konkretne kwoty. Lekarz lub lekarz dentysta posiadający specjalizację, któremu przypisano współczynnik 1,45, od lipca 2026 r. zarobi minimalnie 12910,16 złotych brutto. Stanowi to wzrost o 1046,67 złotych względem poprzedniego okresu rozliczeniowego.
Z kolei medyk bez specjalizacji, ze współczynnikiem 1,19, będzie mógł liczyć na podstawę w wysokości 10595,24 złotego brutto, czyli o około 860 złotych więcej. Najniżej w tej hierarchii znajduje się lekarz stażysta ze współczynnikiem 0,95, którego minimalne wynagrodzenie wyniesie 8458,38 złotego brutto, co przekłada się na podwyżkę o 685,75 złotego.
Licytacja o lekarzy i wycena świadczeń
Warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że ustawowe kwoty to jedynie minimalne wynagrodzenia zasadnicze. Rzeczywiste zarobki na kontach lekarzy są zazwyczaj znacznie wyższe, ponieważ do podstawy doliczane są liczne składowe. Mowa tu o wynagrodzeniach za dyżury, dodatkach za pracę w nocy, dodatkach stażowych, a w przypadku niezwykle popularnych kontraktów B2B – o indywidualnie negocjowanych stawkach godzinowych.
To właśnie na tym polu dochodzi do największych rynkowych anomalii, które stara się wytłumaczyć główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Struktura wyceny poszczególnych świadczeń jest często nierównomierna i przez długi czas nie jest aktualizowana pod względem relacji względem wartości innych świadczeń zdrowotnych. To powoduje, że wykonywanie niektórych badań lub zabiegów jest opłacalne finansowo, a innych nie - tłumaczy Łukasz Kozłowski.
- Do wykonywania procedur potrzebne są jednak kadry w ramach określonej specjalizacji, które są ograniczone. Stąd też zdarza się licytacja między poszczególnymi placówkami na wartości kontraktów oferowanych personelowi po to, żeby móc wykonywać dalej rentowne procedury medyczne lub by po prostu utrzymać oddział np. w szpitalu powiatowym, ponieważ takie są oczekiwania lokalnego samorządu - podkreśla ekspert w komentarzu dla money.pl.
Specjalizacje priorytetowe a system zachęt
Szczególną grupą w tym systemie są lekarze rezydenci, którzy odbywają wieloletnie szkolenie specjalizacyjne, pracując w szpitalach za pieniądze pochodzące bezpośrednio z budżetu państwa. Zgodnie z nowym projektem rozporządzenia Ministra Zdrowia, który wchodzi w życie 1 lipca 2026 r., wprowadzono wyraźne zróżnicowanie ich pensji.
Celem jest zachęcenie młodych kadr do wybierania specjalizacji priorytetowych, w których Polska od lat notuje najbardziej dotkliwe braki personalne. Do tej grupy zalicza się między innymi anestezjologię i intensywną terapię, medycynę ratunkową, psychiatrię, medycynę paliatywną oraz medycynę rodzinną.
Rezydent wybierający jedną ze specjalizacji priorytetowych przez pierwsze dwa lata szkolenia otrzyma 11654,76 złotego brutto miesięcznie. Po przekroczeniu bariery dwóch lat, jego podstawa wzrośnie do 12714,29 złotego brutto. Dla porównania, młodzi lekarze na pozostałych specjalizacjach zarobią odpowiednio 10595,24 złotego w pierwszych dwóch latach oraz 10913,10 złotego brutto w kolejnych latach rezydentury. Co ważne, do tych kwot należy doliczyć pieniądze za pełnione dyżury.
Szacuje się, że rezydent biorący od 4 do 5 dyżurów w miesiącu potrafi wygenerować łączne zarobki rzędu od 13 do nawet 22 tysięcy złotych brutto, w zależności od wybranej dziedziny medycyny i konkretnej placówki. Dodatkową zachętą finansową jest tak zwany bon patriotyczny, pozwalający uzyskać do 700 złotych brutto miesięcznie w zamian za zobowiązanie do pracy w publicznym systemie po zakończeniu nauki.
Koszty osobowe pochłaniają budżet
Tegoroczna waloryzacja stała się osią ostrego, wielomiesięcznego sporu na linii rząd – środowisko medyczne. Ministerstwo Zdrowia, widząc rosnące obciążenia budżetowe, proponowało zamrożenie lipcowych podwyżek i przesunięcie ich na styczeń 2027 r., a także obniżenie samej dynamiki wzrostu płac. Organizacje zrzeszające lekarzy stanowczo odrzuciły te pomysły.
Ostatecznie, podczas marcowego posiedzenia Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia nie wypracowano żadnego kompromisu. Zgodnie z prawem oznaczało to, że podwyżki w wysokości 8,82 proc. muszą zostać wypłacone na dotychczasowych, rygorystycznych zasadach wynikających z ustawy.
Sytuacja ta pokazuje, jak bardzo elastyczność finansowa szpitali została ograniczona przez sztywne ramy prawne. Rosnące nakłady na ochronę zdrowia nie zawsze przekładają się na dostępność leczenia, ponieważ lwią część nowych środków pochłaniają obowiązkowe podwyżki. Zjawisko to precyzyjnie diagnozuje główny ekonomista FPP.
Nadchodzące kontrole i audyty
- Do tego wszystkiego dochodzi następujący w ostatnich latach wzrost finansowania ochrony zdrowia oraz podnoszenie wyceny wszystkich świadczeń w celu pokrycia kosztów automatycznych, gwarantowanych ustawowo podwyżek płac. Te wszystkie czynniki, działając łącznie, sprawiły, że dodatkowe pieniądze w ochronie zdrowia zostały alokowane w praktyce w kierunku kosztów osobowych - podsumowuje Łukasz Kozłowski.
- Ustawa znowelizowana w 2022 r., przyznająca podwyżki, była potrzebna, ponieważ przez wiele lat ochrona zdrowia była obszarem ze zbyt niskim poziomem zarobków. Niezmienione rozwiązania utrzymane w tym samym kształcie przez zbyt długi okres wytworzyły jednak procesy, które wymagają korekty - dodaje.
Wiele wskazuje na to, że zapowiadane przez premiera kontrole to dopiero początek szerszej weryfikacji wydatków w systemie. Najwyższa Izba Kontroli nie zamierza poprzestać na pojedynczych placówkach szczebla samorządowego. W najbliższym czasie planowane jest opublikowanie wyników audytów przeprowadzonych w dużych szpitalach klinicznych. Inspektorzy sprawdzali tam, czy jednostki te w sposób prawidłowy łączyły działalność stricte leczniczą z obowiązkami dydaktycznymi i naukowymi.
Kolejnym obszarem, który zostanie prześwietlony, będą krajowy system ratownictwa medycznego oraz sprawność działań podejmowanych wobec pacjentów w stanie nagłego zagrożenia życia. Wyniki tych kontroli mogą stanowić punkt wyjścia do głębokiej reformy zasad wynagradzania w sektorze, który z jednej strony boryka się z brakami kadrowymi, a z drugiej pozwala na generowanie milionowych kontraktów przez pojedynczych lekarzy.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl