- Polska przekonywała TSUE, że bank może oprocentować kredytowane koszty, jeśli prawidłowo poinformuje klienta. Trybunał orzekł inaczej.
- Takie stanowisko poparły KNF, UOKiK i Ministerstwo Sprawiedliwości. Przeciw był Rzecznik Finansowy - i to jego argumentację potwierdził TSUE.
- Rząd twierdzi, że działał w interesie konsumentów. Nie wyjaśnił wprost, dlaczego pominął wyrok TSUE z 2016 r.
- Alior Bank wycenił skutki wyroku na 96,5 mln zł i zapowiedział zwrot części odsetek klientom.
Dwie kwoty w jednej umowie
Klient Banku Pekao podpisał 26 maja 2022 r. umowę pożyczki na standardowym formularzu, bez możliwości negocjowania jej warunków. W dokumencie wpisano kwotę kredytu wynoszącą 150 tys. zł.
Na konto klienta trafiło jednak 133 214,92 zł. Brakujące 16 785,08 zł bank przeznaczył na składkę ubezpieczeniową. W dokumentach polisę nazwano dobrowolną. Klient mógł dostać kredyt bez niej, ale na mniej korzystnych warunkach. Wykupienie ubezpieczenia obniżało oprocentowanie.
Kryptowaluty traktowane jak banki. Członek RPP ostrzega: to nie jest wiedza tajemna
Bank naliczał odsetki w wysokości 8,49 proc. rocznie nie od pieniędzy wypłaconych klientowi, lecz od pełnych 150 tys. zł. Oprocentował więc również prawie 17 tys. zł przeznaczonych od razu na składkę, którymi klient nigdy nie mógł swobodnie dysponować.
Klient uznał, że został wprowadzony w błąd co do rzeczywistego kosztu i oprocentowania kredytu. 18 sierpnia 2023 r., ponad rok po zawarciu umowy, złożył w banku oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego. Zażądał zwrotu zapłaconych odsetek oraz składki ubezpieczeniowej, łącznie 14 428,83 zł. Bank odmówił.
W październiku klient pozwał Pekao przed Sądem Rejonowym we Włodawie. Domagał się 30 051,76 zł: wszystkich zapłaconych odsetek, składki ubezpieczeniowej oraz odsetek ustawowych za opóźnienie.
Sąd nie rozstrzygnął sprawy od razu. Zawiesił postępowanie i zapytał Trybunał Sprawiedliwości UE, czy naliczanie odsetek od kwot, których klient nie dostał do dyspozycji, jest zgodne z prawem unijnym.
O co toczy się gra
Polskie prawo od 2011 r. przewiduje sankcję kredytu darmowego. Jeśli bank przy zawieraniu umowy naruszył określone obowiązki wobec klienta, na przykład podał nieprawdziwą informację o kosztach, konsument może złożyć pisemne oświadczenie o skorzystaniu z sankcji.
W takim przypadku oddaje wyłącznie pożyczony kapitał. Bez odsetek, prowizji i składek ubezpieczeniowych. To, co zapłacił ponad kapitał, bank powinien mu zwrócić.
Sankcja dotyczy kredytów konsumenckich, przede wszystkim gotówkowych, konsolidacyjnych i ratalnych. Nie obejmuje kredytów hipotecznych.
Dla banków to coraz większy problem. Na koniec marca 2026 r. miały ponad 104 tys. reklamacji dotyczących sankcji kredytu darmowego oraz ponad 27 tys. pozwów. Ministerstwo Sprawiedliwości zaczęło osobno liczyć takie sprawy dopiero od tego roku. Od stycznia do czerwca do sądów wpłynęło ich 11 247.
Ponieważ polskie przepisy wywodzą się z prawa unijnego, wątpliwości dotyczące ich interpretacji rozstrzyga TSUE. Polski sąd może zawiesić postępowanie i skierować do Trybunału pytanie. Odpowiedź ma później znaczenie także dla innych sądów rozpatrujących podobne sprawy.
Kto pisze w imieniu Polski
Gdy sprawa trafia do Luksemburga, państwa Unii Europejskiej mogą przedstawić Trybunałowi swoje stanowiska. Polska korzysta z tej możliwości bardzo często.
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów rozsyła pytania do ministerstw i urzędów, których dotyczy sprawa, i zbiera ich opinie. Na tej podstawie powstają założenia procesowe. W sprawie z Włodawy Komitet do Spraw Europejskich przyjął je 17 lutego 2025 r.
Następnie pełnomocnik rządu wysyła do Trybunału oficjalne pismo w imieniu Rzeczypospolitej.
Ani opinie poszczególnych urzędów, ani finalne stanowisko Polski nie są standardowo publikowane. Obywatel nie może więc sprawdzić, jak państwo argumentowało przed Trybunałem.
Money.pl dotarł do kompletu dokumentów z postępowania dotyczącego sprawy z Włodawy: opinii urzędów, założeń przygotowanych w kancelarii premiera oraz stanowiska wysłanego do Luksemburga. Żaden z tych dokumentów nie był wcześniej publikowany.
Nadzór: praktyka jest dopuszczalna
Pytanie sądu z Włodawy trafiło do polskich urzędów jesienią 2024 r.
Jako pierwszy odpowiedział urząd obsługujący Komisję Nadzoru Finansowego. Pismo z 20 grudnia 2024 r. podpisał zastępca przewodniczącego KNF Marcin Mikołajczyk.
Urząd zarekomendował, by Polska przekonywała Trybunał, że unijne przepisy nie sprzeciwiają się naliczaniu odsetek od kredytowanych kosztów kredytu.
Argumentacja była krótka. Dyrektywa nie zakazuje tego wprost, a doliczenie prowizji lub składki do kwoty kredytu może być dla części klientów wygodne. Zamiast płacić cały koszt przy podpisaniu umowy, mogą rozłożyć go na raty. Urząd odwołał się również do stanowisk przedstawianych przez Polskę we wcześniejszych, podobnych sprawach.
13 stycznia 2025 r. odpowiedziało Ministerstwo Sprawiedliwości. Pismo podpisał ówczesny szef resortu Adam Bodnar.
Ministerstwo zaleciło powtórzenie dotychczasowej argumentacji Polski: odsetki mogą być naliczane również od kwoty, którą bank przeznacza na pokrycie kosztów kredytu, pod warunkiem że klient zostanie o tym prawidłowo poinformowany.
Trzy dni później swoją rekomendację przedstawił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK zajął podobne stanowisko. Uznał, że oprocentowanie może obejmować nie tylko pieniądze wypłacone konsumentowi, lecz również kredytowane koszty, jeśli zostaną prawidłowo wykazane w informacjach przekazywanych klientowi.
Rzecznik Finansowy był przeciw
Odmienne stanowisko zajął Rzecznik Finansowy, urząd powołany do wspierania klientów banków i firm ubezpieczeniowych w sporach z instytucjami finansowymi.
Opinię z 16 stycznia 2025 r. podpisał rzecznik dr Michał Ziemiak. Porównał polską, angielską i francuską wersję unijnej dyrektywy. Wskazał, że wszystkie odnoszą się do kwoty faktycznie oddanej konsumentowi do dyspozycji.
Rzecznik argumentował, że koszty doliczone do kredytu nie są pieniędzmi, którymi klient może rozporządzać. Konsument ich nie dostaje, a bank od razu przeznacza je na prowizję, składkę lub inną opłatę.
Dlatego, zdaniem Rzecznika Finansowego, naliczanie od takich kosztów odsetek jest sprzeczne z prawem unijnym.
Urząd oparł swoją argumentację na wyroku TSUE z 21 kwietnia 2016 r. w czeskiej sprawie Radlinger. Trybunał stwierdził wówczas, że kwota kredytu obejmuje wyłącznie pieniądze oddane klientowi do dyspozycji. Nie wlicza się do niej kwot zatrzymywanych przez kredytodawcę na pokrycie kosztów kredytu.
Wyrok ten zapadł dziesięć lat przed rozstrzygnięciem polskiej sprawy. Mimo to banki w Polsce nadal kredytowały prowizje i ubezpieczenia, a następnie naliczały od nich odsetki.
Argument z remontem mieszkania
19 lutego 2025 r. pełnomocnik rządu Bogusław Majczyna wysłał do Luksemburga oficjalne stanowisko Polski. Przyjęto w nim kierunek rekomendowany przez nadzór finansowy, UOKiK i Ministerstwo Sprawiedliwości.
Polska argumentowała, że unijna dyrektywa określa przede wszystkim, o czym bank musi poinformować konsumenta. Nie reguluje natomiast szczegółowo sposobu konstruowania kosztów kredytu. Skoro nie wprowadza wyraźnego zakazu, to - według polskiego stanowiska - nie wyklucza naliczania odsetek od kredytowanych kosztów.
W piśmie pojawił się przykład klienta zaciągającego pożyczkę na remont mieszkania. Może on woleć rozłożyć prowizję na raty, ponieważ dzięki temu przy podpisaniu umowy zostanie mu więcej pieniędzy na materiały i robociznę. Z tego punktu widzenia kredytowanie prowizji mogłoby być dla części konsumentów korzystne.
Polska zastrzegła jednak, że prowizja nie może być rażąco wysoka, a klient powinien mieć możliwość wyboru, czy zapłaci ją od razu, czy sfinansuje kredytem. Ocenę tych warunków proponowała pozostawić sądowi rozpatrującemu konkretną sprawę.
W stanowisku znalazł się również argument po stronie klienta. Umowa powinna jasno wskazywać, że odsetki są naliczane od kwoty wyższej niż ta, którą klient faktycznie dostaje do dyspozycji.
Trybunał nie musiał jednak rozstrzygać tej kwestii. Najpierw odpowiedział na pytanie podstawowe: czy koszty kredytu w ogóle mogą zostać objęte oprocentowaniem.
MSZ: chodziło o ochronę konsumentów
O powody zajęcia takiego stanowiska zapytaliśmy Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. KPRM odesłała nas do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Kancelaria wyjaśniła, że to MSZ jest właściwe w sprawach związanych z reprezentowaniem Rzeczypospolitej Polskiej przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, także w postępowaniach prejudycjalnych.
Ministerstwo nie zgadza się z oceną, że Polska opowiedziała się za wykładnią korzystną dla sektora bankowego.
Teza postawiona w pytaniu jest nieprawdziwa - odpowiedziało MSZ.
Resort wskazał, że stanowisko Polski było zgodne z założeniami procesowymi przyjętymi 17 lutego 2025 r. przez Komitet do Spraw Europejskich. Przy jego przygotowywaniu uwzględniono opinie właściwych ministerstw i urzędów, w szczególności Ministerstwa Sprawiedliwości, UOKiK oraz Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.
Według MSZ stanowisko przedstawione Trybunałowi "zmierzało do zapewnienia wysokiego poziomu ochrony konsumentów".
Rząd uznał, że przedsiębiorca może umożliwić klientowi rozłożenie pozaodsetkowych kosztów kredytu na oprocentowane raty. Takie rozwiązanie miało pozwolić konsumentowi uniknąć jednorazowej zapłaty prowizji, składki lub innej opłaty przy zawieraniu umowy.
MSZ zastrzega, że możliwość ta powinna podlegać kilku warunkom. Same koszty pozaodsetkowe nie mogą być "nadmiernie wygórowane". Konsument powinien mieć wybór między zapłatą jednorazową a rozłożeniem kosztu na raty. Bank musi go również prawidłowo i przejrzyście poinformować o oprocentowaniu oraz konsekwencjach takiego rozwiązania dla jego sytuacji finansowej.
Odpowiedź resortu powtarza więc argumentację przedstawioną przez Polskę przed Trybunałem. Nie wyjaśnia jednak wprost, dlaczego państwo nie podzieliło stanowiska Rzecznika Finansowego, który powoływał się na wyrok TSUE z 2016 r.
Resort nie odniósł się również do pytania, w jaki sposób naliczanie odsetek od kosztu, którym konsument nie może swobodnie dysponować, zwiększa poziom jego ochrony.
TSUE nie podzielił argumentacji rządu
23 kwietnia 2026 r. TSUE ogłosił wyrok w sprawie z Włodawy. Nie podzielił argumentacji, którą polski rząd przedstawiał jako rozwiązanie służące ochronie konsumenta.
Trybunał uznał, że bank nie może naliczać odsetek od kwot przeznaczonych na pokrycie kosztów kredytu.
Sprawę rozpatrzył trzyosobowy skład. Nie przeprowadzono rozprawy ani nie przedstawiono opinii rzecznika generalnego. Trybunał oparł rozstrzygnięcie na wcześniejszej wykładni prawa. Na czeski wyrok z 2016 r. powołał się w uzasadnieniu pięć razy.
Polska przekonywała, że skoro dyrektywa nie reguluje szczegółowo sposobu konstruowania kosztów kredytu, to nie zakazuje ich oprocentowania.
Trybunał uznał inaczej. Stwierdził, że dyrektywa sama przesądza, co jest kwotą kredytu, a co jego kosztem. Te dwie kategorie nie mogą się pokrywać.
Odsetki można naliczać od pieniędzy oddanych klientowi do dyspozycji. Prowizja i składka ubezpieczeniowa są kosztem kredytu, a nie częścią wypłaconego kapitału. Osobny zakaz ich oprocentowania nie był potrzebny, ponieważ wynika on już z definicji zawartych w dyrektywie.
Wyrok nie zabrania bankom kredytowania prowizji ani składek ubezpieczeniowych. Bank nadal może doliczyć taki koszt do zadłużenia i rozłożyć go na raty, aby klient nie musiał płacić całej kwoty z góry.
Nie może jednak naliczać od tego kosztu odsetek.
Trybunał wskazał jednocześnie, że kredytodawca może uwzględnić koszty prowadzenia działalności w oprocentowaniu, na przykład w marży. Cena kredytu musi być jednak widoczna w elementach, które rzeczywiście składają się na oprocentowanie pieniędzy otrzymanych przez klienta.
Ile kosztowało oprocentowanie składki
W umowie z Włodawy oprocentowanie wynosiło 8,49 proc. Składały się na nie stopa bazowa w wysokości 4,36 proc. oraz marża banku wynosząca 4,13 proc.
Policzyliśmy poglądowo, o jaką skalę pieniędzy mogło chodzić. To symulacja przy racie równej i niezmiennym oprocentowaniu, a nie rekonstrukcja rzeczywistego harmonogramu spłat, którego nie podano w wyroku.
Gdyby bank przez osiem lat naliczał 8,49 proc. od pełnych 150 tys. zł, łączna kwota odsetek wyniosłaby ponad 57 tys. zł.
Gdyby oprocentowanie obejmowało wyłącznie 133 214,92 zł, czyli pieniądze rzeczywiście oddane klientowi do dyspozycji, odsetki wyniosłyby około 50,8 tys. zł.
Różnica to około 6,4 tys. zł. Tyle w tej symulacji wyniosły odsetki naliczone od składki ubezpieczeniowej.
Aby uzyskać podobną kwotę odsetek bez oprocentowania składki, bank musiałby podnieść oprocentowanie kredytu z 8,49 do około 9,44 proc. Marża wzrosłaby wtedy z 4,13 do około 5,08 proc.
W tej symulacji rata i całkowita suma spłat pozostałyby zbliżone. Zmieniłby się jednak sposób przedstawienia ceny. Klient od razu zobaczyłby wyższe oprocentowanie, zamiast płacić odsetki od pieniędzy, których nie dostał do dyspozycji.
Na tym polega znaczenie wyroku. Trybunał nie ograniczył katalogu opłat, które bank może pobierać poza odsetkami. Przesądził natomiast, od jakiej kwoty wolno naliczać oprocentowanie.
Chodzi o to, aby konsument porównujący oferty widział, ile rzeczywiście kosztuje go kredyt.
Sam spór klienta z Bankiem Pekao nadal się toczy. Sąd we Włodawie musi teraz zastosować wykładnię Trybunału i wydać wyrok w krajowym postępowaniu.
Cztery sprawy zniknęły z wokandy
Kwietniowy wyrok zapadł w piątej polskiej sprawie dotyczącej tego samego. Cztery wcześniejsze nie zakończyły się odpowiedzią Trybunału.
Pierwsza trafiła do Luksemburga w listopadzie 2022 r. z Sądu Rejonowego dla Krakowa-Podgórza. Kolejne wysłały w 2024 r. Sąd Okręgowy w Krakowie i Sąd Okręgowy w Poznaniu.
Wszystkie trzy sprawy zniknęły z wokandy, zanim TSUE rozstrzygnął problem. Postępowania krajowe zakończyły się w wyniku cofnięcia pozwu albo zawarcia ugody.
Łączyło je jeszcze jedno. W żadnej z nich powodem nie był konsument. Pozwy przeciwko klientom wniosły Profi Credit Polska, Alior Bank i Santander Consumer Bank. Chodziło o niespłacone raty, a pytania dotyczące oprocentowania kredytowanych kosztów pojawiły się przy okazji rozpatrywania roszczeń kredytodawców.
Gdy to kredytodawca jest powodem, ma duży wpływ na dalszy bieg sporu. Może cofnąć pozew lub zawrzeć ugodę. Jeśli postępowanie krajowe się kończy, znika również podstawa, na której Trybunał miał odpowiedzieć na pytania.
W czwartej sprawie sytuacja była inna. W sierpniu 2024 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia wysłał do Luksemburga siedem pytań w postępowaniu wytoczonym przez spółkę Helpfind Recovery, działającą obecnie pod nazwą Consumer Rights Recovery.
Spółka odkupiła roszczenie od konsumenta i pozwała Santander Bank Polska, obecnie Erste Bank Polska, o około 11 tys. zł. Odsetki w spornej umowie naliczano również od prowizji.
23 stycznia 2025 r. bank uznał powództwo w całości i zgodził się zapłacić wszystko, czego żądała spółka.
Sąd nie uznał jednak, że automatycznie kończy to sprawę. W postanowieniu z 7 marca 2025 r. wskazał, że uznanie powództwa mogło zmierzać do obejścia prawa, a sąd nie może zaakceptować takiego działania bez zbadania jego skutków.
Pełnomocnicy strony powodowej oceniali publicznie, że bank mógł w ten sposób próbować zapobiec wydaniu niekorzystnego dla sektora orzeczenia. Była to jednak ich ocena strategii procesowej banku, a nie prawomocne ustalenie dotyczące jego intencji.
Santander nie komentował wówczas przebiegu sprawy.
Postępowanie przed TSUE trwało jeszcze przez rok. Wiosną 2025 r. strony przedstawiły dodatkowe pisemne stanowiska. Ostatecznie 5 marca 2026 r. Trybunał umorzył sprawę. Wyjaśnił, że nie jest organem wydającym sądom krajowym opinie doradcze, gdy spór, na którego tle zadano pytanie, faktycznie przestał istnieć.
TSUE pozostawił jednak możliwość ponownego zadania pytań w innej, nadal toczącej się sprawie.
Siedem tygodni później, 23 kwietnia 2026 r., zapadł wyrok w sprawie z Włodawy.
Z dokumentów wynika, że niewiele brakowało, by również to postępowanie zakończyło się bez odpowiedzi Trybunału.
20 listopada 2025 r., pięć miesięcy przed wyrokiem, Bank Pekao poinformował TSUE, że przychylił się do żądania klienta. Trybunał zapytał więc sąd we Włodawie, czy postępowanie nadal się toczy.
18 grudnia 2025 r. sąd odpowiedział, że tak. Dzięki temu Trybunał wydał wyrok.
Wcześniej bank przekonywał, że pytania nie powinny być rozpatrywane, ponieważ mają charakter teoretyczny i dotyczą składki ubezpieczeniowej, a nie prowizji.
TSUE odrzucił te argumenty. Uznał, że nie ma znaczenia, czy pieniądze formalnie trafiają najpierw na konto klienta, czy bank od razu przekazuje je na pokrycie kosztu.
Banki zaczynają liczyć koszty
Kwietniowy wyrok jest dla banków kosztownym problemem. Jego pełna skala dopiero zaczyna się ujawniać.
20 lipca 2026 r. Alior Bank poinformował, że rozstrzygnięcie pomniejszy jego wynik finansowy o 96,5 mln zł. Alior jako pierwszy publicznie powiązał konkretną kwotę z tym wyrokiem.
Jak wyjaśnia Alior w odpowiedzi na pytania money.pl, przeszacowanie objęło wszystkie aktywne umowy kredytów konsumenckich, w których bank kredytował pozaodsetkowy koszt kredytu.
Przeważająca część kwoty 96,5 mln zł wynika z utraconych przyszłych przepływów pieniężnych. Bank zapowiada, że dostosuje sposób naliczania odsetek do wyroku ze skutkiem od 23 kwietnia 2026 r.
Oznacza to, że Alior przestanie naliczać odsetki od kredytowanych kosztów pozaodsetkowych. Zwróci również klientom odsetki pobrane od takich kosztów od 23 kwietnia do dnia faktycznego zaprzestania ich naliczania.
Bank nie podał, ilu klientów obejmie zwrot. Nie wskazał też, jaka część kwoty 96,5 mln zł przypada na odsetki już naliczone, a jaka na przyszłe przychody, których nie uzyska.
Alior nie zamierza proponować klientom ugód dotyczących sankcji kredytu darmowego.
W zdecydowanej większości przypadków sądy przychylają się do argumentacji banku i bank wygrywa sprawy sądowe dotyczące SKD - przekazała money.pl instytucja.
Skutki wyroku widać już także w wynikach innych banków. Pekao pomniejszył wynik odsetkowy o 126 mln zł, Erste Bank Polska o 71,2 mln zł, ING Bank Śląski o 12 mln zł, a Bank Millennium o 35 mln zł i dodatkowo utworzył 61 mln zł rezerwy na ryzyko prawne związane ze sprawami dotyczącymi kredytów konsumenckich.
Kwietniowy wyrok Trybunału dotyczy tylko jednego z problemów pojawiających się w sporach o sankcję kredytu darmowego. Oprocentowanie prowizji lub składek ubezpieczeniowych jest jednym z naruszeń podnoszonych przez klientów. Katalog błędów mogących prowadzić do zastosowania sankcji jest szerszy, choć zamknięty. Określa go art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim.
W Luksemburgu czeka jeszcze jedna polska sprawa dotycząca darmowego kredytu, skierowana przez Sąd Rejonowy w Białymstoku. Tym razem chodzi o to, jak szczegółowo sąd powinien badać umowę kredytową.
Napiszemy o niej wkrótce.