Pomocnik, który przeszkadzał. Człowiek Giertycha opóźniał proces frankowiczów. Kancelaria posła zarabiała miliony
8,7 mln zł brutto. Tyle dostał Roman Giertych i jego kancelaria za reprezentowanie Getin Noble Banku m.in. w procesach z posiadaczami kredytów we frankach szwajcarskich. Jedno z postępowań miesiącami opóźniał bliski współpracownik Romana Giertycha Sebastian J. ps. "Foka". Setki klientów Getin Noble Banku do dziś tkwią w związku z tym w niekorzystnych umowach na kredyty frankowe.
- Bliski współpracownik Romana Giertycha latami sabotował proces grupy frankowiczów walczących o unieważnienie niekorzystnych umów z Getin Noble Bankiem.
- Sebastian J. opóźniał postępowanie m.in. poprzez składanie nieprawdziwych oświadczeń w sądzie i popełnianie wciąż tych samych proceduralnych błędów.
- W tym samym czasie kancelaria Giertycha inkasowała miliony złotych w formie premii za przeciągające się procesy frankowiczów występujących przeciwko GNB.
- Na tych działaniach Leszek Czarnecki mógł zaoszczędzić setki milionów złotych. A tysiące frankowiczów do dziś nie odzyskały pieniędzy z tytułu nieuczciwie zawartych umów kredytowych.
- Sam Giertych nie odpowiedział na większość pytań WP. Twierdzi, że nie musiał nic przedłużać, bo wygrał proces, o który zapytaliśmy. To nieprawda. Sprawa wciąż trwa.
"Tysiące ludzi czekają na odzyskanie swoich pieniędzy w ramach procesów frankowych" - grzmiał w lipcu ubiegłego roku Roman Giertych. Oburzał się, że syndyk Getin Noble Banku zamiast zawierać ugody z frankowiczami wydaje miliony na prawników, aby walczyć z nimi w sądach.
To reakcja na artykuł "Gazety Wyborczej" pt. "Zamknięty układ syndyka Getin Banku. Kancelarie zarabiają miliony". Autor, Wojciech Czuchnowski, przekonywał, że środki z majątku pozostałego po Getin Noble Banku i Idea Banku (to inny podmiot z grupy kapitałowej Leszka Czarneckiego, który skończył podobnie jak Getin) miały być niewłaściwie rozdysponowywane przez syndyka masy upadłościowej Marcina Kubiczka (w sądzie toczy się postępowanie w sprawie tej publikacji z powództwa syndyka). Na temat jego działalności pisała jako pierwsza Wirtualna Polska w czerwcu 2023 r. w tekście "Syndykat".
Według mec. Giertycha, wówczas już posła rządzącej Koalicji Obywatelskiej, artykuł "GW" powinien wstrząsnąć opinią publiczną i Ministerstwem Sprawiedliwości. Na platformie X pouczał wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchę, że "jeśli to prawda, to zadaniem MS jest natychmiast zatrzymać ten proceder".
W tekście "GW" brakuje informacji, dlaczego właściwie Getin upadł i została po nim jedynie masa upadłościowa.
Hejter w fundacji Macieja Laska? Jest reakcja rzeczniczki klubu KO
To jest historia o tym, jak Getin Noble Bank, zamiast zawierać ugody z kredytobiorcami, wydawał miliony na prawników, żeby walczyć z nimi w sądach. Rękami Romana Giertycha. A w przeciąganiu frankowych procesów pomagały działania jego współpracownika.
28 maja 2014 r. Leszek Czarnecki był trzecim najbogatszym Polakiem, z majątkiem wycenionym na 7,1 mld zł. "W ciągu roku poprawił on swój majątek o niebagatelne 2,7 mld złotych! Wszystko to dzięki giełdowemu boomowi na akcje banków. Jego flagowy Getin Noble Bank zwiększył swoją wycenę o 77 procent!" - ekscytował się magazyn Forbes. To ostatnie chwile, gdy Czarnecki mógł się cieszyć biznesowymi sukcesami. Za rogiem już czyha kryzys, który zmiecie go z planszy w grze o miano najbogatszego Polaka.
28 maja 2014 r. Roman Giertych był byłym politykiem Ligi Polskich Rodzin i adwokatem ze świetnymi kontaktami w rządzącej wówczas Platformie Obywatelskiej. Reprezentował m.in. Radosława Sikorskiego, Sławomira Nowaka i syna Donalda Tuska. Z samym Tuskiem, jak przechwalał się w wywiadach, był na "ty". Giertych był też wtedy wspólnikiem Sebastiana J. ps. "Foka" w spółce Giertych-Kancelarie.
28 maja 2014 r. Sebastian J. ps. "Foka" był bliskim współpracownikiem Romana Giertycha, jego ochroniarzem i kierowcą, a także przedsiębiorcą, prezesem spółki Giertych-Kancelarie oraz członkiem zarządów, rad nadzorczych i wspólnikiem w kilku innych podmiotach powiązanych z Giertychem. Przez jego konta przepływały z tego tytułu miliony złotych. Szerzej dał się poznać, gdy media opublikowały jego zdjęcie z czasów działalności w Młodzieży Wszechpolskiej, na którym Sebastian J. według jednych wznosi nazistowskie pozdrowienie, a według innych zamawia pięć piw w knajpie.
Nie podajemy jego pełnego nazwiska, bo na mężczyźnie wciąż ciążą prokuratorskie zarzuty w aferze Polnordu, także powiązanej z Romanem Giertychem. To śledztwo jest aktualnie zawieszone, a zarzuty wobec Giertycha umorzono w kontrowersyjnych okolicznościach, co opisywaliśmy rok temu.
28 maja 2014 r. kontrolowany przez Leszka Czarneckiego Getin Noble Bank (GNB) podpisał umowę ze spółką komandytowo-akcyjną Giertych Kancelarie Prawne, reprezentowaną przez samego Giertycha. Teoretycznie to umowa, jakich banki i duże kancelarie prawne zawierają wiele: były polityk LPR zobowiązał się świadczyć pomoc prawną w zakresie relacji GNB z osobami, które zaciągnęły w tym banku kredyty w walucie obcej, przede wszystkim we frankach szwajcarskich. Praktycznie była na swój sposób wyjątkowa i opatrzona pieczątką z napisem "zastrzeżone".
Opisujemy losy jednej ze spraw, których dotyczyła ta umowa. I związanych z nią kontrowersji.
Co cię wzmocniło, to cię zabije
Agresywna i ryzykowna strategia prowadzenia biznesu finansowego najpierw dała Leszkowi Czarneckiemu miliardy. A potem zepchnęła go w niebyt. I wpakowała w kłopoty, z których biznesmen nie wykaraska się przez wiele lat.
W 2004 r. Polska wchodzi do Unii Europejskiej, a Leszek Czarnecki, dotąd zajmujący się biznesem leasingowym, wchodzi do branży bankowej. Po latach starań kupuje w końcu Górnośląski Bank Gospodarczy i zmienia jego nazwę na Getin Bank. W tym czasie Polacy optymistycznie patrzą w przyszłość, w dorosłe życie wchodzi pokolenie wyżu demograficznego z lat 80. Setki tysięcy młodych ludzi chcą mieć własne mieszkanie. Te marzenia idealnie wykorzystał Czarnecki.
Jego bank zaczyna na potęgę udzielać kredytów hipotecznych. Wielu osób nie stać na zaciągnięcie zobowiązań w innych bankach. Lądują w Getin Banku, który maksymalnie rozluźnia wymagania wobec kredytobiorców: proponuje kredyty nawet na 50 lat, w dodatku we frankach szwajcarskich, a nie w złotówkach, co sprawia, że raty są wyjątkowo przystępne.
Oferta hipotek frankowych przyciąga klientów. Słyszą zapewnienia, że frank to stabilna waluta. W Szwajcarii stopy procentowe są wyraźnie niższe niż w Polsce, co podnosi zdolność kredytową i obniża ratę - nawet o ok. 30 proc. względem kredytu złotowego.
Miało być miło, tanio i szybko dla klientów, a zyskownie dla banku.
Początkowo rzeczywiście tak było. Klienci dostawali kredyty na wymarzone mieszkania, a Getin Bank zdobywał przebojem rynek. I zarabiał miliony. W szczycie bańki kredytowej, w latach 2007-2008 bank jeszcze zliberalizował kryteria i udzielał kredytów, których kwota już na starcie przekraczała wartość zabezpieczających je nieruchomości.
W tym okresie kredyt we frankach w Getin Banku wziął Sebastian J. ps. "Foka", co dla tej historii okaże się kluczowe.
Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) rekomendowała ograniczanie udzielania kredytów we frankach od 2006 r., ale Getin Bank nic sobie z tych zaleceń nie robił. Kłopoty zaczęły się po wybuchu światowego kryzysu finansowego jesienią 2008 r., gdy kurs franka skoczył z 2 do 3 zł. Nagle okazało się, że wielu kredytobiorców nie jest w stanie spłacać zobowiązań po wyższym kursie waluty, a ich mieszkania są warte dużo mniej niż obciążające je kredyty.
Jeszcze w 2010 r. Getin Noble Bank (do połączenia z Noble Bankiem doszło w sierpniu 2010 r.) zanotował rekordowy zysk 950 mln zł. Ale wtedy też, w efekcie regulacji po kryzysie 2008 r., skończyło się udzielanie kredytów frankowych. A zaczęły się schody.
Zdesperowani klienci, którzy nie są w stanie spłacać kredytów lub dochodzą do wniosku, że zostali wprowadzeni w błąd obietnicą "bezpiecznego" kredytu we frankach, zaczynają szukać pomocy prawnej.
Prawnicy bez trudu znajdują w umowach niedozwolone klauzule, szkodliwe dla klientów. Problem dotyczy wielu banków, ale GNB wyróżnia się na tle branży. Po latach okaże się, że kredyty frankowe stanowiły ponad 27 proc. portfela kredytowego tej instytucji.
Rusza fala pierwszych pozwów przeciw bankom. Klienci, chcąc uwolnić się od toksycznych kredytów, zaczynają kwestionować postanowienia umów, choć nie wiedzą jeszcze, na co realnie mogą liczyć. Dopiero przecierają sądowe szlaki. Od 2010 r., wraz z wprowadzeniem do polskiego prawa instytucji pozwów grupowych, frankowicze zaczynają korzystać także z tej ścieżki. To tańsza alternatywa dla procesu indywidualnego.
Lawinę uruchamia "czarny czwartek". 15 stycznia 2015 r. Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił kurs franka, który nagle poszybował do 5 zł. Wraz z nim poszybowała rata kapitałowa i odsetkowa milionów Polaków.
Do końca 2015 r. Getin Noble Bank miał łącznie 56 pozwów od frankowiczów. Później liczba ta zaczęła się zwielokrotniać: 147 (2016 r.), 593 (2017 r.), 1333 (2018 r.), 2404 (2019 r.), 5035 (2020 r.), 8008 (wrzesień 2021 r.) i ponad 9554 (2022 r.). Wartość spornych roszczeń sięgnęła 3,3 mld zł.
"Nie sądzisz, że to ładne?"
Wróćmy do wiosny 2014 r. 11 kwietnia do sądu w Warszawie trafia pozew grupowy przeciwko Getin Noble Bankowi. Kilkuset klientów (ich liczba wciąż się zmieniała - niektórzy przystępują, ale większość występuje z postępowania) reprezentuje Powiatowy Rzecznik Konsumentów w Poznaniu Marek Radwański.
Leszek Czarnecki to wytrawny biznesmen. Doktor nauk ekonomicznych, autor poradników biznesowych, twórca holdingu finansowo-deweloperskiego. Ma wiedzę, ma doświadczenie, ale ma też dostęp do ksiąg swoich biznesów. I widzi, że Getin Noble Bank za chwilę stanie się dla niego potężnym obciążeniem. Jednak wielcy biznesmeni myślą kilka kroków naprzód. Wkrótce po wpłynięciu do sądu pozwu grupowego przeciw Getinowi miliarder ma już gotowe rozwiązanie.
"Rozmawiałem z Giertychem w sprawie reprezentowania nas w sporze zbiorowym. Gwarantuje nam, że przez pięć lat nie będzie w tej sprawie rozstrzygnięcia (śmiech). Absolutnie może taką umowę podpisać (śmiech)" - to fragment rozmowy Leszka Czarneckiego z członkami zarządu GNB, nagranej w restauracji Amber Room wiosną 2014 r. W listopadzie 2018 r. ujawniło ją TVP Info, które pod rządami Jacka Kurskiego regularnie publikowało przecieki z afery taśmowej.
Nagrania, których mieli dokonywać kelnerzy kilku warszawskich restauracji, najpierw zostały ujawnione przez tygodnik "Wprost", a gdy władzę w 2015 r. przejął PiS, trafiały do kontrolowanych przez tę partię mediów. Ale Samuel Pereira oraz jego koledzy Radosław Poszwiński i Rafał Jarząbek w tekście na tvp.info nie opisali dokładnego kontekstu sprawy.
Wróćmy do stenogramu. Kolega Czarneckiego z zarządu banku docenia pomysł Romana Giertycha. "Nie sądzisz, że to ładne?" - pyta ze śmiechem.
"Wyniku nie może zagwarantować, to zawsze zależy od sądu, ale może zagwarantować, że wyroku długo nie będzie. Postaramy się pomiędzy siedem a dziesięć lat, ale przez pięć to na pewno nie będzie. To mogę zagwarantować" - cytuje Giertycha Czarnecki. I dodaje, że musi z nim podpisać umowę. "Pięć lat to jest minimum. Szczerze mówiąc myślę, że to nas zadowala, Krzysiek. Pięć lat to easy, w ciemno. Jestem z nim dogadany, chętnie weźmie sprawę" - kontynuuje Czarnecki.
Jak wynika z rozmowy, oferta Giertycha zaskoczyła biznesmena. "On twierdzi, że ten case jest do wygrania. Się zdziwił, jak mu ja powiedziałem, że nas absolutnie będzie po pięciu latach zadowalała ugoda. Bo on by powalczył o wygraną" - relacjonuje Czarnecki i dodaje, że Giertych zadeklarował, iż przeciąganie procesu nie będzie żadnym problemem. "Ku***wa, gdzie my żyjemy?" - komentuje miliarder. Nikt się już nie śmieje. Słychać nerwowe chrząknięcia.
Roman Giertych wziął tę sprawę. I wszystkie inne dotyczące kredytów frankowych GNB.
Żeby nie bić po oczach
Zgodnie z rekomendacją Leszka Czarneckiego umowę z Romanem Giertychem w maju 2014 r. podpisali ówczesny prezes Getin Noble Banku i prokurent. Jak wynika z dokumentu, GNB "zleca kancelarii świadczenie pomocy prawnej w zakresie relacji prawnych banku z osobami, które zaciągnęły kredyt indeksowany walutą obcą lub kredyt denominowany w walucie obcej, w tym w szczególności wszelkie sprawy w przedmiocie roszczeń kierowanych przez Klientów wobec GNB".
Giertych zobowiązał się do reprezentowania GNB przed wszystkimi sądami we wszystkich sprawach, gdzie stroną jest bank, tak samo jak przed organami administracji publicznej i instytucji publicznych i prywatnych oraz do "podejmowania przed wyżej wymienionymi podmiotami wszelkich czynności i działań, jakie okażą się niezbędne w zakresie należytego reprezentowania interesu GNB." Jak czytamy w dokumencie: "Kancelaria zapewnia, umowa będzie wykonywana pod ogólnym nadzorem adw. Romana Giertycha, który będzie działał jako pełnomocnik GNB".
Oczywiście w kontrakcie nie zapisano wprost tego, co według Czarneckiego obiecał mu Roman Giertych: przeciągania przez wiele lat spraw frankowiczów. Zostało to ujęte w sposób niebudzący na pierwszy rzut oka podejrzeń.
Podstawowe wynagrodzenie kancelarii Giertycha z tytułu umowy z GNB wynosiło 30 tys. zł plus VAT, płatne przelewem do 10. dnia miesiąca. Do tego zwrot kosztów podróży i noclegów stosownie do przedstawionych rachunków. Po pięciu latach trwania pierwszej z umów (będą dwie) daje to minimum 2 mln zł wpływów.
Ale jest też premia. To ona jest gwoździem programu.
Bo oprócz opisanego już wynagrodzenia Giertych i jego kancelaria mieli dostać:
- 1 mln zł, jeśli do 30 kwietnia 2017 r. GNB nie wypłaci frankowiczom więcej niż milion złotych z tytułu wyroków lub ugód sądowych.
- Jeśli do kwietnia 2018 r. frankowicze nie dostaną więcej niż 1,5 mln zł z banku GNB, to Giertych i jego kancelaria dostaną premię w wysokości 500 tys. zł.
- Jeśli do kwietnia 2019 r. frankowicze nie dostaną od GNB więcej niż 2 mln zł, to Giertych i jego kancelaria dostaną premię w wysokości 1 mln zł.
- Łącznie kancelaria Giertycha może dostać 2,5 mln zł plus VAT w formie premii za brak wypłat dla frankowiczów z tytułu przegranych procesów.
O komentarz do tych zapisów poprosiliśmy adwokata Marcina Szymańskiego, partnera w kancelarii Drzewiecki Tomaszek i Wspólnicy, który specjalizuje się w postępowaniach sądowych i arbitrażowych ze szczególnym uwzględnieniem pozwów zbiorowych.
Zdaniem eksperta mechanizm premiowy zawarty w umowie Giertycha z Getin Noble Bankiem jest czymś wyjątkowym na rynku usług prawnych. - "Success fee" z reguły dostaje się od korzystnych wyroków. A tu jest "success fee" od braku wyroku w określonym czasie - mówi adwokat Marcin Szymański. Jak podkreśla, w standardowej praktyce prawniczej premia przysługuje pełnomocnikowi, gdy uda mu się coś dla klienta wygrać - odzyskać pieniądze, wywalczyć odszkodowanie, ewentualnie doprowadzić do oddalenia powództwa. Tutaj logika została odwrócona: kancelaria Giertycha zarabiała nie za sukcesy w sądzie, lecz za to, że sprawy frankowiczów nie kończyły się.
- Oni sobie trochę pomyśleli nad tym, zanim to sformułowali, żeby to nie biło po oczach. I nie bije - przyznaje prawnik.
- To nie jest zapisane wprost, ale umowa zachęca do przedłużania spraw. Pełnomocnik z taką umową ma podwójny interes finansowy w tym, żeby sprawy ciągnęły się jak najdłużej. Po pierwsze, co miesiąc inkasuje 30 tys. zł stałego wynagrodzenia i otrzymuje je tak długo, jak sprawy się nie skończą. Po drugie, milionowe premie zależą od tego, czy frankowicze nie wygrają w określonym terminie - tłumaczy adwokat Marcin Szymański.
Czy autorzy umowy mogli nie zdawać sobie sprawy z tego, jaki mechanizm tworzą?
- Musieli sobie zdawać sprawę, że nie mogą napisać wprost w umowie, że będą przewlekać postępowania - mówi ekspert. Jak dodaje, w dużych podmiotach gospodarczych z własnymi działami prawnymi takie zapisy powinny natychmiast wzbudzić czujność, bo standardem jest kontrolowanie pełnomocników, żeby nie przeciągali spraw i nie generowali nadmiernych kosztów. Tutaj było dokładnie odwrotnie. - Trudno mi wyobrazić sobie, żeby ktoś nie widział, jak skonstruowana jest ta umowa - konkluduje adwokat Marcin Szymański.
Odwlec katastrofę
Przekopaliśmy się przez akta kilku spraw frankowych, w których występował Giertych i jego kancelaria. Przyjrzeliśmy się zwłaszcza pozwowi grupowemu klientów GNB, który bank otrzymał wiosną 2014 r.
Przepisy dotyczące pozwów grupowych zostały wprowadzone w Polsce w 2010 r. w sposób pełen wad. Początkowo sądy, nieprzyzwyczajone do orzekania w składzie trzech sędziów zawodowych nad wieloma roszczeniami jednocześnie, reagowały na nie paraliżem decyzyjnym. Każdy nowy pozew grupowy stawał się polem bitwy o dopuszczalność procedury, a pozwani - najczęściej banki i ubezpieczyciele - wykorzystywali każdą lukę proceduralną, by opóźnić merytoryczne rozpoznanie sprawy.
Kancelaria Giertycha też próbuje tego sposobu. Jej przedstawiciele argumentują przed sądem, że "nieprawdopodobieństwem jest, by członkowie grupy mieli jednakową sytuację" i "w ogóle brak podstaw, by wniosek móc potraktować jako zbiorowy". I w marcu 2015 r. Sąd Okręgowy w Warszawie odrzuca pozew zbiorowy przeciw Getin Noble Bankowi.
Radość Leszka Czarneckiego i Romana Giertycha nie trwa długo. Pół roku później Sąd Apelacyjny uchyla postanowienie niższej instancji. Sędziowie uznali, że ustawa nie wymaga identyczności stanu faktycznego wszystkich pozywających, a jedynie ich podobieństwa w najważniejszych punktach. W tym przypadku podobny był zapisany w umowach kredytowych mechanizm dowolności w ustalaniu kursu walut przez bank.
Kilkuset członków grupy walczyło z GNB o unieważnienie z tej przyczyny ich umów kredytowych. Gdyby wygrali, po zakończeniu sprawy grupowej każdy już osobno musiałby wystąpić o zapłatę w postępowaniu indywidualnym.
- Po wyroku w postępowaniu grupowym ustalającym odpowiedzialność banku kolejny proces toczyłby się już nie o zasadę, tylko o wysokość roszczeń - tłumaczy mec. Mariusz Korpalski, który reprezentował grupę frankowiczów.
Jak wiemy z nagrań z udziałem Leszka Czarneckiego, biznesmen już w 2014 r. zdawał sobie sprawę z nieuchronności niekorzystnych dla niego rozstrzygnięć w sprawach z frankowiczami i dopuszczał pójście z nimi na ugodę. Ale kluczem był czas - bo zgoda na wypłacanie roszczeń oznaczała dla banku poważne tarapaty. Według szacunków opartych na aktach sprawy oraz danych statystycznych, roszczenia z tytułu tego jednego pozwu grupowego mogłyby sięgnąć 70 mln zł. A mówimy tylko o ok. 200 kredytach. Tymczasem Getin Noble Bank udzielił około 30 tysięcy kredytów frankowych. Koszty dla banku poszłyby w miliardy. I ostatecznie poszły. Ale o tym za chwilę.
Na razie w 2016 r. ważne było odwlekanie nadchodzącej katastrofy.
Na scenę wchodzi "Foka"
Po rozstrzygnięciu sądu II instancji proces może się rozpoczynać. Ale na scenę wchodzi "Foka". Dwa lata po złożeniu pozwu, 14 czerwca 2016 r., Sebastian J. zgłasza się do postępowania grupowego. Do tej chwili na konto kancelarii Romana Giertycha za obsługę wszystkich procesów GNB z frankowiczami wpłynęło już 1,7 mln zł.
Z perspektywy Sebastiana J. to pozornie bez sensu: mężczyzna postanowił dołączyć do procesu przeciwko GNB nie jako członek grupy powodów, a jako tzw. interwenient uboczny po ich stronie. Interwenient uboczny to osoba, która nie jest bezpośrednio powodem ani pozwanym, lecz przystępuje do procesu po jednej ze stron, ponieważ ma interes prawny w tym, aby sprawa zakończyła się korzystnym dla tej strony rozstrzygnięciem. Można go nazwać "pomocnikiem".
Ale gdyby frankowicze wygrali z Getinem i sąd unieważniłby ich umowy, on jako interwenient uboczny nic by nie zyskał. Żeby anulować własną umowę, musiałby pozwać Getin w osobnym procesie (co zresztą potem zrobił, wrócimy do tego wątku).
Status interwenienta ubocznego Sebastiana J. dawał natomiast wiele Romanowi Giertychowi, dla którego "Foka" pracował. W umorzonym w styczniu 2024 r. śledztwie dotyczącym działalności hejterskiego profilu Sok z Buraka (śledczy badali powiązania z nim Romana Giertycha) Sebastian J. zeznał, że zna Giertycha od 25 lat, w latach 2007-2009 zajmował się obsługą techniczną jego kancelarii adwokackiej, a obecnie pracuje dla jego żony Barbary, która jest współwłaścicielką spółki Kancelaria Adwokacka Roman Giertych.
"Foka" twierdził, że prowadzona przez niego firma zajmuje się organizacją pracy biurowej kancelarii, m.in. dostarczaniem papieru i obsługą techniczną. Podobne zeznania złożył w 2022 r. w śledztwie dotyczącym tzw. taśm Giertycha (śledczy sprawdzali, czy polityk w nagranej rozmowie z Piotrem Nisztorem i Janem Pińskim kierował groźby pod adresem Jana Kulczyka. Śledztwo umorzono w 2024 r.).
Upraszczając: w połowie 2016 r. do sprawy, w której Roman Giertych reprezentuje Getin po przeciwnej stronie, przystępuje współpracownik Giertycha Sebastian J. Od czego zaczyna swój udział w procesie? Oczywiście od jego opóźniania.
200 tys. zł biednego "Foki"
W czerwcu 2016 r. sąd wniosek "Foki" o przystąpienie do sprawy odrzuca. "Foka" składa zażalenie. Ale bez właściwego podpisu i opłaty. Sąd wzywa do uzupełnienia braków. 7 października 2016 r. sąd ponownie odrzuca wniosek "Foki". Ten jednocześnie składa wniosek o wyłączenie sędziego. Odrzucony. Tymczasem sąd wydaje decyzję, na którą frankowicze czekają już 2,5 roku: "Postanowieniem z 24 października 2016 r. Sąd Okręgowy w Warszawie przyjął do rozpoznania pozew w postępowaniu grupowym" - informuje sędzia Sylwia Urbańska-Tkocz, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.
Sąd próbuje rozpocząć postępowanie. Nic z tego. Giertych w imieniu GNB składa do sądu II instancji zażalenie na przyjęcie pozwu do rozpoznania w trybie grupowym. Równolegle "Foka" żali się na odrzucenie jego wniosku o dołączenie do sprawy.
Sprawa jeszcze się nie zaczęła, a już liczy kilkanaście tomów. Ze względu na zażalenia kancelarii Giertycha i Sebastiana J. całość akt jedzie do Sądu Apelacyjnego, który musi je rozstrzygnąć. W marcu 2017 r. dopuszcza "Fokę" do procesu. Ale jakiego procesu? Ten sam sąd tego samego dnia uznaje zażalenie Giertycha oraz GNB i uchyla decyzję o przyjęciu pozwu grupowego. Wracamy do Sądu Okręgowego.
W lipcu 2017 r. "Foka" składa wniosek o zwolnienie od kosztów sądowych. Chodzi o 1940 zł. Mężczyzna powołuje się na prawo ubogich, czyli gwarancję, że państwo umożliwia dostęp do pomocy prawnej dla osób niezamożnych.
"W chwili obecnej nie jestem w stanie uiszczać kosztów sądowych w przedmiotowej sprawie bez uszczerbku utrzymania koniecznego dla mnie i mojej rodziny. Znaczna część moich dochodów przeznaczana jest bowiem na spłatę rat kredytu hipotecznego na rzecz pozwanego, które to raty stale ulegają zwiększeniu ze względu na kurs franka szwajcarskiego" - pisze do sądu.
Mówimy o człowieku, któremu prokuratura zarzuca udział w przywłaszczeniu 72 mln zł z Polnordu i wypraniu ponad 5 mln zł z tych pieniędzy. Dziś "Foka" wciąż ma zarzuty w tym śledztwie.
I jak wynika ze sprawozdań finansowych należących do niego spółek, firma Properis 33 w 2016 r. przyniosła 212 tys. zł czystego zysku, a kilka lat wcześniej sprzedała Polnordowi z zyskiem 19,5 mln zł działkę pod Poznaniem oraz posiadała wartą 8 mln zł wierzytelność.
Pełnomocnik traci cierpliwość
We wrześniu 2017 r. sąd nie zgodził się na zwolnienie Sebastiana J. z opłat. Mężczyzna pisze zażalenie. W kolejnym piśmie zarzuca, że "Sąd Okręgowy odrzucił wniosek (...) do czego nie ma podstaw", bo "ewentualnie wniosek należało oddalić, a nie odrzucić".
- Każde zażalenie wymaga wzięcia sprawy do ręki przez sędziego, a skoro zażalenie jest rozpatrywane przez Sąd Apelacyjny, to całe akta są przesyłane do tego sądu, w związku z czym Sąd Okręgowy nie może w tym czasie procedować; sąd nie proceduje bez akt i kropka - tłumaczy mec. Mariusz Korpalski, który reprezentował grupę frankowiczów.
Do tego momentu na konto Giertycha i jego kancelarii wpłynęło 3,2 mln zł od banku Leszka Czarneckiego. Sprawa w sądzie nawet się nie zaczęła.
W styczniu 2018 r. kolejne zwycięstwo frankowiczów: Sąd Okręgowy w Warszawie ponownie przyjął pozew do rozpoznania w postępowaniu grupowym. Kancelaria Giertycha w imieniu Getinu składa zażalenie również na to postanowienie.
Akta znowu trafiają do Sądu Apelacyjnego. Ale nie może on zająć się zażaleniem pełnomocnika banku. Rozpoznanie go wstrzymano bowiem do czasu rozpoznania… zażalenia "Foki". Mijają miesiące. W maju 2018 r. sąd oddalił zażalenie Sebastiana J. Musi on zapłacić koszty sądowe. Od momentu złożenia pozwu, w którym kilkaset osób pokłada nadzieję na odzyskanie frankowych pieniędzy, minęły ponad cztery lata, a postępowanie nawet nie ruszyło. Na konto Giertycha wpływa kolejne kilkaset tysięcy.
Frankowicze są na granicy wytrzymałości. Z grupy odchodzą kolejne rozczarowane osoby. Jesienią wraca nadzieja. Na 17 września 2018 r. wyznaczono w Sądzie Apelacyjnym posiedzenie, które może podtrzymać decyzję ze stycznia o dopuszczeniu pozwu grupowego. A wtedy proces w końcu ruszy.
Ale na cztery dni przed tym kluczowym terminem Sebastian J. składa wniosek o wyłączenie sędzi, dowiedział się bowiem, że ma ona kredyt. Może we frankach? "Foka" martwi się, że ten fakt "może być wykorzystany przez którąkolwiek ze stron np. bank". Sąd odwołuje zaplanowane już posiedzenie i czeka na rozstrzygnięcie wniosku "Foki".
W tym momencie nie wytrzymuje adwokat reprezentujący frankowiczów. "To, co robi pan J., można ocenić jako działanie zmierzające do przewlekania postępowania" - mówi Mariusz Korpalski w rozmowie z "Rzeczpospolitą", która publikuje tekst pt. "Człowiek Giertycha torpeduje sprawę frankowiczów".
A do sądu mecenas Korpalski wysyła pismo:
"Wszystkie dotychczas złożone przez Sebastiana J. wnioski są zupełnie niezrozumiałe dla powoda. (...) Jedynym celem, jaki wydaje się przyświecać wnioskodawcy, jest przedłużenie postępowania. (...) Interwenientowi ubocznemu winno zależeć na jak najszybszym zakończeniu sprawy, natomiast jego działania zdają się świadczyć o czymś wręcz przeciwnym".
Korpalski przypomina, że "Foka" jako interwenient uboczny powinien pomagać grupie frankowiczów. A zachowuje się dokładnie odwrotnie. I wskazuje, że udział współpracownika Giertycha w procesie nic formalnie mu nie daje. Daje za to wiele samemu Giertychowi, którego Sebastian J. jest bliskim współpracownikiem. Na dowód reprezentant frankowiczów dołącza artykuły opisujące powiązania Giertycha i "Foki".
W momencie wysyłania pisma przez Korpalskiego na konta kancelarii obecnego polityka PO wpłynęło już 4 mln zł od banku Leszka Czarneckiego. Proces grupowy nawet nie ruszył.
Po kilku tygodniach Sąd Okręgowy odrzucił wniosek Sebastiana J. o wyłączenie sędzi, która - jak się okazało - miała kredyt na mieszkanie, ale w złotówkach. I w innym banku niż GNB. "Foka" zaskarża tę decyzję. Pisze do Sądu Apelacyjnego, że "samo posiadanie kredytu powoduje nawiązanie więzi prawnej z bankiem niezależnie od waluty, w jakiej pożyczka jest udzielona". I tak jak w przypadku innych wniosków - nie podpisuje go i nie wnosi opłaty. Sąd wzywa go do usunięcia błędów formalnych. Mijają kolejne miesiące.
Prawnik frankowiczów próbuje cofnąć wniosek "Foki". Nic z tego. Sąd go rozpoznaje i oczywiście odrzuca. Ale mamy już marzec 2019 r. I 4,2 mln zł na koncie Giertycha przelanych z banku Czarneckiego. W sądach są już tysiące spraw frankowych i na terminy trzeba czekać miesiącami.
Umowa numer dwa
Kredyty frankowe zaczynają przygniatać Getin Noble Bank. Od 2016 r. spółka notuje straty. Duże straty. Od 2017 r. jest po pół miliarda rocznie na minusie. W listopadzie 2018 r. dochodzi do gwałtownego odpływu depozytów - z Getin Noble Banku w ciągu dwóch tygodni znika ok. 11 mld zł.
Kolejny cios przynosi wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z października 2019 r., który wyraźnie wzmacnia pozycję frankowiczów w sporach z bankami. Ryzyko prawne staje się realnym obciążeniem bilansu. Wzbiera fala pozwów indywidualnych.
Bank zaczyna tworzyć rezerwy. W sprawozdaniach finansowych ujawnia portfelową rezerwę na ryzyko prawne kredytów we frankach w wysokości 158,2 mln zł. Na koniec 2019 r., łącznie z rezerwami na toczące się spory sądowe, kwota ta rośnie do 176 mln zł.
Frankowicze są wściekli, ale Czarnecki może być zadowolony. Przez pięć lat obowiązywania umowy z kancelarią Giertycha na obsługę prawną pozwów frankowiczów proces grupy, która zbiorowo pozwała Getin Noble Bank, nawet nie ruszył.
Dlatego przedstawiciele GNB 11 marca 2019 r. podpisali z adwokatem przedłużenie umowy. Zmieniło się tyle, że przez pierwszy rok obowiązywania nowej umowy Giertych ma dostawać 40 tys. zł miesięcznie. Potem wynagrodzenie wraca do 30 tys. zł plus VAT.
Dodatkowo uporządkowano kwestię bonusów za brak rozstrzygnięć na korzyść frankowiczów: rozbito je na pięć równych transz po 500 tys. zł każdego roku. Do umowy wpisano też sygnatury konkretnych spraw już się toczących. A z powodu nawału kolejnych pozwów dodano zupełnie nowy składnik wynagrodzenia. Za sprawy frankowe, które nie są objęte dotychczasową współpracą, kancelaria otrzymuje 10 tys. zł + VAT za prowadzenie sprawy przed sądem I instancji oraz 4 tys. zł + VAT za każdy termin sądowy.
W aktach pozwu grupowego to samo co do tej pory. Fragmenty z pism kierowanych do Sebastiana J.: "sąd wzywa do uzupełnienia braków formalnych", "uzupełnić braki przez podpisanie zażalenia", "wezwanie do uiszczenia opłaty w kwocie 40 zł". I pisma informujące o rezygnacji kolejnych frankowiczów z udziału w pozwie grupowym. Każdy z nich musiał teraz występować z pozwem indywidualnym przeciwko Getinowi. Straconych czasu i pieniędzy nikt kredytobiorcom nie zwróci.
16 stycznia 2020 r. frankowicze mogą triumfować. Tego dnia Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił zażalenie Giertycha na postanowienie Sądu Okręgowego z 30 stycznia 2018 r. o przyjęciu sprawy do rozpoznania w postępowaniu grupowym. "Postanowienie Sądu Apelacyjnego jest prawomocne i od chwili jego wydania sprawa toczy się w postępowaniu grupowym. Zostało następnie wydane postanowienie o ustaleniu składu grupy, a obecnie [marzec 2026 r. – red.] sprawa jest na etapie merytorycznego rozpoznania" - informuje Sylwia Urbańska-Tkocz, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.
Po tej decyzji w aktach jest już tylko jeden ślad aktywności "Foki". Pożegnalny.
"Foka" wychodzi bez słowa
W październiku 2021 r. Sebastian J. wysyła do sądu pismo, w którym bez żadnego uzasadnienia wychodzi ze sprawy. "Cofam swoją interwencję uboczną po stronie powoda" - tyle miał do powiedzenia "Foka" po pięciu latach torpedowania sprawy setek pokrzywdzonych frankowiczów. A mógł chociaż dodać, że w listopadzie 2020 r. sam wystąpił z pozwem indywidualnym przeciwko Getin Bankowi o unieważnienie umowy frankowej.
Jego szef Roman Giertych do tego momentu dostał 7,6 mln zł brutto. Kolejne przelewy będzie dostawał jeszcze przez rok. W sumie 8,7 mln zł przez osiem lat. Ostatnia wpłata miała miejsce 22 września 2022 r.: 36,9 tys. zł. Tydzień później było już po Getin Noble Banku. Gdy Roman Giertych podpisywał pierwszą umowę z bankiem Leszka Czarneckiego, akcje GNB kosztowały 11 zł. Gdy dostawał ostatnią wypłatę, staniały o 99 proc. Do 14 groszy.
W sumie działania Sebastiana J. torpedujące proces grupy frankowiczów GNB trwały niemal cztery lata do czasu prawomocnego przyjęcia pozwu. W aktach nie ma ani jednego merytorycznego wniosku, dokumentu, pisma, które pomagałoby w procedowaniu sprawy. Wszystkie były obliczone na przeciąganie postępowania. W momencie, gdy "Foka" wychodził ze sprawy, akta liczyły 7165 stron.
Kronika zapowiedzianego upadku
Jesień 2022 r. to ostatni rozdział historii GNB pod wodzą Leszka Czarneckiego. W Bankowym Funduszu Gwarancyjnym i Komisji Nadzoru Finansowego 29 września zapada decyzja o przymusowej restrukturyzacji banku zagrożonego upadłością. W tym momencie wygasają wszystkie pełnomocnictwa udzielone przez bank. Roman Giertych przestaje reprezentować GNB.
Akcja ratunkowa, na którą zrzuciły się inne banki, kosztuje 10,3 mld zł. Według danych BFG to największa pomoc dla banku w Unii Europejskiej w stosunku do jego wielkości.
Alternatywą było bankructwo. A to oznaczałoby znacznie wyższy rachunek: wypłata gwarantowanych przez państwo depozytów sięgnęłaby ok. 35 mld zł, z czego 20,5 mld zł musiałoby pochodzić bezpośrednio ze środków Skarbu Państwa.
- Przeciąganie procesu z frankowiczami przyniosło Getin Noble Bankowi oczywiste korzyści - uważa Rafał Płókarz, z Uniwersytetu WSB Merito w Toruniu, doktor nauk ekonomicznych z 30-letnią praktyką w bankowości, autor m.in. książki "Bankructwa, t. 2. Banki i SKOK-i", opisującej szczegółowo biznesy Leszka Czarneckiego.
- W sytuacji, gdy pozew jest złożony do sądu, a roszczenia są uprawdopodobnione, uczciwy zarządca banku powinien stworzyć rezerwy na potencjalne straty. GNB zwlekał z tworzeniem rezerw, co pozwoliło uniknąć pogorszenia wyników finansowych i szybszej drogi do upadku. Portfel kredytów hipotecznych psuł się od 2015 r., wpędzając bank w coraz większe, miliardowe straty, zmuszając go do wprowadzenia kilkuletniego, jak się okazało później - niewystarczającego - postępowania naprawczego. Działania Romana Giertycha, polegające na przeciąganiu spraw, mogły opóźnić upadłość banku o kilka lat - twierdzi ekspert.
Od sierpnia 2020 r. do banku wpływało miesięcznie od 200 do 300 nowych pozwów.
- Chociaż trzeba uczciwie dodać, że żaden bank nie będzie przyspieszał swojego upadku - wręcz przeciwnie. Pytanie, czy robi to legalnymi metodami. Pozycja banków w wojnie z frankowiczami dramatycznie osłabła dopiero po 2019 r., gdy zapadły kluczowe korzystne dla konsumentów wyroki unijnych i polskich sądów - wyjaśnia dr Rafał Płókarz.
- Najbardziej żal klientów. Dla frankowiczów, a także drobnych akcjonariuszy, a zwłaszcza obligatariuszy (często: seniorów, których nabrano, namawiając na przeniesienie pieniędzy z lokat na "bezpieczne", lepiej oprocentowane obligacje), skutkiem przeciągania procesów jest to, że wielu z nich po przymusowej restrukturyzacji Getinu zostało na lodzie. Nawet jeśli wygrają w sądzie, nie będą mieli od kogo egzekwować swoich roszczeń - podsumowuje Rafał Płókarz.
To dlatego, że przejęty bank podzielono na "zdrowe" aktywa, które przeniesiono do nowo utworzonego Velo Banku, a następnie go sprzedano. Toksyczne aktywa, czyli kredyty frankowe, pozostawiono w Getin Noble Bank S.A. w upadłości. To oznacza, że nawet prawomocna wygrana w sądzie nie gwarantuje klientom dochodzonego od banku roszczenia.
Spółka nie osiąga nowych przychodów, utrzymuje się ze spłat frankowiczów, a w kolejce do majątku pierwszy jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który ma do odzyskania ok. 6 mld zł. Syndyk proponuje frankowiczom ugody, aby wyczyścić portfel frankowy, który liczy około 30 tys. kredytów. Większość z nich jest przedmiotem sporu sądowego. Jednak propozycje nie dotyczą frankowiczów z pozwu grupowego.
Tyle pytań, tak mało odpowiedzi
Dziś Roman Giertych łączy prowadzenie kancelarii prawnej z rolą polityka. Zapytany przez nas o swój udział w procesie frankowiczów po stronie GNB odpisał: "Reprezentowałem GNB w sporach frankowych w zakresach przewidzianych umową. Nie pamiętam dokładnie, ile wynosiły nasze faktury, ale było to mniej, niż Pan pisze i to na przestrzeni wielu lat (chyba ośmiu), a z tych faktur byli opłacani adwokaci, którzy przez wiele lat występowali w różnych, bardzo skomplikowanych sprawach sądowych".
Na pytania o znajomość z "Foką" Giertych odpisał: "Znam pana Sebastiana J., ale nie znam sprawy prowadzonej przez niego przeciwko GNB i jej nie prowadzę i nie prowadziłem. Nie prowadziłem również jego sprawy na etapie interwencji ubocznej w procesie grupowym ani nie konsultowałem z nim pomysłu złożenia takiej interwencji. Gdy się o tym dowiedziałem, uznawałem ten pomysł za chybiony, chociaż rozumiałem i rozumiem potrzebę uwolnienia się od kredytu frankowego".
Na temat przedłużania procesu przez "Fokę": "Interwencja ta wbrew Pana sugestiom nie przedłużyła w żaden sposób tego postępowania. Przyczyną przedłużania się (oprócz powolności sądów) były braki formalne pozwu, do których interwencja pana J. w ogóle się nie odnosiła. W Sądzie Apelacyjnym wygraliśmy po prostu z rzecznikiem konsumentów, który reprezentował powodów i to była przyczyna, dla której nie udało się mu sprawy wnieść grupowo. Nie miało to żadnego związku z panem J. (...) Przegrana rzecznika wynikała z niechlujności pozwu oraz z trudności, jaką niesie postępowanie grupowe".
Pytany o ustalenia z Leszkiem Czarneckim, relacjonowane przez biznesmena na nagraniach z Amber Room, Giertych odnosi się do fragmentów, o które nie pytamy, ale pomija te, o które pytamy.
Na większość pytań dotyczących tej sprawy Roman Giertych nie odpowiedział. Publikujemy je pod tekstem.
Według naszych informacji Sebastian J. ps. "Foka" nadal pracuje dla rodziny Giertychów i ich kancelarii.
Na pytania o udział w sprawie GNB "Foka" odpisał: "Jeżeli chodzi o sprawę mojego procesu z GNB, to dowiedziałem się przypadkiem o sprawie złożonego pozwu i wystąpienia grupy przeciwko GNB. Ponieważ dowiedziałem się o tym po czasie, gdy grupy wystąpiła już do sądu postanowiłem, za radą znajomego prawnika niepracującego w kancelarii Romana Giertycha, wystąpić z interwencją uboczną, aby mieć wgląd w ten proces. Chciałem bowiem uwolnić się od kredytu frankowego i dowiedziałem się, że w postępowaniu grupowym zapłacę jedynie 2 proc. od kwoty kredytu, a gdy pójdę sam to aż 5 proc. kosztów sądowych. Nie stać mnie było na taką kwotę. Moja działalność przynosiła dochód, ale media piszą brednie o skali tego dochodu".
Czy informował o tym Giertycha? "Nie informowałem o powództwie przeciwko GNB Romana Giertycha, bo była to moja prywatna sprawa. Sprawę powierzyłem znajomemu radcy prawnemu i to on formułował wszystkie pisma".
Dlaczego torpedował proces? "Pana sugestie, że świadomie przedłużałem postępowanie, są absurdalne. Z akt, którymi dysponuję, wynika, że nie przedłużyłem ani o dzień. Sprawa przedłużała się, gdyż Sąd Apelacyjny zdaje się dwukrotnie uchylał postanowienie Sądu Okręgowego o dopuszczeniu do tworzenia grupy, uwzględniając zażalenie GNB. Postępowanie w sprawie uznania mnie za interwenienta toczyło się równolegle i nie miało na te zażalenia żadnego wpływu. Od początku zależało mi na szybkim rozpoznaniu sprawy i szczerze mówiąc, nadal mi zależy, bo sprawa jest dopiero nieprawomocnie rozstrzygnięta".
Na znaczną część naszych szczegółowych pytań Sebastian J. nie odpowiedział. Publikujemy je pod tekstem.
Leszek Czarnecki mieszka poza Polską. Na nasze pytania nie odpowiedział. W związku z przejęciem Getinu domaga się od państwa 1,5 mld zł. O złożeniu do sądu pozwu w tej sprawie poinformował reprezentujący Czarneckiego Roman Giertych.
Proces, który przez lata opóźniał pracujący dla Giertycha Sebastian J. ps. "Foka" toczy się do dziś przed warszawskim sądem. Końca postępowania nie widać. 11 kwietnia minie 12 lat od złożenia pozwu.
Szymon Jadczak, Karolina Wysota, dziennikarze Wirtualnej Polski
Pytania, które skierowaliśmy do Romana Giertycha:
Czy potwierdza Pan zawarcie 28 maja 2014 r. umowy pomiędzy Getin Noble Bankiem a Giertych Kancelarie Prawne SKA? Oraz jej przedłużenie 13 marca 2019 r.?
Czy osobiście negocjował Pan ww. umowę z Leszkiem Czarneckim, Krzysztofem Rosińskim, Markiem Kaczałką lub innymi przedstawicielami GNB? Z kim dokładnie były prowadzone rozmowy?
Kto był autorem mechanizmu premiowego uzależnionego od niewypłacenia frankowiczom określonych kwot do konkretnych dat?
Czy akceptował Pan konstrukcję wynagrodzenia, w której premia nie zależała od prawomocnej wygranej banku, lecz od braku wypłat dla frankowiczów w określonym czasie?
Czy podczas rozmów z Leszkiem Czarneckim lub innymi przedstawicielami GNB deklarował Pan, że jest w stanie doprowadzić do tego, by przez co najmniej pięć lat nie zapadło rozstrzygnięcie w sprawie grupowej frankowiczów?
Jeśli nie użył Pan takich słów, to jak interpretuje Pan ujawniony stenogram rozmowy nagranej wiosną 2014 r., w której Leszek Czarnecki przypisuje Panu taką deklarację?
Jaka była w latach 2014-2022 rzeczywista relacja między Panem a Sebastianem J.? Jak często się w tym okresie kontaktowaliście?
Kiedy powziął Pan wiedzę, że Sebastian J. zamierza przystąpić do postępowania grupowego?
Czy kiedykolwiek sugerował mu Pan, wprost lub pośrednio, składanie określonych wniosków, zażaleń lub pism procesowych? Czy Pan lub osoby związane z Pana kancelarią pomagały lub pisały pisma procesowe w tej sprawie dla Sebastiana J.?
Jak wyjaśni Pan fakt, że osoba pozostająca z Panem w bliskich relacjach zawodowych przez lata podejmowała działania, które - według pełnomocnika frankowiczów oraz akt sprawy XXV C .../15 - skutkowały opóźnianiem postępowania? I generowały stan faktyczny pozwalający wypłacić Panu kilka milionów złotych premii?
Czy dostrzega Pan konflikt interesów pomiędzy reprezentowaniem banku a relacjami z osobą występującą po stronie frankowiczów?
Czy informował Pan sąd lub pełnomocników powodów o swoich relacjach z Sebastianem J.?
Czy obecnie reprezentuje Pan interesy Leszka Czarneckiego lub podmiotów z nim związanych w sporach dotyczących skutków restrukturyzacji GNB?
Czy Pan lub osoby z Pana kancelarii przesyłały korespondencję z panią Katarzyną F. (szefową działu prawnego GNB w okresie 2017-2020) na adres s...o2.pl?
Czy w okresie 2014-2022 Sebastian J. posiadał dostęp do skrzynki r...@wp.pl, b...@giertych-kancelaria.pl lub innych skrzynek pocztowych kancelarii?
Czy w okresie 2014–2022 Sebastian J. posiadał dostęp do kont bankowych, na które wpływały płatności z tytułu umowy z GNB? Lub inne pełnomocnictwa uprawniające go do zapoznawania się z materiałami dotyczącymi umowy z GNB?
Pytania, które zadaliśmy Sebastianowi J.:
Jakie relacje zawodowe i biznesowe łączyły Pana z Romanem Giertychem w latach 2014-2022? Jak często się w tym okresie kontaktowaliście: kilka razy dziennie, kilka razy w tygodniu, kilka razy w miesiącu?
Czy był Pan zatrudniony przez Romana Giertycha, jego kancelarię, jego żonę lub podmioty powiązane? W jakiej formie i w jakim okresie?
Czy prowadził Pan działalność zarejestrowaną pod adresem kancelarii Romana Giertycha? W jakim okresie?
Czy korzystał Pan z pomieszczeń, infrastruktury lub wsparcia organizacyjnego kancelarii Giertycha przy sporządzaniu pism do sądu?
Kto podsunął Panu pomysł przystąpienia do sprawy? Czy rozmawiał Pan o tym z Romanem Giertychem lub kimś z jego kancelarii?
Jaki konkretnie interes prawny widział Pan w przystąpieniu, skoro korzystne rozstrzygnięcie nie rozstrzygało automatycznie Pana umowy?
Dlaczego wielokrotnie składał Pan pisma z brakami formalnymi, bez podpisu lub bez wymaganych opłat?
Czy to Pan osobiście wpadł na pomysł składania wniosków o wyłączenie sędzi, zażalenia i inne środki? Z kim Pan konsultował te pomysły? Kto Panu pomagał przy sporządzaniu pism?
Dlaczego wnosił Pan o zwolnienie od kosztów sądowych i ustanowienie pełnomocnika z urzędu, skoro w tym czasie otrzymywał Pan wynagrodzenie od Romana Giertycha, jego żony lub podmiotów z nimi powiązanych, pana podmioty gospodarcze przynosiły setki tysięcy złotych zysku, posiadały wierzytelność wartą kilka milionów, a parę lat wcześniej dokonały sprzedaży działki w Dopiewcu, na której zarobiły 19,5 mln zł?
Ile wynosiła rata Pana kredytu hipotecznego w 2016 r.?
Czy składając oświadczenia o sytuacji majątkowej, podał Pan sądowi pełne i prawdziwe informacje?
Czy konsultował Pan z Romanem Giertychem wnioski zawierające informacje dotyczące Pana trudnej sytuacji finansowej?
Które podmioty lub osoby związane z Romanem Giertychem przekazywały Panu środki z tytułu wynagrodzenia lub darowizn w okresie 2014-2022?
Czy miał Pan świadomość, że Pana działania jako interwenienta ubocznego mogą faktycznie działać na korzyść Getin Noble Banku?
Czy rozmawiał Pan z Romanem Giertychem o skutkach Pana udziału w tej sprawie dla interesów banku?
Czy rozmawiał Pan z kimkolwiek z Getin Noble Banku o swojej roli w procesie? Czy zna Pan Katarzynę F., szefową działu prawnego w okresie 2017-2020? Czy wysyłał Pan do niej lub otrzymywał Pan od niej maile dotyczące spraw objętych umową z GNB?
Dlaczego w swoim późniejszym indywidualnym sporze z bankiem nie stosował Pan podobnych działań procesowych, które wcześniej podejmował w sprawie grupowej?
Dlaczego w 2021 r. cofnął Pan interwencję uboczną bez merytorycznego uzasadnienia?
Czy w okresie 2014-2022 posiadał Pan dostęp do kont bankowych, na które wpływały płatności z tytułu umowy z GNB?
Czy w okresie 2014–2022 Roman Giertych lub Leszek Czarnecki posiadali dostęp do skrzynki s....@o2.pl? Czy na tę skrzynkę przesyłano materiały dotyczące pozwów frankowych objętych umową z GNB?