Rheinmetall wyprzedza USA. Europa zbroi się na potęgę
Niemiecki koncern zbrojeniowy Rheinmetall wyprzedził Stany Zjednoczone w produkcji amunicji konwencjonalnej. To przełom potwierdzający, że miliardy pompowane przez UE w przemysł obronny zaczynają przynosić efekty. Ale czy te wysiłki są wystarczające? Według ekspertów Stary Kontynent musi wydać bilion dolarów, by uniezależnić się od USA.
Zdolności produkcyjne europejskiego sektora obronnego rosną w bezprecedensowym tempie. Armin Papperger, dyrektor generalny firmy Rheinmetall, potwierdził podczas spotkania z dziennikarzami w Hamburgu, że Niemcy dokonały znaczącego przełomu.
- Niemcy produkują obecnie więcej amunicji konwencjonalnej niż USA. Moce produkcyjne amunicji artyleryjskiej wzrosły z 70 tys. do 1,1 mln sztuk rocznie - stwierdził Papperger.
Dla porównania, amerykańskie fabryki wytwarzają rocznie poniżej pół miliona takich pocisków. Firma zanotowała również gigantyczny skok w segmencie amunicji średniokalibrowej, gdzie zdolności wzrosły z 800 tysięcy do ponad czterech milionów sztuk.
Amerykanie lekceważą Europę? Magierowski wskazał na ważny detal
Rozwój produkcji amunicji to tylko jeden z elementów ekspansji. Pod koniec kwietnia Bundeswehra złożyła w Rheinmetall zamówienie o wartości ponad miliarda euro na nowoczesne systemy piechoty.
Gigantyczne przychody europejskich firm
Sukcesy niemieckiego producenta odzwierciedlają szerszą kondycję całej branży na kontynencie. Według szacunków opartych na danych stowarzyszenia ASD, obroty unijnego przemysłu obronnego osiągnęły w 2024 roku poziom 148 miliardów euro. Oznacza to nominalny wzrost o ponad 60 procent w stosunku do roku 2021. Sektor ten zatrudnia obecnie około pół miliona pracowników i generuje eksport o wartości 48 miliardów euro. Całkowite wydatki na obronność w państwach Unii Europejskiej systematycznie rosną i w 2025 roku osiągnęły niespełna 400 mld euro.
Ale Rheinmetall, mimo imponujących wzrostów, nie jest największym graczem na europejskim rynku. Zestawienia branżowe pokazują, że liderem pod względem przychodów z sektora obronnego pozostaje francuski Thales z wynikiem blisko 16 mld dolarów. Kolejne miejsca zajmują włoski Leonardo oraz europejskie konsorcjum Airbus. Niemiecki Rheinmetall plasuje się na czwartej pozycji, a za nim znajdują się szwedzki Saab, MBDA, francuski Safran oraz Naval Group. Łącznie aż 20 firm z siedzibą w Unii Europejskiej figuruje na liście stu największych globalnych przedsiębiorstw zbrojeniowych.
Unijne miliardy na wspólne zakupy
Instytucje europejskie starają się stymulować ten wzrost poprzez centralne mechanizmy finansowe. Komisja Europejska przyjęła program prac Europejskiego Funduszu Obronnego na 2026 rok, w którym przeznaczono miliard euro na nowe inicjatywy badawczo-rozwojowe. Całkowity budżet tego funduszu na lata 2021-2027 wynosi około 8 miliardów euro. Pieniądze te wspierają rozwój technologii obrony powietrznej, sztucznej inteligencji, systemów autonomicznych oraz technologii zwalczania dronów. Głównym celem programu jest zachęcenie firm z różnych państw członkowskich do współpracy i tworzenia międzynarodowych konsorcjów.
Równolegle uruchomiono Europejski Program Przemysłu Obronnego z budżetem 1,5 miliarda euro na lata 2026-2027. Z tej puli ponad 700 milionów euro wesprze bezpośrednio produkcję systemów uzbrojenia, w tym rakiet i amunicji. Program zakłada również przekazanie 260 milionów euro na odbudowę i modernizację ukraińskiej bazy przemysłowej. Kolejne setki milionów euro trafią na wspólne zakupy sprzętu wojskowego przez państwa unijne, co ma ograniczyć rozdrobnienie rynku i zwiększyć efektywność wydawanych środków.
Krytyczny deficyt obrony przeciwlotniczej. Europa zależna od USA
Zapotrzebowanie na nowoczesne systemy jest ogromne, co wielokrotnie podkreślali unijni urzędnicy. Andrius Kubilius, europejski komisarz do spraw obrony, podczas swojego objazdu po kontynencie zwrócił uwagę na krytyczny deficyt pocisków przeciwlotniczych i antybalistycznych.
Europa potrzebuje niezależnej produkcji pocisków. Braki w obronie powietrznej to największy deficyt. USA produkują ok. 750 Patriotów rocznie, a podczas konfliktu zużyto 800 w pięć dni - stwierdził.
W podobnym tonie wypowiedział się przed kilkoma dniami Mark Rutte, sekretarz generalny NATO. - Europa musi zwiększyć regionalne zdolności obrony powietrznej o 400 proc. - przekonywał.
Zależność od amerykańskiego sprzętu wynika z braku europejskich odpowiedników w niektórych kategoriach, takich jak systemy artylerii rakietowej, oraz z chęci posiadania najnowocześniejszych technologii, na przykład myśliwców F-35. Mimo dużego importu, eksport uzbrojenia z 27 państw Unii Europejskiej wzrósł w analizowanym okresie o 36 proc.
Unia Europejska odpowiada obecnie za 28 proc. całkowitego światowego eksportu broni. Równocześnie załamał się rynek rosyjski, którego udział w globalnym eksporcie spadł aż o 64 procent. Ben Hodges, były dowódca wojsk amerykańskich w Europie, tłumaczy ten spadek koniecznością zaspokojenia przez Rosję własnych potrzeb frontowych oraz kompromitacją technologiczną rosyjskiego sprzętu w starciu z nowocześniejszymi rozwiązaniami.
Wojna w Ukrainie drastycznie zmieniła przepływy uzbrojenia na świecie. Z raportu Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem wynika, że import głównych rodzajów broni do państw europejskich wzrósł w latach 2021-2025 ponad trzykrotnie. Prawie połowa tego sprzętu pochodziła ze Stanów Zjednoczonych. Katarina Djokic, badaczka instytutu, wyjaśnia jednak, że same bezpośrednie dostawy amerykańskie do Ukrainy odpowiadają za 43 procent tego wzrostu.
Europa szuka niezależności
Eksperci przewidują, że Europa będzie dążyć do coraz większej niezależności od dostawców zza oceanu. Hodges uważa, że państwa europejskie uświadomiły sobie ryzyko zbytniego polegania na Stanach Zjednoczonych w kwestiach bezpieczeństwa. Zmianę podejścia widać już w unijnych mechanizmach wsparcia dla Ukrainy, gdzie Bruksela kładzie nacisk na preferencyjne traktowanie uzbrojenia produkowanego w Europie. Dodatkowo uruchomiono specjalny program pożyczkowy o wartości 150 miliardów euro, który zachęca państwa członkowskie do kupowania sprzętu wojskowego od innych krajów unijnych.
Szybki rozwój branży napotyka jednak na poważne przeszkody natury organizacyjnej i politycznej. Unia Europejska nie zdołała zrealizować w pierwotnym terminie obietnicy dostarczenia Ukrainie miliona pocisków artyleryjskich kalibru 155 milimetrów w ciągu roku. Analizy Centrum Analiz Polityki Europejskiej wskazują, że opóźnienia te nie wynikają z braku pieniędzy, ale z ograniczeń logistycznych i przemysłowych. Łańcuchy dostaw niezbędnych komponentów mają charakter międzynarodowy i są bardzo podatne na zatory.
Rozdrobnienie rynku hamuje rozwój
Głównym problemem pozostaje strukturalne rozdrobnienie europejskiego przemysłu obronnego. Sektor ten dzieli się na odrębne gałęzie narodowe, z których każda skupia się na własnych potrzebach i procedurach przetargowych. Ponadto wiele kluczowych firm posiada specyficzną strukturę właścicielską. Przedsiębiorstwa takie jak francuska Naval Group czy włoskie Fincantieri są kontrolowane przez państwo, podczas gdy inne, jak Dassault czy Liebherr, pozostają w rękach prywatnych rodzin. Taki układ własnościowy utrudnia fuzje i transgraniczną konsolidację rynku, ponieważ rządy traktują te firmy jako podmioty o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa narodowego.
Brak wykwalifikowanej siły roboczej i trudności w pozyskiwaniu surowców dodatkowo spowalniają proces przechodzenia od fazy prototypów do masowej produkcji. Rozbudowa fabryk zbrojeniowych wymaga czasu i ogromnych nakładów kapitałowych, których nie da się zrealizować z dnia na dzień. Jeśli Europa chce osiągnąć pełną autonomię strategiczną i skutecznie konkurować na globalnym rynku, państwa członkowskie muszą przezwyciężyć narodowe egoizmy i stworzyć sprawniej funkcjonujący, zintegrowany system produkcji obronnej.
Potrzeba biliona dolarów?
Czy wysiłki UE są wystarczające, by na wszystkich polach uniezależnić się od USA? Zastąpienie amerykańskich zdolności wojskowych na Starym Kontynencie wymagałoby inwestycji rzędu jednego biliona dolarów - wynika z szacunków przytaczanych przez dziennik "The Wall Street Journal".
Według danych firmy analitycznej Bernstein, w 2025 roku budżety obronne w Europie zamknęły się w kwocie około 560 miliardów dolarów, co stanowi blisko dwukrotność wydatków sprzed dekady. Zgodnie z prognozami, do 2035 roku środki przeznaczane na nowoczesny sprzęt wojskowy mogą odpowiadać 80 procentom budżetu modernizacyjnego amerykańskiego Pentagonu.
Mimo tych osiągnięć Europa wciąż wykazuje znaczne braki w kluczowych technologiach strategicznych. Największe opóźnienia dotyczą samolotów bojowych piątej generacji, uzbrojenia dalekiego zasięgu oraz infrastruktury satelitarnej.
O skali uzależnienia od Stanów Zjednoczonych wspomniał prezydent Finlandii Alexander Stubb, przyznając, że długoterminowe utrzymanie gotowości operacyjnej fińskich myśliwców byłoby niemożliwe bez dostaw amerykańskich części zamiennych. Rodzimy przemysł boryka się też z ograniczeniami mocy przerobowych, czego dowodem jest ogromny portfel niezrealizowanych zamówień francuskiego koncernu Dassault na myśliwce Rafale. Sytuacja ta zmusza niektóre państwa, w tym Polskę, do poszukiwania sprzętu poza Europą, między innymi w Korei Południowej, co pozwala na szybsze uzupełnienie braków sprzętowych.
Polska też zwiększy produkcję
Zwiększenie zdolności obronnych jest też trendem widocznym w Polsce. W najbliższy piątek Polska sfinalizuje wielotygodniowe negocjacje, podpisując z Komisją Europejską dwie kluczowe umowy w ramach unijnego instrumentu wsparcia zakupów zbrojeniowych SAFE. Dokumenty sygnować będą ministrowie Władysław Kosiniak-Kamysz i Andrzej Domański oraz przedstawiciele BGK, a ze strony unijnej komisarze Piotr Serafin i Andrius Kubilius.
Pierwsze porozumienie to umowa pożyczkowa otwierająca linię kredytową na 43,7 mld euro, co czyni Polskę największym beneficjentem programu, natomiast kluczowa umowa operacyjna szczegółowo opisuje ponad sto projektów obronnych, w tym rozwój obrony przeciwlotniczej i Tarczę Wschód. Pieniądze już czekają w Brukseli, a w pierwszej kolejności Bank Gospodarstwa Krajowego – zaciągający pożyczkę na rzecz Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych – otrzyma 15-procentową zaliczkę w wysokości ponad 6,5 mld euro.
- Z naszej strony umowę będzie podpisywać dwóch ministrów: obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz i finansów Andrzej Domański, a także dwoje przedstawicieli Banku Gospodarstwa Krajowego - wyjaśniała w rozmowie z money.pl Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu do spraw programu SAFE.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl