Niemieckie złoto pod młotek? Kontrowersyjny pomysł cenionego instytutu
Marcel Fratzscher, szef uznanego instytutu DIW, zaproponował sprzedaż części niemieckich rezerw złota na cele inwestycyjne. Pomysł wywołał natychmiastowy sprzeciw Bundesbanku i wywołał do tablicy czołowych ekonomistów. Wielu uderza w znane nam tony. Ostrzega, że pozbycie się chociażby części rezerw doprowadzi do utraty wiarygodności kraju.
Niemcy od kilku lat borykają się ze spowolnieniem gospodarczym. I kiedy już wydawało się, że rok 2026 przyniesie odbicie, rząd w Berlinie musiał w ostatnim czasie znacząco zrewidować w dół prognozy wzrostu gospodarczego. Słabe perspektywy makroekonomiczne sprawiają, że analitycy i decydenci prześcigają się w poszukiwaniu nowych źródeł finansowania państwowych wydatków.
W centrum tej ożywionej dyskusji znalazł się Marcel Fratzscher, prezes uznanego i powszechnie szanowanego Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW), którego najnowsza propozycja przełamania finansowego tabu wywołała ostrą reakcję za Odrą.
Fratzscher uważa, że w obliczu obecnych wyzwań gospodarczych państwo nie powinno ignorować zamrożonego kapitału. Postuluje, by sięgnąć po rezerwy złota z uwagi na historycznie wysokie notowania kruszcu na światowych rynkach.
"Nawrocki popełnił błąd". Doradca szefa MON o wecie prezydenta
"Ogromna skarbonka na czas kryzysu"
Niemcy dysponują obecnie drugimi co do wielkości rezerwami złota na świecie, ustępując pod tym względem jedynie Stanom Zjednoczonym. Całkowity zasób wynosi ponad 3 tys. ton.
Niemcy powinny pomyśleć o sprzedaży części swoich rezerw złota. Niemieckie rezerwy mają dziś wartość ok. 440 mld euro. To ogromna skarbonka na czas kryzysu. Przynajmniej niewielką jej część powinniśmy wykorzystać do walki z tym kryzysem oraz do odciążenia obywateli i firm – powiedział Fratzscher w wywiadzie dla portalu T-Online.
Zgodnie z wizją ekonomisty, środki pozyskane z ewentualnego upłynnienia części kruszcu nie miałyby posłużyć wyłącznie zasypywaniu bieżących dziur budżetowych. Fratzscher argumentuje, że kapitał ten mógłby zostać zainwestowany w sposób bardziej produktywny.
Wskazuje na pilne potrzeby w sektorze edukacji oraz konieczność modernizacji starzejącej się infrastruktury krajowej. Jego zdaniem takie działanie przyniosłoby gospodarce więcej korzyści niż przetrzymywanie sztabek w zagranicznych skarbcach.
Niemieckie złoto – podobnie jak polskie – nie jest przechowywane w jednym miejscu. Znaczna jego część znajduje się we Frankfurcie nad Menem, ale potężne depozyty są również w skarbcach w Nowym Jorku oraz w Londynie.
Sam Fratzscher zdaje sobie sprawę z barier instytucjonalnych, które stoją na przeszkodzie jego wizji. – Złotem zarządza Bundesbank. Nawet kanclerz nie może po prostu powiedzieć: musicie teraz sprzedać złoto – przyznał prezes DIW.
Dodał przy tym, że nadszedł czas, by ostatecznie zerwać z tym finansowym tabu.
Kategoryczne weto banku centralnego
Reakcja instytucji odpowiedzialnej za zarządzanie narodowym majątkiem była natychmiastowa i jednoznaczna. Niemiecki bank centralny (Deutsche Bundesbank), na którego czele stoi Joachim Nagel, nie pozostawił złudzeń co do możliwości realizacji postulatów płynących ze strony szefa DIW. Instytucja ta przypomniała o swoich ustawowych prerogatywach oraz o fundamentalnych zasadach funkcjonowania europejskiego systemu walutowego.
W odpowiedzi na pytania dziennikarzy serwisu Business Insider, przedstawiciele Bundesbanku kategorycznie odrzucili pomysł upłynniania rezerw w celach budżetowych. Podkreślili przede wszystkim kwestię niezależności instytucjonalnej, która ma chronić politykę monetarną przed naciskami ze strony polityków szukających łatwych źródeł gotówki.
Bundesbank przy wykonywaniu swoich zadań jest niezależny. Ani federalny minister finansów, ani rząd nie mają prawa nakazać sprzedaży kruszcu. Sprzedaż rezerw złota w celu redukcji długu publicznego lub finansowania inwestycji jest w obliczu obowiązujących przepisów niedopuszczalna – skwitowali przedstawiciele Bundesbanku, cytowani przez niemieckie media.
Rzeczniczka banku centralnego wytłumaczyła cel utrzymywania tak potężnych rezerw. Złoto nie ma służyć jako fundusz celowy na krajowe inwestycje, lecz jako ostateczne zabezpieczenie na wypadek ekstremalnych wstrząsów. – (Rezerwy) w sytuacji kryzysu służą do opłacenia pilnie potrzebnych towarów i usług w obcej walucie rezerwowej – wyjaśniła przedstawicielka Bundesbanku, cytowana przez portal T-Online.
Ekonomiści ostrzegają przed utratą twarzy
Postulat prezesa DIW spotkał się z chłodnym przyjęciem nie tylko ze strony banku centralnego, ale również szerokiego grona uznanych niemieckich ekonomistów. Eksperci z wiodących ośrodków badawczych ostrzegają, że realizacja takiego scenariusza przyniosłaby więcej szkód niż pożytku i uderzyłaby w fundamenty wiarygodności finansowej państwa.
Stefan Kooths, dyrektor w prestiżowym Instytucie Gospodarki Światowej (IfW) w Kilonii, nie przebierał w słowach, oceniając propozycję Fratzschera. Jego zdaniem sięgnięcie po rezerwy kruszcu byłoby dowodem na całkowitą porażkę dotychczasowego modelu zarządzania państwem.
Częściowa sprzedaż rezerw złota byłaby równoznaczna z ogłoszeniem bankructwa polityki gospodarczej i finansowej – powiedział Kooths.
Ekonomista ostrzega również przed konsekwencjami takiego kroku. Uważa, że uwalnianie ukrytych rezerw w celu powiększania deficytów budżetowych to dolewanie oliwy do ognia w sytuacji, gdy inflacja wciąż pozostaje realnym zagrożeniem. – Zasoby złota to nie są pieniądze do zabawy dla polityki finansowej, ale element stabilności walutowej, który nie bez powodu leży w gestii niezależnego banku centralnego – dodał dyrektor z IfW.
Te obawy podziela Markus Demary, ekspert finansowy z Instytutu Niemieckiej Gospodarki (IW). Zwraca szczególną uwagę na psychologiczny i rynkowy aspekt ewentualnej sprzedaży narodowego majątku. Niemcy od lat cieszą się opinią niezwykle wiarygodnego dłużnika, co pozwala im pożyczać pieniądze na rynkach finansowych na bardzo preferencyjnych warunkach.
– Wysłałoby to fatalny sygnał do rynków i do obywateli – ocenił Demary w rozmowie z T-Online.
Najwyraźniej z finansowaniem państwa niemieckiego jest tak źle, że musimy już sprzedawać nasze srebra rodowe, a w tym przypadku nasze złoto. Jakby Niemcy znajdowały się w dramatycznym kryzysie państwowym. W najgorszym przypadku agencje ratingowe potraktują to jako oznakę słabości finansowej z konsekwencjami dla zdolności kredytowej – ostrzegł ekspert IW.
Apel o umiar
Krytycy propozycji sprzedaży złota wskazują również na fundamentalną rolę dywersyfikacji portfela rezerw państwowych w erze pieniądza fiducjarnego (waluta bez pokrycia materialnego, oparta na wierze w stabilność systemu). Friedrich Heinemann, kierownik działu badawczego w centrum ZEW, argumentuje, że pozbywanie się twardego aktywa w czasach niepewności jest strategią wysoce ryzykowną.
– Uważam sprzedaż złota w celu finansowania kryzysu za błąd. Z punktu widzenia inwestowania aktywów rozsądne jest, aby duża gospodarka, taka jak Niemcy, utrzymywała część swoich aktywów zagranicznych w złocie – stwierdził.
Ekonomista uzasadnia swoje stanowisko rosnącym ryzykiem związanym z tradycyjnymi walutami. – Zaufanie do stabilności walut papierowych słabnie. Jest całkiem wyobrażalne, że Niemcy poniosą znaczne straty na przykład na rezerwach dolarowych. Dlatego domieszka złota w portfelu nie jest nierozsądna – wyjaśnił, cytowany przez serwis Business Insider.
Heinemann odniósł się również sceptycznie do samej efektywności państwowych wydatków. Uważa, że przekazanie politykom setek miliardów euro ze sprzedaży rezerw mogłoby skutkować kolejnymi błędnymi decyzjami. Przypomniał przy tym nietrafione programy pomocowe z przeszłości.
W podobnym tonie wypowiedział się Hans-Werner Sinn, wieloletni były prezes Instytutu ifo. Zwrócił uwagę na funkcję ochronną, jaką kruszec pełni dla całej gospodarki, stabilizując koszty obsługi zadłużenia.
Zapasy złota są potrzebne, aby zachować wiarygodność Niemiec jako dłużnika i chronić nasze państwo oraz gospodarkę przed wzrostem stóp procentowych – oświadczył Sinn.
Zamiast szukać nowych źródeł finansowania w skarbcach banku centralnego, renomowany ekonomista zaapelował o głęboką rewizję dotychczasowej polityki fiskalnej rządu. – Umiar, a nie rozrzutność, to nakaz chwili – podsumował były szef ifo, krytykując nadmierne wydatki państwa.
Narodowy Bank Polski powiększa zasoby
Debata w Niemczech toczy się w specyficznym momencie dla globalnego rynku metali szlachetnych. W ostatnich latach banki centralne na całym świecie, zamiast sprzedawać, masowo kupowały złoto. Instytucje te nabywały tysiące ton kruszcu w celu dywersyfikacji swoich rezerw, co było jednym z głównych motorów napędowych historycznej hossy na tym rynku.
Tym bardziej zaskakujące wydają się głosy sugerujące odwrócenie tego trendu. Jak wiadomo, dyskusja o upłynnianiu rezerw nie ogranicza się wyłącznie do terytorium Niemiec.
Temat ten pojawił się niedawno również w polskiej przestrzeni publicznej. Szef Narodowego Banku Polskiego powrócił do zaskakującego pomysłu – sprzedaży części gromadzonych od lat rezerw złota w celu sfinansowania wydatków zbrojeniowych państwa. Choć kontekst polskiej propozycji dotyczy bezpieczeństwa militarnego, a niemieckiej – inwestycji i wychodzenia z kryzysu gospodarczego, sam mechanizm sięgania po aktywa banku centralnego budzi w obu krajach podobne, ogromne kontrowersje.
W Niemczech na ten moment rząd nie planuje podejmować kroków w kierunku monetyzacji kruszcu, a uwaga polityków skupia się raczej na debacie wokół ewentualnego ponownego zawieszenia konstytucyjnego hamulca zadłużenia. Propozycja Marcela Fratzschera pozostaje jednak wyraźnym dowodem na to, jak głęboki jest obecny impas gospodarczy za Odrą i jak daleko idące rozwiązania są kładzione na stole w poszukiwaniu drogi wyjścia z kryzysu.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl